Warszawskie dzieci.

Nadeszła 75-ta rocznica wybuchu powstania warszawskiego, więc jest to niezły czas na rozważania o życiu i śmierci. Jako punkt wyjścia przyjąłem depresyjny film Larsa von Triera „Melancholia”, ostatnie dni życia Ziemi przed zderzeniem z wędrującą planetą, której nazwa jest jednocześnie tytułem filmu. Nastrój beznadziejności połączony z głośno wypowiedzianą myślą, że nikt o nas się nie dowie. Nawet jeśli istnieje superinteligentne życie gdzieś w Kosmosie, być może Obcy zarejestrują katastrofę planety, ale niczyja historia nie będzie mieć dla nich znaczenia z prostego powodu: Nigdy nie zostanie poznana.

Mateusz Pospieszalski, wg. Białoszewskiego- Kanał.

Tak właśnie kojarzą mi się losy ofiar powstania warszawskiego. Tadeusz Gajcy, Krzysztof Kamil Baczyński, czy Zdzisław Stroińscy znani byli, jako obiecujący poeci i dlatego o nich pamiętamy- z tego, czego dokonali jako poeci, ZA ŻYCIA. Ale kto pamięta przysłowiowego Jana Kowalskiego, nawet jeśli zginął przywalony gruzami tej samej kamienicy, co Gajcy i Stroiński? Czy ktokolwiek go docenił, a może przecenił? W filmie „Godzina W” poruszono ciekawy motyw. Chłopak, którego konspiracyjni koledzy mieli za tchórza, ratuje życie uciekającym przed Niemcami powstańcom podążającym na ten sam punkt zborny, co i on, sam traci życie- głównie przez własny brak wyszkolenia (chce zobaczyć, co się stało z żołnierzami niemieckimi, którym cisnął pod nogi granaty, więc jeden z nich go zabija, zaciekawionego jego losem). Gdy docierają na miejsce zbiórki, powstańcy śmieją się z kolegi, który nie dotarł, odgrażają mu się nawet sądem polowym, nie wiedząc że kpią z bohatera, któremu życie zawdzięcza dwóch innych chłopaków z ich oddziału.

muzeum powstania- zdjęcia.

Z muzeum powstania warszawskiego- zdjęcie autorstwa Świechny.

Niczego nie wiemy o ofiarach. Te wszystkie gorące zapewnienia o pamięci mijają się z prawdą. Podejdźmy do dowolnej tablicy upamiętniającej ofiary, wybierzmy dowolne nazwisko, kobiety, mężczyzny i zastanówmy się, co potrafimy o nich powiedzieć? Co lubili, jakie były ich mocne, jakie słabe strony, byli pracowici czy lenie, wierni, czy flirciarze, mądrzy czy głupawi raczej…? Nie wiemy o niczym, co chcieliby po sobie zostawić. „Powstanie pamiętamy”- jasne! Niedawno przez internet przemknęła drobna gównoburza, bo jakaś wybotoksowana celebrytka w ohydnym makijażu, wrzuciła swoje zdjęcie- w hełmie powstańczym i białej koszulce z czerwoną „kotwicą” Polski Walczącej. I wiecie co…? Jakiś leszczyk o ambicjach redaktora portalu „Na temat” chcąc jej dowalić (skądinąd słusznie, bo rzeczywiście zabrakło jej wyczucia, to nie był zryw lakierowanych paznokci) powiedział, że reklamuje tak swoje wykonania pieśni „Warszawskie dzieci” poświęconej (jego własne słowa) „dzieciom walczącym w powstaniu”. Synkowi nie chciało się nawet przesłuchać utworu, bo może wtedy by zrozumiał, że pod pojęciem „warszawskich dzieci” autor rozumiał powstańców walczących o matkę- Warszawę. Naprawdę cieszę się, że polegli nigdy się nie dowiedzą, jak mało Polacy zapamiętali, a jak dużo zmyślają, by pasowało to do ich układanki.

