A z pustego, to i Salomon nie naleje, choć póty dzban wodę nosi…

Głosowaliśmy, oczywiście że głosowaliśmy, razem ze Świechną, jak przystało na wyborcze święto – w dobrych humorach i z nadzieją – zameldowaliśmy się pod adresem 12 Ailesbury Rd Dublin. Poparliśmy swoich faworytów, a później już spokojnie oddaliśmy się urokom miasta. Słoneczne dnie w stolicy Irlandii, to prawdziwa rozkosz dla miłośników spacerów: Spójna architektura miasta, dużo zieleni, wypielęgnowane miejskie parki i przydomowe ogródki, plus cała masa atrakcji, z których tym razem wybraliśmy National Gallery of Ireland, by spotkać się z dziełami Caravaggia, Moneta, Rembrandta, Burtona, Yeatsa, Rodina, Picassa, Doiga i innych, kończąc naturalnie w kawiarni. Co ciekawe, można tam spotkać zarówno starszą panią w tweedowym żakiecie, jak pana w średnim wieku w dżinsach, bluzie od dresu i z tatuażami na rękach, czy wycieczkę szkolną lub też ekscentryczną dwudziestolatkę w stroju, który równie dobrze mogłaby nosić Bjork- nikogo nic nie dziwi. Nie spotkaliśmy za to żadnego rodaka w odzieży patriotycznej, żadnej tam husarii, ni śladów żołnierzy wyklętych również nie stwierdzono. Widocznie byli w innej galerii (wężykiem, wężykiem). Wyobraźcie sobie, że nikt tam niczego nie chciał cenzurować i jeśli rzeźba przedstawiała gołą dupę, to prezentowana była w całej okazałości, a gdy mężczyzna z portretu przyodziany był w różową pelerynkę i złote trzewiczki z różyczkami w kolorze pelerynki oraz strusie pióra na głowie, ani partyjny pomyleniec, ni biskupi włazidup nie próbował tak jawnego „gendera” usunąć z ekspozycji, może dlatego, że żaden Miziołek, ni Nawrocki nie mają prawa zarządzać tam żadną sztuką, chyba że jest to sztuka mięsa na ich talerzu. Z tego samego powodu mogliśmy tam oglądać poniższą rzeźbę:

DSC_1001

„Dwa gołe mężczyzny, panie, ściskają się ciasno”, taka historia! No i siłą rzeczy zaczęliśmy o tym wszystkim rozmawiać, zazdroszcząc Irlandczykom zainteresowania sztuką (wiem, wiem- w Polsce też są ludzie, dla których jest ona ważna, tylko że na Zielonej Wyspie jakby większy przekrój społeczeństwa jest na nią otwarty) i słowo do słowa, zeszło na problemy polskiej edukacji. Świechna, jako mająca doświadczenie w krajowych placówkach oświatowych zauważyła, że największym problemem dla nauczyciela chcącego zainspirować polską młodzież do działania jest to, że gdy się ich pyta o zainteresowania, mało kto potrafi na to pytanie odpowiedzieć, a plotkowaniem głupio się chwalić. Ja z kolei wspominałem nauczycieli z moich lat szkolnych i znalazłem tylko jednego, który miał na tyle pasji, by zachęcić młodzież do tworzenia, takiego prawdziwego, na własną rękę (myślę o muzyku opiekującym się kilkoma puławskimi zespołami muzyki z kręgu punk- nowa fala- reggae). Na ogół jednak owszem, jeśli ktoś coś robił, to robił, ale nie przypominam sobie szczególnej zachęty ze strony szkoły.

FNS- Kiedy zamykam oczy.

Przeglądam wyborcze wyniki. I wiecie, co mnie uderza? Frekwencja 45,68% ogłoszona triumfalnie najwyższą w historii. Hip- hip hurra dla największej mobilizacji elektoratów głównych sił politycznych! Więcej niż co drugi Polak miał w dupie wybory, a tu media słodzą, jaki to piękny wynik. To nie jest tak, że potępiam każdego, kto nie poszedł. Bywają przypadki losowe, bywają ludzie którzy mają w głowie jakąś ideologię, której nie jestem w stanie pojąć, ale nie mnie w to wnikać, tylko że przecież nie jest to ponad połowa uprawnionych do głosowania! Większość tych, którzy nie poszli, to raczej ci, których jako uczniów wspomina Świechna- nie mieli zainteresowań, niewiele ich obchodziło, nie odczuwali specjalnych potrzeb duchowych albo nie potrafili się zdobyć na wysiłek ich realizacji, potem przyszła proza życia, przy której trudno budować od zera pasje i zainteresowania. To czemu się nagle mieliby interesować polityką, skoro przez tyle lat najważniejszym pytaniem było „co ja z tego będę miał”?!

1984- Ferma hodowlana.

Drugie spostrzeżenie. PiS postawiło na nazwiska głośne, a nie kompetentne i na tym wygrało. Dostał się taki skład, że tylko tam Plugawego Krystyna brakowało. Koalicja nie musiała wybierać między kandydatami doświadczonymi w polityce zagranicznej, a kandydatami znanymi, gdyż z polityków tylu partii koalicji dało się stworzyć kadrę znanych i doświadczonych międzynarodowo, być może inna byłaby sytuacja, gdyby startowali z osobnych list, ale że trafili na wspólną listę, to nie wyszło tragicznie, dlatego tak rzuca się w oczy PiSowski skład wulgarnych eurosceptyków będących raczej zaprzeczeniem słowa „dyplomata” (Waszczykowski, Fotyga, Szydło) i skompromitowanych niedouków (Kempa, Zalewska, Tarczyński), czy też mających nadto widoczne problemy z alkoholem może i zdolnych, ale czerwononosych (Kruk i Karski).

Z pustego i Salomon nie naleje- suweren znowu wybrał. Zazwyczaj wybierał leżenie bykiem, dlaczego teraz miałoby być inaczej?! Jak to mówią…, póty dzban wodę nosi…. Dla odprężenia zapraszam na relację z Natianal Gallery of Ireland u Świechny- kliknij tu- w ten akapit, by pooglądać i poczytać.

 

Reklamy

58 myśli w temacie “A z pustego, to i Salomon nie naleje, choć póty dzban wodę nosi…

  1. Ja na swoim blogu o Ewangelii mam obrazek z fragmentem fresku z Kaplicy Sykstyńskiej i kiedyś zostałam zaatakowana za to, że piszę o Ewangelii, a mam tam „gołego faceta”…

    Wybraliśmy. Co tam kompetencje, w powszechnej świadomości funkcjonuje przekaz, że Bruksela to finansowa nagroda dla najbardziej zasłużonych dla partii.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To chyba najlepszy dowód na to, że edukacja kulturalna u nas leży, skoro takie są reakcje nawet na renesansową sztukę (co się dziwić reakcjom na sztukę współczesną- skoro duchowość suwerena zatrzymała się w średniowieczu).
      Tak, wybraliśmy. Płakać nad rozlanym mlekiem nie zamierzam, gdyż to nie ja utrzymuję się z głosów poparcia, a mieszkam też w zupełnie innym kraju. Myślę, że gdyby dziś jakiś ambitny socjolog zaczął pisać pracę, kontynuując dzieło przez najbliższych 5-10 lat, to mógłby być przełom w badaniu zachowań tłumu.

      Polubienie

  2. Widzisz sa „plusy dodatnie i sa plusy ujemne „cyt klasyka
    Z plusów dodatnich przekonaliśmy się ponad wszelkie wątpliwości
    Oraz !!
    Teraz juz z całą pewnoscia wiemy ze
    a/rodaka można kupić
    b/rodak kocha pieniądze od razu i do reki
    c/ rodak nie daje wiary obietnicom.Bo ,matule powiadały”Leszy wróbel w garści…
    d/rodak myśli Gdzies daleko Papież w Rzymie ks Walenty w każdej gminie”
    e/rodaka,cechuje mala świadomość polityczna.Jakieś trójpodziały władzy,jacyś sędziowie ect.Tu jest Polska i to tu przecież „moja chata z kraja”
    f/rodak ,nie daja wiary nawet faktom i obrazom.I beda bronic „wiary ojców i wielebnych”,do czasu aż to ich osobiscie nie dotknie /O wtedy to nawet jako”nieznani sprawcy”potrafią spalić i plebanię
    g/rodaka,możesz wystraszyć byle g…byle strachy wychodziły z”odpowiednich”ust i urzędów
    h/o powszechnej hipokryzji już nie warto.Co innego się mówi,co innego się robi a na pokaz i dla oczu sąsiadów to już szczyty.
    I to jest Polska małych wsi.miasteczek.Tam nie dochodzi internet a i TV i radio słuchane są rzadko i tylko narodowe.
    Gazety??Książki ??Śmiechu warte Szkoda czasu i pieniędzy „na głupoty”
    Autorytety?Proboszcz i miejscowy gminny, czynownik
    Pięknie to kiedyś w komedii „Ranczo”ujęli Ale kto to oglądał?? I kto zrozumiał aluzje ?
    A takich „Wilkowyji” są setki o ile nie tysiące.
    A z tych co poszli w PIS-du w Europarlament świat będzie miał ubaw i zdziwienie”skąd to się ulegli” Satyrycy będą sobie „robić bekę” Nam pozostanie wstyd…
    I o wstyd tu chodzi bo oni w Euroo g.mogą i znaczyć będą jeszcze jedno g…