Mateusz Pospieszalski, wg. Białoszewskiego- Katedra.

Pamiętamy za to o tych, co nie dali się zabić, oczywiście jeżeli ich życie okazało się ciekawe. Bartoszewski, Moczarski, Białoszewski, oni coś ocalili, BO PRZEŻYLI, dali świadectwo! Nikt nie umiera za Ojczyznę, za to każdy mógłby dla Ojczyzny ŻYĆ. Gdy umieramy, nie zrobimy już dla Polski, ani dla nikogo innego nic więcej, niż dokonaliśmy do chwili śmierci, nawet nikomu niczego nie opowiemy. I nikt nie ocali pamięci zabitych. Pamięć zostanie zmieniona, zmanipulowana, jak to się dzieje obecnie. Głównie przez polityków, ale także przez wszelkiej maści frustratów bez własnych osiągnięć, podnoszących sobie samopoczucie legendą powstania. No i kręci się biznes „odzieży patriotycznej”. Nawet bym się cieszył, gdyby to było estetyczne, bo w końcu przedsiębiorczość, to składowa rozwoju, tyle że niestety, to kolejny triumf kiczu nad dobrym smakiem.

Mateusz Pospieszalski, wg. Bialoszewskiego- Na łubudu.

Na zakończenie przypomnę coś, co chyba wszystkim gdzieś umyka. Powstańcy nie walczyli ani o Schetynę, ani Kaczyńskiego (obu zresztą nie było wtedy nawet w planach), nie walczyli o Kościół, ani o żadną partię polityczną. Oni walczyli o wolność. Chcieli przegonić faszystowskie wojsko niemieckie z miasta. To był cel powstania. Gdy słucham wypowiedzi polityków i celebrytów, nie jestem przekonany czy o tym wiedzą, bo jakiejś radną PiS oburzyła naklejka „polska walcząca przeciw faszyzmowi”, inna kretynka się zachowywała, jakby powstańcy walczyli przeciw ludziom o specyficznej identyfikacji seksualnej. Czy my zdajemy sobie sprawę ze stopnia dzisiejszego załgania Polaków, z tego w jaki sposób wykorzystują ofiary tragedii narodowych?

Waglewski, Nowak, wg. Gajcego- Moja mała.

Nie warto ginąć za Polskę, bo Polska nic o tym nie wie. I nie pamięta- woli zmyślać. Za to warto żyć. Przede wszystkim dla siebie. A jak już się nauczymy żyć dla siebie, możemy się nim podzielić z innymi, nawet to rekomenduję.

Gdyby ktoś jeszcze nie dotarł, u Świechny gościnnie zdałem relację z wyprawy na Lugnaquillę- zapraszam, kliknij by poczytać.

 

 

Jeśli Ci się dobrze czytało- kliknij tu i promuj notkę.

13 myśli w temacie “Warszawskie dzieci.

    1. Oczywiście, że każde życie jest ważne. I najlepiej naukę szacunku zacząć od siebie, jeżeli siebie samych zaczniemy szanować, jeżeli zaczniemy dbać o siebie, będzie nam łatwiej zrozumieć innych, zadbać i o nich.

      Polubienie

  1. Moja babcia była jednym z tych cywilów, którzy chowali się przed bombardowaniem (jak sama zawsze dramatycznie podkreślała, „z dzieckiem przy piersi”), dlatego dla mnie rocznica Powstania jest, od zawsze, ważna i istotna. Głównie ze względu na tych cywilów i anonimowe ofiary… bo dla mnie ta pamięć, ten szacunek, są po prostu ważnym składnikiem mojej osobistej relacji z moim miastem…🙂
    Jakkolwiek, również nie jestem fanką rozpamiętywania i martyrologii, w których się tak bardzo, jako naród, lubujemy…

    Dla mnie ważne jest to, co mówią/mówili ci powstańcy, którzy przetrwali- że walczyli o kraj, w którym nie będzie się segregować ludzi, w którym wszyscy będą równi i wolni. Za kraj, w którym słabsi podlegają ochronie, a silniejsi po prostu ich bronią. Stosunek do słabszych, moim zdaniem, jest papierkiem lakmusowym, którym można zmierzyć dojrzałość danego społeczeństwa…

    W kontekście historii i jej znaczenia- wczoraj zaczepiła mnie na ulicy jakaś turystka, zaczęła wypytywać o szczegóły obchodów, dlaczego są różne uroczystości, w różnych częściach miasta… Powiedziała, że przyjechała do Warszawy kilka godzin wcześniej, że jej głupio, bo w ogóle nie wiedziała o tej rocznicy… Zaczęłam jej tłumaczyć i opowiadać, była bardzo zainteresowana, fajnie nam się gadało, i w końcu spytałam, skąd jest. I powiedziała, że… z Niemiec. I to było niesamowite, bo przez ułamek sekundy w jej oczach był jakiś wstyd, a w moich (jak sądzę), konsternacja… Po czym z uśmiechem wróciłyśmy do rozmowy, życzyłam jej udanych wakacji, ona mi strasznie dziękowała i mówiła, że za rok na pewno będzie pamiętać, że 1 sierpnia, że godzina 17.00… A ja nie mogę przestać myśleć o tamtym ułamku sekundy niezręcznego milczenia między nami- a przecież to historia, coś, co zupełnie nie zależy od nas… Od nas zależała teraźniejszość, nasza wzajemna życzliwość, przyjazna rozmowa, uśmiechy, które wymieniłyśmy na pożegnanie….Od nas zależy przyszłość…

    Tyle moich luźnych przemyśleń, przepraszam, jeśli nie do końca na temat😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wszystko jest na temat, nie ma nic bardziej na temat. Na czym innym polega historia, jak nie na faktach, na wydarzeniach, doświadczeniach. Ty opowiedziałaś swoje. Na kim mamy się wzorować? Na tych siurkach, co w oficjalnych przemówieniach, zamiast wspominać ofiary, oddać im cześć, mówić o ich życiu i zastanawiać się co zrobić, by już nigdy do czegoś takiego nie doszło, próbują upiec swoją pieczeń polityczną lub co gorsza, przygotować kolejne mięso armatnie?!
      Ja chciałbym się czegoś dowiedzieć o życiu ofiar, o ich różnorodności, pasjach, talentach…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Rozumiem tę potrzebę, bo w anonimowych ofiarach najgorsza jest właśnie ta ich bezimienność, to że nic o nich nie wiadomo…A z drugiej strony, ludzie byli i zawsze będą tacy sami, z podobnymi talentami, pasjami, lub tez ich brakiem. Nie wiem, czy czytałeś „Morfinę”Twardocha, tam oczywiście jest ukazana zupełnie inna perspektywa i zupełnie inne aspekty wojny, ale doskonale jest tez pokazane, że ludzie wtedy nie różnili się od nas wcale. Byli równie niedoskonali, nieszlachetni i mieli takie samo „kiełbie we łbie” ( moja babcia tak mówiła😉), jak my teraz…

        Polubienie

  2. Czesc Woland.
    Ja juz pare razy oberwalem za swoje poglady na temat Powstania.
    Mianowicie uwazam ze decyzja o jego rozpoczeciu byla totalnie zbrodnicza.
    Dowodzwo AK albo musialo byc bardziej naiwne od Kubusia Puchatka albo wrecz dziala na rzecz rosjan!
    Nie zrozumcie mnie zle, nie neguje bohaterstwa tych wszystkich mlodych ludzi ktorzy czesto walczy z golymi rekami.
    Neguje zdrowy rozsadek takichludzi jak Okulicki czy Rowecki ktorzy ich wyslali na smierc bez powodu.
    Nie wspominajac o tysiac niewinnych Cywili ktorzy zgineli.
    Nie wierze ze dowodzwo AK nie wiedzialo o postanowieniach konferencji w Teheranie, ze nie znali raportow o tym jak rosjanie potraktowali zonierzy AK w wilnie i nie zdawali sobie sprawy ze powstanie jest na reke tylko i wylacznie Stalinowi.
    Wczoraj uswiadomilem sobie dwie rzeczy z tym zwiazane:
    – ilu wsrod poleglych 200 tysiecy bylo Mazowieckich, Geremkow, Kuroniow i ludzi ktorzy mogliby pozniej byc w opozji demokratyczne a po 89 ronku oni, albo ich dzieci pomagaliby budowac Polske normalna…
    – w powstaniu zginelo 200 tys ludzi… to wiecej niz w Hiroszimie (ok 100 tys.) i Nagasaki (ok 70 tys.) razem wzietych.