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nie potępiałbym w czambuł tych, którzy nie chcą brać udziału w cyrku zwanym wybory. Zauważ, że pretensje zawsze mają ci, dla których wynik jest niepomyślny. Tymczasem ci, którzy nie głosują najzwyczajniej olewają polityków i ich waśnie, bo w gruncie rzeczy niewiele w ich życiu zmienia to, która opcja jest przy władzy. Wiedzą, i chyba słusznie, że aby przeżyć w miarę dobrze, trzeba po pierwsze, samemu o to zadbać, po drugie, trzeba się umieć dostosować do istniejących warunków.
    Nie sądzisz, że są inne, nawet ciekawsze zainteresowania niż polityka? Mam wątpliwości, czy do nich należą pasje (np. muzyczne). Nie każdy będzie Puccinim czy Madonną, co nie znaczy, że wtedy zainteresowanie muzyką jest niepełne. Nie każdy uprawiający sport marzy o medalu olimpijskim, ale przez to nie jest gorszy.

    Świechna pisze, że mało kto potrafi sprecyzować swoje zainteresowania w szkole. Na Boga! Przecież te zainteresowania zmieniają się w tym wieku jak w kalejdoskopie. Dziś zbieram znaczki pocztowe, by jutro fascynować się meczem ligowym. Jest jednak gorzej. Prowadziłem zajęcia szachowe w Domu Kultury dla dzieci i młodzieży, i powiem wprost, wielu z nich mi było autentycznie żal. Oni nie interesowali się szachami, szachami interesowali się ich rodzice! I tak jest w każdej dziedzinie, a najgorzej to chyba w balecie, co mogłem naocznie zaobserwować. Tłum rodziców w poczekalni, a dziecko wychodzi zmaltretowane i spłakane. Ale nie ma zlituj się, ono ma spełnić ambicje rodziców.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Skoro zainteresowania w tym wieku zmieniają się jak w kalejdoskopie, to tym łatwiej powinno być wskazać choć jedno z nich. Uwierz Świechnie, wie co mówi. Jeżeli nie obracałeś się w obszarach prawdziwej patologii, to nie miałeś możliwości poznać ani zakresu, ani skali zjawiska, ani tego, jak się to przekłada na codzienność. W serwisie youtube znajdują się czasem świetne filmy. Obejrzyj trzy dokumenty, które Ci polecę- zobaczysz jak wygląda życie w takich obszarach i dowiesz się więcej o „zainteresowaniach”. Być może żyłeś, zupełnie tak jak i ja, w enklawie, gdzie nie widziałeś głodnych dzieci, które nie miały w co się ubrać, czy za co kupić nie tylko tornistra i książek, ale i zeszytu, podczas gdy ich rodzice byli w wiecznym gazie. Oczywiście widywałem pijanych sąsiadów, ale szczegółów takiego życia nie znałem, poza tym akurat ci mieszkający na moim podwórku i tak jakoś sobie radzili. Ale w końcu życie mnie rzuciło w inne miejsca. Widziałem wioski, gdzie nawet sołtys żył tak, jak bohaterowie filmu „Dom zły” Smarzowskiego, miasteczka gdzie zbiorowy gwałt na nieprzytomnej z przepicia osiemnastolatce był jedynie tematem wesołych rozmów w knajpach, podobnie jak zoofilia jednego z mieszkańców, do którego przyjeżdżała kurator społeczna, która potem brała udział w orgiach ze swoim podopiecznym i jego kolegami. Obejrzyj to, nie będziesz żałował:
      Czekając na sobotę- Irena i Jerzy Morawscy,
      Arizona- Ewa Borzęcka,
      Jestem zły- Grzegorz Pacek.

      Polubienie

      1. Otóż, ja nie tylko znam rodziny patologiczne, ja sam pochodzę z takiej rodziny. Wiem, co to jest głód, wiem czym jest upokorzenie, czym jest przemoc fizyczna, czym jest alkoholizm – i tak od najwcześniej zapamiętanych dni po uzyskanie pełnoletności. Nie mam z tego tytułu kompleksów, nie ja byłem winien tej sytuacji, nie dręczy mnie żaden rzekomy syndrom DDA. Za to nauczyłem się pilnie obserwować i wyciągać wnioski z każdej sytuacji (niestety, nie zawsze prawidłowe). Jeszcze w szkole podstawowej, jeden z nauczycieli zorganizował koło szachowe. Jeśli o mnie chodzi, trafił w punkt, bo w tej dziedzinie mogłem czuć się dużo lepszy od innych.
        I teraz właśnie rzucę kamyczek w stronę Świechny. Może zamiast pytać o zainteresowania podopiecznych, sensowniejszym jest proponowanie zainteresowań, nie słownie, a konkretnym działaniem?

        Polubione przez 1 osoba

        1. Cieszę się, że sobie poradziłeś z dramatyczną sytuacją, ale uważam że tym bardziej powinieneś wręcz znać osobiście koleżanki i kolegów, którzy sobie nie poradzili. I mówię tu szczególnie o rozwoju emocjonalnym i duchowym, a nie o sprawach materialnych. I tutaj kontakt ze sztuką jest czymś niezastąpionym, bo to sztuka pokazuje dylematy, to że nie wszystko jest czarno- białe, to sztuka uczy empatii oraz myślenia krytycznego. Wiedza i umiejętności natomiast pomagają to przekuć na działanie.
          Zaraz Świechna Ci odpowie, nie będę za nią się tłumaczyć. Natomiast mam dwa słowa o roli nauczyciela: Jest to zawód i praca, jak każdy inny. Jeżeli nauczyciel nie dostanie satysfakcjonującego wynagrodzenia za zajęcia dodatkowe, to zarówno dla niego, jak i dla całego systemu oświaty jest lepiej, gdy idzie do domu. Skoro rodzice mają w dupie wykorzystanie pieniędzy z ich podatków z urągającym ludzkiej godności wynagrodzeniem dla nauczycieli i animatorów kultury z placówek typu „Gminny Ośrodek Kultury”, to rodzice (w sensie PODATNICY I WYBORCY) są odpowiedzialni za konsekwencje. Nauczyciele, zwłaszcza wiejscy, wystarczająco dużo czasu muszą poświęcać tak na zajęcia i ich przygotowanie, jak i na dojazdy, że absurdem jest wymaganie, by robili coś ekstra bez godziwej rekompensaty. No i to rodzice przede wszystkim są odpowiedzialni za wspieranie dzieci w ich zainteresowaniach. Sam zauważyłeś ilu rodziców zamiast wspierać, próbuje za pomocą dzieci spełniać swoje niespełnione ambicje.

          Polubienie

        2. Oczywiście, że jest sensownym, może nie tyle proponowanie zainteresowań (nie chciałabym, aby zgłaszali się uczniowie, którzy sądzą, że powinni zgłosić się do danej aktywności, bo tego od nich oczekuje ulubiona nauczycielka), co stwarzanie możliwości ich rozwoju. No i cóż … powiem tak … jeśli odsiejesz element, że uczniowie się zgłaszają, bo myślą, że tego od nich oczekujesz, to zgłaszają się ci, którzy mają zainteresowania. A już wyżej napisałam, że zawsze sa tacy, którzy nie mają innych ponad porównywanie się. Tak po prostu jest w przyrodzie. Nauczanie powszechne trochę próbuje przykryć ten fakt.

          Polubione przez 1 osoba

          1. No widzisz, znam też takich, którzy sobie nie poradzili, ale nie wolno zapominać, że nie ma dwóch tych samych „człowieków”, ani tym bardziej jednakowych warunków, aby problem radzenia sobie w życiu, czasami w ekstremalnych sytuacjach, uogólnić.
            Woland: niestety stosujesz takie uogólnienia. Akurat ostatnie dwadzieścia lat spędziłem na wsi, i miałem (mam do dziś) kilka znajomych nauczycielek. To prawda, zarobki marne a pracy po szkole nie brakowało. Mimo to łapały zajęcia dodatkowe, za równie małe pieniądze, i tworzyły w tamtych warunkach rzeczy wielkie. A wiesz, jaki był prosty sposób przyciągnąć młodzież? Proste przekupstwo: przyjdź, może uda ci się poprawić ocenę na świadectwo.
            Świechna: naprawdę nie wystarczy zapytać o zainteresowania. Gdyby mnie nauczycielka zapytała w szkole średniej, co mnie interesuje, odparłbym, że lubię włóczyć się po mieście. Bez poznania przyczyn, sądzę, że uznałabyś to za bezmyślną stratę czasu.

            Wracając do tej nieszczęsnej polityki i jeszcze bardziej nieszczęsnych wyborów. Z Waszych wypowiedzi wynika, że nie barnie w nich udziału, to wręcz – przestępstwo (ździebko przesadziłem, ale tylko ździebko). Najpierw zapytam, czy znacie taki kraj, wolny od autorytaryzmu, gdzie frekwencja jest blisko stuprocentowa? To ja Wam powiem, w tej wsi, o której wspomniałem powyżej, 80 procent dorosłych mieszkańców stawiało się na wybory… sołtysa!!! W każdych innych ciężko było o 40 procent. A teraz pomyślcie dlaczego, bo teoretycznie te pozostałe były ważniejsze? W niektórych gminach na Podkarpaciu w ostatnich wyborach, frekwencja też była 80 procentowa, ale to miało zupełnie inne podłoże, to był strach przed LGBT i wyrugowaniem Kościoła z ich życia.
            Oboje przesadzacie z tym wpływem polityki na życie zwykłego zjadacza chleba, to raz, dwa, obarczacie ich winą za swoje własne porażki, wreszcie trzy, deprecjonując tych, którzy nie głosowali, nigdy już ich do wyborów nie namówicie.

            Polubione przez 2 ludzi

            1. Ciekawe wnioski, zważywszy że żadne z nas nie czuje się przegrane, a raczej jesteśmy zadowoleni z tego, co mamy, poza tym z kimś nas musiałeś pomylić- wskaż nam miejsce, gdzie obwiniamy niegłosujących o swoje porażki. Nie zamierzam nikogo namawiać do wyborów, bo to jego interes, ja zajmuje się w tym poście opisem zachowań społecznych, mało tego, generalnie na blogu staram się przypominać o jednym- gdy zadbasz o siebie, będziesz miał lepiej, niż jeżeli sprawę olejesz. Nie chodzisz na wybory- nie masz żadnego wpływu. To bardzo prosta zależność, podobnie jak u alkoholika- nie idziesz na terapię, to poddajesz się nałogowi. Dalej jest to tylko i wyłącznie ich problem, co z tym zrobią. Myślisz, że niegłosujący w Wielkiej Brytanii, czy Irlandii żyją dobrze? To ta sama grupa społeczna, co najmniej ocierająca się o patologie, a stanowczo pełna deficytów. I to znowu ich- i tylko ich sprawa. A my bawimy się w komentatorów- ni mniej, ni więcej.
              Właśnie Świechna próbowała Ci uświadomić, że chciała uniknąć przekupstwa. I brała także udział w pięknych projektach, tylko z prostego powodu zrezygnowała z nich- uznała że nie jest wystarczająco opłacana, zatem niech to zrobi ten ktoś, komu to wystarcza.

              Polubienie

            2. Jeśli polityka doprowadzi do wojny (cały czas mam na myśli faszyzujące elementy polityki polskiej) to trudno mówić o przesadzaniu. „obarczacie ich winą za swoje własne porażki” – nie rozumiem tego zdania, podaj przykład 🙂 Po trzecie, być może masz rację i deprecjonuję, ale jednocześnie nie mam żadnych złudzeń, że kogokolwiek do czegokolwiek namówię. Nie jestem nawet pewna, czy mam chęć. Nie ponoszę odpowiedzialności za cudze wybory. Także za takie, że nie chcą wybierać.

              Natomiast kwestia przyciągania młodzieży, ten szantaż, który opisałeś to podstawowa i bardzo użyteczna technika, którą stosowałam przez lata (ale nie przy okazji projektów, to się mija z celem, tam są osoby, które chcą). Ale jak mi piszesz o tych słabo zarabiających nauczycielkach, które za równie słabe pieniądze tworzyły rzeczy wielkie … tutaj chyba jest kłopot. Ja znam je, to dobre kobiety. Nadal mam w głowie, że jednej dłonie obłażą ze skóry od stresu. Nigdy nie zajmowałam w swojej rodzinie stanowiska „bohatera rodziny”, który ratuje innych. Po prostu jestem dobrym człowiekiem bez ukrytych motywacji („pomogę ci, to mi się w głowie polepszy”). Pomagam pod wpływem empatii, zawsze zostawiając dla drugiego człowieka wolność wyboru. Jeśli ktoś kieruje swoim życiem nie tak jakbym sobie życzyła, muszę to przyjąć i iść dalej.

              Polubione przez 2 ludzi

            3. PS. I nie, nie uznałabym włóczenia się po mieście za bezmyślną stratę czasu. Taka odpowiedź byłaby niezwykłą szczerością, rzadko spotykaną … a ja z kolei miałam uczniów, którzy ledwo zdając z klasy do klasy 5 lat pod rząd mieli 100% fekwencję. I to też mnie nie dziwiło. Naprawdę nie wszyscy dorośli uczący dzieci są tacy głupi, jak się dzieciom wydaje.

              Polubione przez 1 osoba

            4. Woland:

              Sorry, myślałem, że w lot pojmiecie sens zdania o własnych porażkach. Z notki przebija rozczarowanie, i to mnie w zasadzie nie dziwi, sam jestem rozczarowany wynikiem wyborów. Więc nie chodzi mi o życiowe porażki, jestem daleki od oceny Waszego życia, chodzi o porażkę związaną z wyborami. Piszesz: „Frekwencja 45,68% ogłoszona triumfalnie najwyższą w historii. Hip- hip hurra dla największej mobilizacji elektoratów głównych sił politycznych! Więcej niż co drugi Polak miał w dupie wybory, a tu media słodzą, jaki to piękny wynik”, i jeszcze to: „być może inna byłaby sytuacja, gdyby startowali z osobnych list, ale że trafili na wspólną listę, to nie wyszło tragicznie, dlatego tak rzuca się w oczy PiSowski skład wulgarnych eurosceptyków będących raczej zaprzeczeniem słowa „dyplomata””. Takich słów nie pisze ktoś, kto nie poczuł porażki związanej z wyborami.

              Ale jeszcze ciekawsze jest to: „Nie chodzisz na wybory- nie masz żadnego wpływu. To bardzo prosta zależność, podobnie jak u alkoholika- nie idziesz na terapię, to poddajesz się nałogowi”. Pisałem, że obracałem się w środowisku alkoholików i napiszę tak, nie znam żadnego z tej ferajny, który poszedł na terapię i się wyleczył, choć nie neguję tego, że takie wyleczenie jest możliwe. Tym argumentem o braku wpływu nawet mnie nie przekonasz, a co dopiero tych, którzy nie głosują. Slogan bez pokrycia. Chodzę na każde wybory i nawet jak wygrali „moi” – jaki ja miałem wpływ na politykę? Pozostawało mi w oburzeniu przyglądać się jak jeden z drugim się degeneruje, jak kłamie i nie dotrzymuje obietnic. A skoro piszesz o W. Brytanii przypomnę referendum w sprawie brexitu. Tam był ponad 70 procentowa frekwencja i co? Powstał bajzel, z którego sami nie wiedzą jak wybrnąć. To smutne, ale ja u siebie zauważyłem, że chodzę na wybory tylko po to, aby nie wybrali tych, co nie lubię – ostatnimi czasy metoda nieskuteczna.

              Polubione przez 1 osoba

            5. Asmo, skup się na tym co piszemy, bo dokonujesz nadinterpretacji. Pisałem o pustce duchowej i intelektualnej i jej skutkach- gdy ktoś tę pustke zagoni na wybory, może się spodziewać tego samego, co po małpie- weźmie banana od osoby, która jej się wyda sympatyczna, a ni weźmie od tej, do której się zraziła. W sprawie terapii uzależnień jest jak w terapii nowotworowej- nie każdego ocali, za to ci którzy jej nie przejdą, zginą wkrótce. I ma coraz lepsze wyniki, ale małe ma szanse ktoś, kto pójdzie na terapię, a nie będzie przestrzegać zaleceń. To się nazywa również odpowiedzialnością za własne zdrowie.

              Polubienie

            6. Świechna:

              Jeśli polityka prowadzi do wojny, Ty nic nie zrobisz. Polityka, nawet jeśli reprezentuje ją Twoja opcja, z Tobą i tak nie będzie się liczyć. Zawsze znajdą jakieś banialuki na usprawiedliwienie, może coś patriotyzmie, może o obronie ziemi ojczystej, może o świetlanej przyszłości, ale na front i tak pójdzie szarak, a nie polityk. Przed faszyzacją ma nas chronić Konstytucja, wystarczy ją przestrzegać. Te „własne porażki” wyłuszczyłem już Wolandowi.

              Owe nauczycielki nie robiły tego z wydumanej empatii. To po pierwsze wynikało z potrzeby ratowania własnego budżetu, po drugi, one te dodatkowe zajęcia lubiły, użyję nawet sformułowania – realizowały swoje marzenia. Żadne tam pozytywistyczne nauczanie od podstaw.