    A teraz z troche innej beczki. Wdalem sie wczoraj w dyskusje na FB z moja rodzinka z pln.-wschd. polski. Poszlo o krytyke obchodow rocznicy wybuchu II WS w Gdansku. Moj wujek z zapalem godnym zbawienia usilowal mnie przkonac ze ONR to wcale nie jest organizajca faszystowka.
    W penym momencie przestalem odpowidac bo ciagniecie tego nie mialo wiecej sensu. Nie to jednak mnie przeraza. Moj wujek jest czlowiekem wyksztalconym – emerytowanym polonista. Jego Corka, moja kuzynka ma doktorat z polonistyki. Przeraza mnie ze skoro ich mozna tak uwaurnkowac to mozna uwarunkowac kazdego!
    To jest straszne!
    To cytat po ktorym sobie dalem spokoj:
    „Nazistami w Polsce mogą być tylko zdrajcy,a nigdy Polacy. Ideologii ONR itp nie znasz zupełnie jak widać i sugerujesz się tylko propagandą tych, którzy ich się boją czyli zdrajców. To widać było w czasie Marszów Niepodległości w W-wie – jaką nagonkę policyjną i propagandową robiły ówczesne władze.”
    Po prostu mnie zatkalo.

    Polubione przez 1 osoba

    1. „Nie wierze ze dowodzwo AK nie wiedzialo o postanowieniach konferencji w Teheranie…”
      Jan Nowak (Jeziorański) w książce Kurier z Warszawy opisuje swoje wizyty w Londynie w 1943 i 1944 roku. Wynika z tego, że informacje o postanowieniach konferencji w Teheranie NIE BYŁY przekazywane do Delegatury Rządu w Polsce, ani do Komendy A.K.
      W Anglii otwarcie oskarżano Polskę, że powtarza fałszywe niemieckie oskarżenia ZSRR o zbrodnię katyńską.
      Według mnie nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji.
      Nie tworzyć A.K. uszy po sobie, nie wychylać się przeciw Niemcom i przyjąć Armię Czerwoną kwiatami?

      Polubione przez 1 osoba

      1. Anglicy w ogóle obchodzili się ze Stalinem, jak ze śmierdzącym jajkiem, bo oni mieli najwięcej do stracenia, gdyby Stalin wycofał się z koalicji antyhitlerowskiej. Przecież oni nawet ocenzurowali własnego pisarza, Gorge’a Orwella, blokując ydanie jego słynnej powieści „Folwark zwierzęcy”- oczywiście, żeby nie drażnić Stalina.