              Przecież w tej odpowiedzi o włóczeniu się, nie o szczerość chodzi. Ja się nie włóczyłem dla samego włóczenia się. Tu naprawdę chodziło o coś więcej. Byłbym rozczarowany, gdyby nauczycielka pochwaliła mnie za szczerość. Ale się nie przejmuj, i tak jesteś lepsza, skoro pytałaś o zainteresowania uczniów. Mnie się nikt nie pytał 😉

              Polubione przez 1 osoba

    2. Co się zaś tyczy zainteresowania polityką- to tak, jak zainteresowanie zdrowiem. Można o nie dbać, bądź nie. Oczywiście nie ma 100% gwarancji efektu, ale gdy nie będziesz dbać, to masz 100% gwarancji, że nie będziesz mieć na nie wpływu. A zainteresowania? To nie chodzi o wypełnienie czasu, a o rozwój duchowości- przemyślenia, wyczucie piękna, dobra i zła, dylematy moralne, to co daje poczucie szczęścia, choć jest niematerialne.

      Polubienie

      1. Właśnie, tak jak z zainteresowaniem własnym zdrowiem. Nawiązując do poprzedniego komentarza (który udało mi się wprowadzić) takie zainteresowanie trzeba wynieść z domu lub ze szkoły. Moi nie zwracali żadnej uwagi na higienę, ale ojciec często podsuwał mi gazety do czytania. Nawyki higieny musiałem wypracować sam, z powodu dziewczyn ;), ale politykę miałem zaszczepioną od czasów, gdy jej kompletnie nie rozumiałem.

        Polubione przez 2 ludzi

        1. „Jeśli polityka prowadzi do wojny, Ty nic nie zrobisz” – w ten sposób usprawiedliwiłeś np. pojedyncze, faszystowskie przekonania narodu niemieckiego przed wojną. Nie musisz tego robić, bo oni to już zrobili, usprawiedliwili siebie poprzez demonizację Hitlera. Chodzi o to, aby robić tyle, ile możesz zrobić. Dotyczy to i wpływu na politykę (bo ją masz), i wpływu na życie (bo też je masz). W każdym wypadku jest zestaw działań, które możesz wykonać. Rezygnowanie z tych działań nie spowoduje, że przyszłość nie nadejdzie. „na front i tak pójdzie szarak, a nie polityk” – tutaj też działa ta zasada, jeśli nie chcesz iść na front, możesz zrobić tyle, ile możesz zrobić:)

          Myślę, że w ogóle odchodzimy od tematu wolandowego, ale odpowiem jeszcze na dwie sprawy, aby dojaśnić:

          „Owe nauczycielki nie robiły tego z wydumanej empatii” – empatia nigdy nie jest wydumana, to naturalna reakcja na cudze emocje, albo się ją ma albo nie. Gdy się jej nie ma w ogóle, jest się psycho- lub socjopatą. Natomiast pozycja „bohatera rodziny” jest już ukształtowana przez patologiczny system rodzinny. Czasami przypada dzieciom rola przez przypadek, nie zostają bohaterami tylko kozłami ofiarnymi, bo rola bohatera jest już obsadzona. A wracając do bohatera, on często potem zostaje zawodowym pomagaczem, takim co to nie patrzy na koszty, bo jest zdania, że jak on się wyrwał tzn. że każdy się wyrwie. Nie rozumie tego, że nie każdy, bo nie każdy był w jego sytuacji, nie każdy miał w rodzinie miejsce na przyjęcie roli bohaterskiej. Zawodowy pomagacz z takimi motywacjami zazwyczaj ma kiepsko z własną, nową rodziną (jeśli ją ma), mówię to nie jako widz, ale jako znajoma lub przyjaciółka takich pomagaczy.

          „Przecież w tej odpowiedzi o włóczeniu się, nie o szczerość chodzi. Ja się nie włóczyłem dla samego włóczenia się.” … ależ ja doskonale rozumiem, co chcesz powiedzieć 🙂 Wierz mi, mało które dziecko by tak odpowiedziało. Ba, jeśli by tak odpowiedziało oznaczałoby to, że jeszcze nie jest tak źle. I dlatego mówię, że to byłaby zaskakująca szczerość, bo dzieci z patologii zazwyczaj owijają w sreberko to gówno, myśląc, że nikt nie wie. Wszyscy wiedzą, szczególnie w małych miejscowościach. Zdziwiłabym się szczerością, ale nie po to, (na bogów!) aby pochwalić, zapewne o włóczeniu się wiedziałabym już wcześniej. Niektórzy wiedzą i nie pytają … bo stresuje ich myśl, że moga zrobić tak niewiele, a jak zapytają to uznasz, że dopiero od tego momentu wiedzą i czemu nic nie robią? Po latach możesz sobie myśleć, że nie wiedzieli. Oj, wiedzieli wszyscy, ci, którzy nigdy nie pytali wiedzieli pewnie nawet za dużo …

          Polubione przez 1 osoba

          1. W Niemczech nie usprawiedliwiano Hitlera, jego traktowano jako ciekawostkę polityczną. Nikt wcześniej nie miał doświadczenia, czym taka ciekawostka groziła. My dziś mamy to doświadczenie, Niemcy też, my dziś wiemy, że nie wolno takich bagatelizować. Przykład Konfederacji, skrajnie prawicowego ugrupowania z takimi hitlerkami jak Korwin czy Godek. Nawet PiS wypowiedział im wojnę, choć bardziej z obawy, że zabierze im głosy.
            Tylko nie pisz mi, że mam wpływ na politykę, mógłbym mieć, ale to wymagałoby pełnego zaangażowania, które nie kończy się na pisaniu postów w blogu. Wrócę do sołtysa. W tak małej społeczności żaden problem kontrolowania jego poczynań i wpływania na nie. Co roku jest zebranie o uzyskanie absolutorium za działalność. Ludzi za lub przeciw nie trudno przekonać. A już w takiej gminie to nie działa tak samo. Gdzie skala powiatu, województwa aż wreszcie państwa? Jak chcesz przekonać taką masę ludzi do swoich racji?

            Nie bardzo rozumiem tego „bohatera rodziny”? Kto niby ma być tym bohaterem? Dzieciak, który próbuje się wyrwać z patologicznej rodziny? To nie wynika z żadnego bohaterstwa, to jest najzwyklejsza próba wyrwania się z patologii. Nigdy bym nie ośmielił się wartościować na tych, którym się udało, albo nie udało. Może tylko jako przykład, że wyrwanie się z tak zaczarowanego kręgu jest możliwe. Jakim kosztem, samemu trzeba spróbować.

            Nie wiem jak każde dziecko by odpowiedziało, napisałem, że mnie nikt nawet nie zapytał. Ba, dziś nie mam nawet pewności, czy wtedy zdobyłbym się na taką odwagę, przecież dziś nie wiem, co mi się w myślach tak naprawdę kotłowało. Jedyne, czego mogę być pewien, to przyczyny tego włóczęgostwa, bo te mocno utkwiły mi w pamięci. Podobnie było z szachami, zaangażowałem się, bo to był zupełnie inny świat, niż ten który dotykał mnie bezpośrednio. Rodzaj ucieczki, również do świata marzeń, ale czy to powód do dumy? Tytuł mistrza szkoły może, ale tylko na krótko… Byłem dzieckiem, i chyba jak każde, pełnym ambicji, których nie dało się zrealizować, bo było ich za dużo i niesprecyzowane do końca. A wychowawca? Moja wiedziała i nie robiła nic, moje znajome nauczycielki też wiedzą i robią wszystko, na co je stać, a przede wszystkim potrafią te zainteresowania ukształtować.

            Polubione przez 1 osoba

            1. @asmo … nie chodzi o przekonywanie masy do MOJEJ racji. Myślę, że Wolandowi bardziej chodzi o to, że gdy społeczeństwo jest wyedukowane, bez deficytów wyniesionych z własnego podwórka, dbające o siebie w sposób pozytywny (inwestujące we własny dobrostan psychiczny i rozwój) to nie wybierze totalitaryzmu. Nie wybierze totalitaryzmu, bo nie chwyci go za serce populizm „ktoś inny jest odpowiedzialny za Twój stan”. Już to wiele razy pisałam, hasło „nie lękajcie się” jest dla tych, co się lękają. Mój głos się liczy. A jeśli nie wygrywa opcja na którą głosowałam nie jest to moja porażka. To porażka osoby, która kandydowała. Ja ze swoim głosem zrobiłam tyle ile mogłam. Tak btw. mam wrażenie, że sądzisz, że ja i Woland głosowaliśmy tak samo. Otóż, nie tylko nie głosowaliśmy na tę samą osobę, ale nawet nie na tę samą partię 🙂

              ……………………………………….

              „Bohater rodziny” to pojęcie z zakresu psychologii systemowej. I to temat odbiegający od tematu Wolanda. W skrócie: w rodzinie dysfunkcyjnej jej członkom przypadają różne role. Każdy chce się wyrwać, ale różnie to wychodzi i czasami waży na tym rola, którą można przyjąć. Czasami przyjmuje się tę rolę, która jeszcze nie jest zajęta. Bohater rodziny, czyli ten który przyjmuje na siebie obowiązki dorosłego, to z dzieci, którym można się chwalić, bo ma osiągnięcia. Kozioł ofiarny – ten na kim skupiają się frustracje dorosłych, to dzięki niemu rodzina może sobie mówić, że nie jest patologiczna, to tylko kozioł ofiarny jest trudny. Technicznie niby lepiej być bohaterem rodziny niż kozłem ofiarnym. To ten drugi częściej wpada w nałogi i ma problemy z prawem. Z drugiej strony … bohaterowie rodziny często wchodzą sami w rolę zawodowych pomagaczy. Marzą o byciu nauczycielem albo prawocnikiem resocjalizacji. I pomagają innym, żeby nie musieli do końca załatwiać własnych nie załatwionych w głowie spraw. Robię Ci tu wykład, i już czuję, że niepotrzebnie. Po prostu uważam, że ta wiedza jest dość ważna, bo dotyka konfliktów rodzinnych … wiele rodzeństw z rodzin dysfunkcyjnych żyje w konflikcie, bo nie rozumieją, że obrali inne taktyki przetrwania i jedno nie jest odpowiedzialne za stan drugiego, więc nie ma co się obrażać i złościć. W każdym razie zmierzam do tego, że może się zdawać, że ktoś wiedział i nie robił nic i to może być prawda. Ale może być też prawdą, że zrobił tyle ile mógł.

              Polubienie

          2. Jeszcze do Wolanda w kwestii pretensji do tych, co nie poszli na wybory, że niby nie dbają o swoje zdrowie. Pominę fakt, że niebranie udziału w wyborach jest właśnie dbaniem o zdrowie… psychiczne. Zero stresu. Na innym blogu, w podobnym temacie, zadałem pytanie: czy znasz rząd, który jest idealnym odzwierciedleniem własnych wyobrażeń? Gdyby taki był, sam miałbym takie pretensje, problem w tym, że takiego nie ma. Musisz patrzeć jak politycy się upadlają, jak kłamią, jak nie wywiązują się z obietnic. Czy wtedy bardziej na pretensje nie zasługują ci, którzy taki rząd wybrali?

            Polubienie

            1. Chcesz nas przekonać, że gdy czynnie nie przykładasz do czegoś ręki to nie dokonujesz wyboru. Nie wiem czy te osoby, które nie poszły na wybory głosowałyby tak jak ja, czy nie. ale skoro nie poszły w ogóle, to należy sądzić, że głosowały za wygranymi. Nicnierobienie też jest wyborem, tyle, że jest wyborem bierności, które mnie mierzi. A jeśli chodzi o zdrowie psychiczne – jeśli kogoś działanie i konieczność aktywnego brania udziału doprowadza do rozstroju nerwowego, to jest raczej wskaźnik, że powinien skorzystać z pomocy psychologa i mam nadzieję, że oprócz niebrania udziału w wyborach i z takiej pomocy korzysta. W końcu alkoholik może całe życie nie podejmować działania mającego na celu zaburzenia komfortu picia, ale jego dbanie o swój komfrot jest raczej objawem głębokiej patologii.

              Jeśli chcemy mieć rząd, który idealnie odwierciedla nasze marzenia, to warto za politykę wziąć się samemu. Ja takich marzeń nie mam. Jestem graczem. Naprawdę jeszcze nie wiem kogo poprę w kolejnych wyborach, wiem jedno – nie będzie to nikt kto reprezentuje totalitaryzm i faszyzm, ze względu na moje indywidualne cechy charakteru, które nie współgrają z tymi ideologiami. Jest mi zupełnie obce myślenie „X nie wygrał, niegdy więcej nie pójdę na wybory! (zawsze jak to słyszę, to się uśmiecham pod nosem – oczekiwanie natychmiastowej gratyfikacji, kolejny ciekawy wskaźnik psychologiczny). Dlaczego pójdę na wybory? Zawsze z tego samego powodu – bo mogę 🙂

              Polubienie

            2. Asmo, wchodzisz na ścieżkę demagogii. Nie od dziś wiadomo, że demokracja ma swoje wady i nie ma szans na ideał, chociażby dlatego, że ile ludzi, tyle wyobrażeń ideału. Chodzi o to, że jest, a różnicę widać w III Rzeszy, Korei Północnej, a nawet PRL. I mylisz się ze zdrowiem. Jeżeli wiesz, że zrobiłeś co mogłeś, że TY nie nawaliłeś, to znacznie łatwiej się odprężyć i przyjąć całą resztę.

              Polubienie

            3. Świechna:

              Nie, jeśli już to chcę Was przekonać, że człowiek ma prawo nie iść na wybory i raczej nie można takiej postawy deprecjonować. Piszesz, że to postawa wybierająca wygranych(?), ja jestem przekonany, że to jest wyraz dezaprobaty do polityki, taka trzecia opcja. Bądźmy szczerzy – polityka, to jedna z najbrudniejszych dziedzin społecznych, bez względu na opcję, która jest akurat u władzy. Uważam, że zdecydowanie przesadzasz z porównaniem do alkoholizmu tych, co nie chodzą na wybory, a to dlatego, że to polityce jest bliżej do tego nałogu. Kto raz jej „zakosztuje” jest mu strasznie ciężko się z tego zaklętego kręgu wyrwać. Wpadka za wpadką, kłamstwa, machlojki, a i tak jeden z drugim zrobi wszystko, aby znów być przy korycie. Politycy to z reguły ludzie bez honoru, może nie wszyscy, ale większość. Jakże się więc nimi fascynować? Jak im zawierzyć losy państwa? Mnie jeszcze motywuje ta niechęć do tych, których nie lubię, ale kto wie, czy po następnych wyborach nie będą już tylko ci, których nie lubię?

              Miałem okazję kilka razy startować do wyborów radnego gminy (od czegoś trzeba zacząć), ale odmówiłem, zdecydowanie wolę działalność społeczną. Dawała mi dużo satysfakcji, choć żadnych korzyści materialnych. Ludzie żywili do mnie szacunek, nikomu nie dawałem okazji do pomówień.

              Wolnad:

              To żadna demagogia, to pilna obserwacja sceny politycznej. Nigdy nie twierdziłem, że demokracja to idealny system, nie raz podkreślałem, że choć nie jest idealna, to lepszego ustroju nie wymyślono. Ale ta demokracja zapewnia Ci prawo wyboru, w tym prawo do niedokonywania wyboru. Raczej demagogią jest twierdzenie, że bierność wyborcza przywróci faszyzm czy komunizm. Przynajmniej dziś. Przypomnij sobie jak ludzie (kobiety) zareagowali na próbę zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych, jakich sposobów użyto, aby bronić SN, wreszcie jak próbuje się zapobiec faszystowskim marszom. Swoją postawę możesz manifestować nie tylko w czasie wyborów. Faszyzująca Konfederacja i tak poniosła totalną klęskę w tych wyborach. Przy braku szacunku do większości polityków mam większe zaufanie do tych, którzy chodzą na wybory, zaufanie, że nie wybiorą skrajności.

              Polubienie

            4. To tak, jakbyś napisał, że nauka zwiększa stres i nie należy deprecjonować osób, które nie podnoszą swoich kwalifikacji. A wiedza daje szansę, czy ją wykorzystasz- to Twoja sprawa, podobnie jak czy wykorzystasz swój głos i czy się zainteresujesz na kogo chcesz głosować. Oczywiście można, ale jeśli nie będziesz aktywnym (n.p. sam nie będziesz prowadzić działalności), to będziesz skazany na najniższe stawki. Stwierdzenie „polityka deprawuje” uważam za demagogię. Każdą karierę (nie tylko polityczną) można próbować wrzucić w ten koszyczek i wynika z tego, że najmniej deprawuje jak ktoś gnije w domu i czeka na zasiłek. To kwestia osobista, co zrobisz z awansem, władzą, zaufaniem bądź jego brakiem.

              Polubienie

            5. Woland, nie chcę Cię obrażać, ale tu już chyba celowo manipulujesz. Czy my dyskutujemy o nauce, czy o wyborcach? Ale nawet gdyby, zapewniam Cię, że nawet gdybyś połknął wszystkie naukowe tytuły, nie masz żadnej gwarancji, że nie zostaniesz życiowym ciamajdą. Tymczasem facet bez żadnego tytułu naukowego bez problemu naprawi ci instalację hydrauliczną w całym domu. Więc bym i tych niedouczonych nie deprecjonował. Chłop małorolny elektrowni atomowej nie wybuduje, ale ja Cię widzę na roli, jak naprawiasz rozrzutnik lub prasę do słomy. A on nie woła specjalistę mechanika.

              Jeśli się masz za demokratę (a tak to wynika z Twoich tekstów) nie możesz mieć moralnego prawa do oceny tych, których polityka nie interesuje i nie chcą uczestniczyć w cyrku z zwanym wybory. A że to cyrk zobacz sobie wybory w USA. Będę bardziej bulwersujący: w zdecydowanej większości przypadków wygrywają ci, którzy potrafią na swoją stronę przeciągnąć, często przekupstwem, największą liczbę bezmózgowców, a wobec tej liczby, świadomi wyborcę stanowią garstkę.