        Polubienie

    2. Nie jestem zwolennikiem tak ostrego oceniania samej decyzji o wybuchu powstania z prostego powodu: Nam łatwo to robić, bo wiemy co się stało. Podejmujący decyzję nie mieli tej wiedzy, choć oczywiście mieli mało optymistyczne, żeby nie powiedzieć „dramatycznie złe” prognozy wywiadowcze. Mimo to, wszyscy wiedzieli, że front jest tuż tuż, a Warszawa jest w zasięgu lotnictwa aliantów. Owszem, wiadomo było, że Stalin nie chce pomagać, a Hitler jest świrem zdolnym do wcielania w życie najbardziej zbrodniczych planów, lecz kumulacja najgorszych prognoz (czyli rozkazu Hitlera o zniszczeniu miasta i zabiciu każdego mieszkańca, nieustępliwego braku pomocy Stalina i cichej na to zgody aliantów) spodziewali się tylko nieliczni. Nam jest łatwo mówić „przecież to było wiadome”, ale ciekawy jestem co byśmy mówili wtedy, będąc w okupowanej Warszawie. Są za to inne rzeczy, które powodują u mnie białą gorączkę: Rozkazy samobójczych ataków (ja rozumiem pojęcie rekonesansu bojem, ale kontynuacja ataku po stwierdzeniu braku środków do zdobycia pozycji wroga, to zbrodnia), a przede wszystkim dopuszczenie do walk nieletnich i dzieci. To są moje dwa najpoważniejsze zarzuty, co do których mam pewność. Trzeci, to niedostateczne przygotowanie wybuchu od strony taktycznej. Zbyt optymistyczne założenia i brak planu „B” na wypadek niemożności ich realizacji (mam tu na myśli drogi ewakuacji na wypadek braku sukcesów strategicznych, czyli pozostania w rękach wroga kluczowych dla walk pozycji). Oczywiście straty i skutki dzisiaj znamy, ale tak jak już pisałem- pod koniec lipca 1944 nikt ich nie znał.
      Co do Twojego wujka- chyba bym nie utrzymał gęby na kłódkę i raczej od tej pory wujek by mnie bardzo nie lubił. Gwałtowną wściekłość budzi we mnie, gdy ktoś mówi „źle oceniasz moją partię- jesteś zdrajcą Polski”, obojętnie jaka to partia.

      Polubienie

  3. Pozwolę sobie zaserwować pewne porównanie. Powstanie trwało 63 dni. Polskie straty szacuje się na 200.000. Niemieckie na 10.000 do 15.000. Co daje odpowiednio dzienne straty na poziomie 3174(My) do 158-238(Niemcy).
    Największa bitwa pierwszej wojny- Bitwa nad Sommą która trwała jakieś 140 dni skutkowała ofiarami w wielkości 600.000(Entanta) do 400.000(Niemcy). Czyli dziennie 4285(Ent) do 2857(N) ludzi poszło gryźć ziemię po obu stronach. A przypomnę była to ogromna bitwa w której starły się milionowe armie o zbliżonym potencjale bojowym.
    Wnioski o Powstaniu na podstawie tych liczb proszę wyciągnąć sobie samemu.
    P.S. Dane oczywiście szacunkowe, bo precyzyjnych nie ma i nie będzie

    Polubione przez 1 osoba

    1. Czesc Nightgale. Liczba strat Niemieckich nie jest dokladnie ustalona. Wacha sie od 2000 do 17000.
      Zalezy do jakich raportow sie odniesiesz :).
      Ja bym sie jednak sklanial do tej nizszej liczby…

      Polubione przez 1 osoba

      1. To wtedy Obelixie statystyka staje się dla nas jeszcze straszniejsza. Porównanie strat w formie liczby zabitych dziennie, jest dla naszej strony druzgoczące i najlepiej pokazuje sens wywołania tej warszawskiej hekatomby.
        O zrównaniu miasta z ziemią litościwie nawet nie wspominam. Cud, że je odbudowano, bo o ile się nie mylę były całkiem poważnie rozpatrywane pomysły, zostawienia tego gruzowiska i przeniesienie stolicy, bądź zgoła wybudowanie nowej od zera.

        Polubione przez 1 osoba

    2. Oczywiście, porównanie strat jest dla nas tragiczne, oczywiście pod warunkiem uwzględnienia rzezi ludności cywilnej. Starty samych żołnierzy powstania są porównywalne ze stratami niemieckimi, ale co z tego, skoro żołnierze powstania zostali pobici i zneutralizowani, a to straty cywilne wpływały na możliwości rozwoju Polski po wojnie, tak jak zauważył Obeliks, inteligencja i młodzież została po raz kolejny zdziesiątkowana.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s