              „Polityka deprawuje” to nie mój wymysł, ten slogan wymyślili ludzie światli i inteligentni już w czasach starożytnych. Przypatrz się polskim politykom. Większość z nich wkracza do polityki z hasłami sprawiedliwości i uczciwości. Nie trzeba nawet jednej kadencji, aby z nich powstawali hipokryci, których cechuje demagogia, karierowiczostwo, nepotyzm czy zakusy na kasę. Jeśli trafisz na wyjątki, to masz do dyspozycji tylko nieliczne wyjątki, zazwyczaj w opozycji. Ale niech tylko oni dorwą się do władzy…

              Polubienie

            6. „Polityka deprawuje”, to slogan, którym ludzie zajmujący się polityką usprawiedliwiają to, że robią świństwa małe i duże, ale to nie polityka uczyniła ich łajdakami- gdy byli jeszcze poza polityką, byli małymi kutasami i na swoją małą skalę robili podobne łajdactwa.
              Z kolei termin „moralne prawo” został wymyślony przez ludzi świadomych, że robią źle, ale uważających, że jeśli nikt tego nie zauważy, a raczej głośno nie skrytykuje, to znaczy że jest dobrze. I zauważ, że moralnego prawa do oceny można odmówić każdemu- temu, kto w jakimś procederze nie uczestniczył, bo „co o tym może wiedziec”, a jak w nim uczestniczył, bo „też to robił”, a jak nosi czerwoną bieliznę, to dlatego, ze nosi czerwoną bieliznę. „Moralne prawo”, to wymówka tchórzy bojących się stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami własnych czynów i zaniedbań.
              Pokazuję Ci mechanizm. Dbasz o siebie- masz większe szanse, nie dbasz- szanse sobie odbierasz, a zagrożenia pozostają te same w obu przypadkach. Nie ja deprecjonuję osoby, które nie robią nic dla poprawy swej doli, a w tym celu trzeba po pierwsze orientować się w temacie, po drugie wiedzieć, czego się chce, a po trzecie, działać. A jeśli jesteś nieprzekupny i „mózgowy” to nie idąc na wybory wspierasz tych, którzy jednak przekupują i są debilami, bo głosowałbyś przeciw nim.
              Naukowe tytuły gwarancji nie dają, ale ułatwiają. Podobnie jak innego rodzaju rozwój. Jak to ktoś ładnie odpowiedział w sieci na pytanie „Czy opłaca si robić uprawnienia na koparkę”: „OPŁACA- NIE OPŁACA, ALE DOŚĆ DŁUGO ZAJMIE CI KOPANIE SZPADLEM”.
              Co się zaś tyczy manifestacji- biję każdy zakład, że frekwencja wyborcza wśród protestujących (n.p. czarnego marszu parasolek) była wyższa, niż wśród tych, co zostali w domach, choć w duchu się zgadzali z protestem.

              Polubienie

            7. Ty się ze mną droczysz (co jeszcze jestem w stanie zrozumieć), czy też rzeczywiście wykoślawiasz pojęcia „polityka deprawuje” i „moralne prawo” ( tego już nie pojmuję)?

              „Polityka deprawuje” oznacza proces przemiany kogoś uczciwego na nieuczciwego (tu: w polityce). Ktoś kto jest „małym kutasem”, jest już zdeprawowany, więc wytłumacz mi jakim cudem można to nazwać usprawiedliwieniem, skoro to jest jednoznaczne oskarżenie o zabarwieniu negatywnym? Tak na marginesie, sam dowodzisz, że do polityki startują „małe kutasy”, więc jak mam na nich głosować?

              Jeszcze bardziej gmatwasz pojęcie „moralnego prawa”. Mnie uczono, że prawo moralne to odniesienie do tego, co jest dla nas korzystne, czasami popieranie istniejącego prawa regulującego pewne normy. Żadne tam przykrywanie złych poczynań. Nie będę się odnosił do procedur, w których uczestniczy ktoś inny, ale mam prawo oceny moralnej, gdy te procedury już mnie dotyczą. Żadna tam czerwona bielizna. Nie będę oceniał jakimi zasadami kieruje się wierny, nie mam do tego moralnego prawa, ale jeśli te zasady mają zamiar wpływać na moje – niewierzącego – życie, mam już z automatu prawo do oceny moralnej tego wpływu. Wierzący ma moralne prawo do oceny życia niewierzącego (i vice versa), ale to nie jest tchórzostwo, to jest konflikt dwóch przeciwstawnych sobie praw moralnych.

              Wnet bym uwierzył w ten mechanizm, gdyby nie praktyka, czyli to, co widzę. A widzę, że bezmózgowcy (pojęcie umowne) istnieją i będą mieć przewagę dopóki nie spotka ich totalne rozczarowanie. Zauważ prosty stosunek: elektorat wielkich miast jest w przewadze centrowy, wiejski i małomiasteczkowy dla odmiany skrajnie konserwatywny. Z czego to się bierze, jeśli nie z perspektyw awansu społecznego i materialnego? Dla tych drugich bezmyślny populizm jest szansą na poprawę bytu, w dodatku za darmo. A teraz sprawdź jaki jest stosunek mieszkańców wielkich miast do reszty kraju? Dla mnie jedyną motywacją do głosowania jest nie dopuścić do sytuacji, aby rząd kreujący populizm nie miał takiej większości, która pozwoliłaby uczynić ten kraj autorytarnym. Jak mam oceniać tych, którym to nie przeszkadza? Mam im odebrać prawo do istnienia? Byłbym taki sam jak oni, jeśli nie gorszy w moim poczuciu moralności.

              Bez przesady. Co byś Ty zrobił bez tych nieutytułowanych rzemieślników czy fizycznych pracowników. Skonstruujesz koparkę, której nie będzie miał kto obsługiwać? Znajmy swoje miejsce, każde jest ważne.

              Polubienie

            8. Asmo, chociaż czytaj uważniej to co piszę. Wspominam o podnoszeniu kwalifikacji, niekoniecznie na ścieżce naukowej- o czym napisałem przywołując anegdotkę o uprawnieniach na koparkę.
              Gdy człowiek nie ma okazji- nie ukradnie, nawet złodziej. Co nie znaczy, że okazja sprawi, by uczciwy człowiek ukradł- jeśli ukradł, widocznie coś nie tak było z jego uczciwością. A do polityki garną się sprytni kombinatorzy, a nie tytani pracy. Więc to nie polityka ich zdeprawowała, a dała szansę na rozwinięcie skrzydeł deprawacji.
              Nie czaruj z tym moralnym prawem. Użyłeś tego zwrotu, bo chciałeś odebrać mi prawo do krytyki i wyszukałeś pretekst. A ja mam prawo do krytyki i chętnie z niego korzystam. W każdym razie posłuchaj sobie, kto używa sformułowania „nie masz moralnego prawa” i w jakich sytuacjach. Dla mnie, gdy ktoś używa słowa „moralność”, bądź zwrotu „moralne prawo”, zapala mi się lampka ostrzegawcza. Nie ma czegoś takiego, jak moralne prawo. To wymysł tego, kto używa tego zwrotu. I oczywiście to on jest osobą godną oceny, kto tego moralnego prawa nie ma, nieprawdaż?

              Polubienie

            9. @Asmo, przepraszam, że Ci wcześniej nie odpowiedziałam, ale nie wyświetliło mi się w ogóle, że coś napisałeś. Może więc odpowiem Ci w zupełnie nowym wątku pod spodem. Zajrzyj, dzięki 🙂

              Polubienie

            10. Zostawmy już tę politykę, bo już mi udowadniasz, że w polityce nie ma uczciwych, więc na kogo ja mam w końcu głosować? ;)))

              Na chwilę i ostatni raz wrócę do tego praw moralnego. Jeśli istnieje moralność, nawet w sensie umownym, to istnieją też prawa, które odnoszą się do tej moralności. Nie neguję istnienia zjawiska, w którym ktoś podpiera się prawem moralnym, by czynić niemoralnie. Jestem też jak najbardziej za tym, aby to krytykować. Tyle, że ta krytyka też jest prawem moralnym, rzekłbym nawet obowiązkiem moralnym. O nic innego w tym nie chodzi.

              Polubienie

            11. Nie Asmo, udowadniam Ci, że kto był kutasem, to przy zetknięciu z okazjami, jakie daje władza (niekoniecznie polityka) będzie jeszcze większym kutasem, a kto nie miał tendencji do takich zachowań, to nie będzie ryzykować wyrzutów sumienia, ni reputacji.
              Co do moralności, właśnie o to chodzi, że każdy ma prawo do krytyki, a Ty zwrotem „nie możesz mieć moralnego prawa do oceny” starałeś się mi je odebrać.

              Polubienie

            12. Zapytam z niejaką przekorą pokaż mi tych polityków spoza opozycji, którzy nie ryzykują wyrzutów sumienia ani reputacji?

              Opatrznie mnie zrozumiałeś. Masz prawo do krytyki, jeśli ktoś wkracza w Twoje pole działania, w Twoje życie, albo Twoje poglądy. Potrafisz mi powiedzieć w jaki sposób dotyka Cię bezpośrednio ktoś, kto nie głosuje? Jeśli nie, nie masz moralnego prawa go oceniać. Każda taka ocena jest wkraczaniem w jego wolność.

              Polubienie

    3. A ja jednak mam pretensje do tych, którzy nie idą na wybory. Bo czy to, że na nie idę oznacza, że się tak fascynuję politykę, że aż mi tyłek ściska albo jestem przekonana, że te akurat wybory zmienią moje życie? Moję życie jest moje i to ja je zmieniam. Powiem Ci, górnolotnie, że głosowanie uważam za jeden z moralnych obowiązków jeśli chcemy uważać się za obywateli. Może zabrzmiało kościelnie, trudno. Widocznie jestem ideowcem bez Boga.

      Nie chodziło mi o to, że ktoś nie mógł sprecyzować swoich zainteresowań – to w tym wieku się zdarza. Bo można zadać uczniowi łatwe zadanie: opowiedz mi jak spędzasz wolny czas. I wtedy poznam zainteresowania tej osoby. Faktem jest, że część dzieci nie interesuje się niczym innym ponad porównywanie się do innych i rozmawianie o innych. To nie jest tak, że pierdoluśniccy dorośli się nagle pojawiają. Oni są wcześniej takimi dziećmi, którzy zajmują się głównie kwestią szacowania, gdzie znajdują się na drabinie społecznej. Każdy z nas to w jakiś sposób robi, chodzi mi tylko o to, że część ludzi od najmłodszych lat zajmuje się w swoim wolnym czasie wyłącznie tym.

      Polubione przez 1 osoba

  4. Tak to jest, niektórzy lamentują, inni nie wierzą, jeszcze inni się cieszą. Nie poszli na wybory, bo na cóż komuś fundować wycieczkę, podczas której dostanie kilka baniek, choć przecież nie wiadomo za co. Niemniej jednak poszedłem, zastanawiając się czy nie zagłosować z zamkniętymi oczami na chybił trafił. Może bym trafił na tego anonimowego doświadczonego dyplomatę?
    O wiele bardziej bawił mnie kac nazajutrz, marna mina Schetyny i udawana euforia Biedronia. Zadziwia mnie fakt, że opozycja w Polsce zużywa się szybciej niż władza. Nie dziwota to zresztą, bo teraz nagle okazało się, że skręt w lewo był za duży i trzeba korygować, by nie rozjebać się o drzewo. Na zakręcie z auta wysiada Kosiniak-Kamysz, bo już nie tak z daleka dostrzega uniesiony i wyprostowany środkowy palec swego niedoszłego elektoratu. I jak takim zaufać, skoro nie wiadomo co oni jutro będą myśleli?
    I tak patrzę, jak szeregowy poseł ogrywa te elyty, target „młodych i mniej młodych, ale wykształconych z wielkich ośrodków miejskich” chce mi się śmiać. I zastanawiam się czy ci ludzie – na swój sposób głupi, nie nadają się jeszcze mniej do rządzenia niż aktualne towarzycho jednostronnej adoracji.
    A jutro dla odmiany jadę do teatru…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Faktycznie, też zwróciłem uwagę na marną minę Grzesia i sztuczną euforię Robercika. I uważam, że albo mają marnych speców od PR, albo są zarozumiałymi bucami, którzy uważają że nie muszą ich słuchać, bo jak trafnie zauważyłeś, Polska to taki dziwny kraj, gdzie opozycja zużywa się szybciej niż partia władzy.
      Tak, polskiego teatru, to mi rzeczywiście brakuje, ale dzięki Ninatece, oglądam to i owo 🙂 W Polsce rzadko kiedy jestem na tyle długo, by trafić do teatru, choć staramy się i czasem nam to wychodzi.

      Polubienie

  5. Średnio przekonuje mnie to utyskiwanie na „młodych, co nie mają zainteresowań”- to jest prastare złudzenie, któremu ulegamy wszyscy i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Rzeczywistość, to jest przede wszystkim piramida Masłowa, i oczywiście, możemy się w naszych bańkach oburzać na „głupi naród”, ale to niczego nie zmieni, bo świat działa tak jak działa. Ja mimo wszystko mam świadomość tego, jak bardzo jestem uprzywilejowana, bo dorastałam w światłej, liberalnej rodzinie w dużym mieście, miałam dostęp do edukacji wyższej i generalnie dostałam w pakiecie startowym to, co dla wielu osób jest nieosiągalne. Dlatego rozumiem, dlaczego nie rozumiem pewnych zjawisk 😉 i pracuję nad sobą, żeby je zrozumieć.
    Fenomenalną analizę tego, dlaczego wyniki wyborów są takie, a nie inne, zrobił moim zdaniem Leszek Talko na swoim Fb- bardzo polecam jego ostatni post. W dużym skrócie: PIS potrafił dać Polakom storytelling, który działa, w który uwierzyli. Poprzednia ekipa to byli technokraci, którzy nie zadbali o napisanie przekonującej historii. Opozycja obecnie też tego nie potrafi. A, jak wiemy z finału GoT (nie wiem, czy jesteś fanem? 😉 ), rządzi ten, kto ma najlepsze historie 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Myślę, że ta analiza, którą mi podsunęłaś ma w sobie bardzo dużo racji, ale dotyczy tych, którzy poszli na wybory. Cały czas jednak zdecydowanie najsilniejszym stronnictwem w Polsce, jest stronnictwo „NIE WIEM CZEGO CHCĘ, MAM TO W DUPIE”, ZDOBYŁO ONO 54,32% GŁOSÓW i w Polsce ma samodzielną większość- żadna partia się nigdy nawet nie zbliżyła do tego wyniku, bo pamiętajmy, że nawet ostatni wynik wyborczy PiS, to 45,38% z 45,68% (frekwencja), czyli 20,72%. I do tego ugrupowania nie odnosi się analiza, którą proponujesz. Nie znaczy to, że to nieoddane głosy pogrążyły opozycję, bo mam obawy, że wręcz przeciwnie, pomogły jej, bo gdyby każdy uprawniony obywatel oddał głos, to ci, którym się nie chciało dotrzeć do urny, raczej nie wsparli by koalicji, bo niby dlaczego, skoro jej kampania była tak dupowata, jakby byli biednym nowicjuszem bez zaplecza, PR-owców i doświadczenia.
      Nie tyle się oburzam na głupi naród, co stwierdzam że poniesie konsekwencje swoich wyborów- i to w największym stopniu poniosą go ci, którzy czekają jak im ktoś coś da. Nie ma to nic wspólnego z polityką, a z terminem z psychologii społecznej „ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SWOJE ŻYCIE”. Ci, którzy mają pasje i je realizują, są już na starcie o 10 kroków do przodu, a z czasem odległość ta się zwiększa.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Nie, no oczywiście, że ta analiza dotyczy tych, którzy zagłosowali…
        Natomiast podzielam Twoją obawę, że gdyby frekwencja była wyższa, to niekoniecznie byłoby to na niekorzyść PISu…
        I oczywiście rozumiem to, co piszesz w kontekście odpowiedzialności za swoje życie i ludzi, którzy mają w dupie, co się dzieje- ale ponownie musimy sobie uświadomić, że zainteresowania, pasje, wartości- to wszystko jest jednak rodzaj przywileju…
        A to, że naród poniesie konsekwencje, to ja też nie mam wątpliwości, niestety…

        Polubione przez 2 ludzi

  6. no właśnie… człowiek na poziomie próbuje odgadnąć, czy rzeźba przedstawia zapaśników, czy pankrationistów, zaś burak nie tworzy sobie takich problemów: widzi tylko gołe zadki i siusiaki, więc on już „WIE”, że to „pedały” i że to jest „be”…

    frekwencję wyborczą uważam za pewien postęp /choć niekoniecznie zadowalający/, za to wariancja rozkładu zależnie od okręgów wygląda na sporą /co prawda nie liczyłem tego dokładnie, ale warszawskie ponad 60% mocno to sugeruje/, co może oznaczać, że zadupia pełne „leniuchów wyborczych” są jeszcze bardziej zadupiami…
    natomiast co do samych wyników, to jakoś mało jest we mnie zapału /oraz realnego czasu/ do rozmawiania o tym, ale bawiąc się liczbami wyszło mi takie coś:
    w 2015 poparcie dla (pzp)PiS wynosiło 12,8% uprawnionych do głosowania /słynna „przeważająca większość” maliniaka/… obecnie na (neo)komuchów zagłosowało 20,72%… co prawda trudno tu o jakieś jednoznaczne wnioski, bo i wybory inne, i struktura konkurencji inna, ale ogólne wrażenie mam takie, że zbyt dobrze to nie wygląda…
    p.jzns :)…

    Polubione przez 1 osoba

    1. W ogóle golasy są be, bo gdzież tak bez barchanka…!!!
      W sprawie frekwencji: To jest trochę jak w sprawie nadużywania alkoholu. Gdy widzę, myślę sobie „szkoda człowieka, ale to on odpowiada za swój los”. Jakoś nieodmiennie ucieczka od przemyślanych decyzji wiąże się w mojej głowie z brakiem ciekawości Świata, czyli z nudą.

      Polubienie

      1. po mojemu to tam /w tej rzeźbie/ ma miejsce pankration /takie proto-MMA/, ale mogę się mylić… w końcu co ja mogę wiedzieć o regułach grapplingu /zapasów/ w tamtych czasach… np. japoński tradycyjny grappling japoński /czyli sumo/ dopuszcza walenie „z liścia”…
        zaś co do ciuszków /lub ich braku/ w sportach walki /takich, czy innych/ to w ogóle jest ciekawy temat na osobne opracowanie i na tyle szerokie, że teraz dam sobie z tym spokój…

        leniuchy wyborcze… hm… niby mam do nich żal, że są leniuchami, że „przez nich jest ta cała chujnia”, ale popatrzmy na to z innej strony; jaka jest pewność, że gdyby ich jakoś tam uaktywnić, to czy zagłosowaliby po naszej myśli, zgodnie z naszym chceniem?… bo powiedzmy sobie szczerze: nie o to nam chodzi, by głosowali, aby było głosowane, tylko o to, aby głosowali za tym, co nam pasuje… tak?…

        Polubienie

    2. PKanalia, a może nie każdemu po prostu wpojono zainteresowanie sztuką, może cytowany przez Ciebie rodzaj myślenia o nagości świadczy o wykluczeniu i związanych z tym mechanizmach obronnych?
      Bo oczywiście możemy się wszyscy masturbować tym, jacy jesteśmy wysublimowani i „na poziomie”, ale nie za bardzo rozumiem, do czego to prowadzi, poza frustracją po obu stronach. Pogarda nie wydaje mi się być najszczęśliwszym instrumentem, do niczego, i w sumie chyba znacznie gorzej świadczy o pogardzającym niż o pogardzanym.
      Ponownie, jeśli możemy się cieszyć, że jesteśmy ciekawi świata, mamy pasje i wrażliwość na sztukę, to świadczy o tym, że jesteśmy bardzo uprzywilejowani.
      Plus świat naprawdę nie jest czarno-biały. Nawiązując jeszcze trochę do dyskusji powyżej, jak sobie przypomnę siebie, jako nastolatkę, to widzę raczej wiecznie sfochowanego zblaza („angry middle child syndrome” 😉 ), interesującego się głównie tym, gdzie i z kim zajarać blanta po szkole. Pochlebiam sobie, że na obecnym etapie życia mam nieco szersze horyzonty niż wtedy. 😉 I jest to wypadkowa naprawdę wielu czynników, z których tylko jakiś nikły procent jest moją własną zasługą.
      Reasumując: ja też nie rozumiem do końca, dlaczego ludzie wybierają PIS albo w ogóle mają gdzieś politykę. Ale usiłuję to zrozumieć, nie obwiniając „młodych”, „buraków”, ani „zadupi”…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ależ tak, mając pasję, wrażliwość na sztukę, ciekawość świata możemy powiedzieć, że jesteśmy uprzywilejowani i jest to wypadkowa bardzo wielu czynników. I NIE JEST FAJNIE, gdy ktoś tego nie posiada. Znowu wrócę do porównania z alkoholikiem: Ja rozumiem, że uzależnienie zależy od wielu czynników, że w małym tylko procencie zależy od samego uzależnionego, ale tylko on może na walkę z nim wpłynąć i nie jest fajnie, gdy tego nie robi i nie chciałbym,żeby ktoś ode mnie wymagał powiedzenia, że to FAJNIE. To po prostu fajne nie jest i przekłada się nie tylko na jakość ich życia, ale też i na życie społeczne. Rozumiem przyczyny, ale nie wymagaj, bym mówił, że to fajne, gdy komuś wystarcza Zenek Martyniuk i Sławomir na Sylwestra. Skąd natomiast biorą się ostre słowa, typu „burak”. Otóż nie wiem, czy zauważyłaś, ale część osób próbuje zarazić innych swoimi własnymi upośledzeniami. Sam nie pójdzie do teatru, to polezie protestować pod teatr, wyzywając ludzi, którzy chcą tam pójść. Sam nie będzie trzeźwy, ale zacznie namawiać i podśmiewywać się z tych, którzy są trzeźwi.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Ale ja nie wymagam od Ciebie, żebyś mówił, że to jest fajne… Po prostu dzielę się swoimi przemyśleniami i zachęcam do próby zmiany własnej perspektywy, choć na chwilę.
          Mam poczucie, że dość mocno upraszczasz i generalizujesz- grupka oszołomów awanturujących się o „Klątwę” to nie są automatycznie ci, co nie poszli głosować, bo to jest w ogóle jakiś nikły procent fanatyków.
          Jedyne, co ja próbuję powiedzieć, to że nie uważam, że uznając ludzi myślących/żyjących inaczej niż my, za buraków, cokolwiek zyskamy, poza poczuciem, że sami jesteśmy tacy zajebiści i wyrafinowani.
          Ja też nie lubię disco polo, ale w sumie mało mnie obchodzi, że ludzie tego słuchają, bo każdy ma prawo do swoich gustów i dopóki ja nie muszę tego słuchać, to nie jest mój problem. I stawianie znaku równości między słuchaniem „złej muzyki” a niechodzeniem na wybory czy wybieraniem populistów, też wydaje mi się uproszczeniem.
          Przy czym ja myślę, że oboje się zgadzamy z tym, że brak edukacji i wykluczenie kulturowe przekładają się na inne sfery życia i na całe społeczeństwo. Ale to nie są aż tak proste mechanizmy. I nie uważam, że ci wykluczeni są sami sobie winni, bo się sami z tego wykluczenia nie wyrwali…
          A przykład alkoholika nie przemawia do mnie tutaj w ogóle- rozumiem, co napisałeś, ale dla mnie to doszukiwanie się analogii na siłę. To jest zupełnie inny problem…

          Polubione przez 1 osoba

          1. To nie jest „grupka” i ma zakres szerszy, niż chcielibyśmy myśleć. To są masy. I nie ma to ścisłego związku z wykształceniem, a z rozwojem duchowości właśnie. Wyobraź sobie sytuację: Czterech kolegów z poważnej firmy projektowej, zostaje zaproszonych na dwudniowe sympozjum. Do 16-tej czas mają zajęty, ale potem wolne. I wyobraź sobie reakcję na to, że gdy chcą iść po południu do pubu na piwo, jeden z nich mówi „skoro tu jesteśmy, to może chodźmy do galerii albo do teatru”. Czy powiedzą „świetny pomysł”, czy raczej „wyluzuj stary, wyrwałem się z chaty, chcę się spokojnie napić”. Mało tego, gdy zatem jeden z nich odejdzie sam, mało jest prawdopodobne, by przyjęli to po prostu do wiadomości, raczej będą przez miesiąc mu robić mniej lub bardziej grube docinki, bo ktoś śmiał się wyrwać z ich małej kloaczki.
            Przypomniała mi się historia pewnego spotkania trzech moich znajomych (dwóch z Warszawy, ale z odległych od siebie dzielnic, jeden w ogóle mieszka ponad 100km od nich). Przyjaźnią się i ich żony się przyjaźnią. Gdy się spotykają, najczęściej pretekstem jest międzynarodowy mecz na Narodowym. I mają układ: Oni na mecz i gorzałę lub piwo, a żonki do kawiarni i teatru. I właśnie podczas tego spotkania o którym piszę, dziewczyny z Warszawy, podobnie jak chłopaki z Warszawy, kupili bilety dla tych spoza. dla faceta na mecz, a dla kobitki do teatru. I wyobraź sobie, że zaczął robić awanturę, bo okazało się, że bilet był do teatru Och, na Jandę i przyjaciół, a on jest PiSowskim trollem. Próbował fochami i szantażykami emocjonalnymi wpłynąć na żonę, by zwróciły bilety i poszły na coś innego, a właściwie gdzie indziej. Cały czas mówimy o klasie dobrze sytuowanej, ale jednak chłopcy (w tym wypadku) nie odrobili w szkole lekcji.
            Choroby społeczne są zaraźliwe. Tak alkoholizm, jak duchowy analfabetyzm, czy też paraliż społeczeństwa obywatelskiego. I odnoszą się do dużej grupy ludzi, stąd konieczne są uogólnienia. Nie masz pretensji, jak czytasz w encyklopedii zdrowia o objawach, dajmy na to, raka piersi, prawda? A są tam uogólnienia.

            Polubione przez 1 osoba

            1. Nie wiem, jakoś nie przemawia do mnie, że ktokolwiek miałby być jakoś strasznie stygmatyzowany z powodu tego, że poszedł do teatru😉Zarówno to, jak i sytuacja z trollem, zabraniającym iść żonie do teatru (swoją drogą, takie małżeństwo samo w sobie wydaje się dosyć toksyczne, niekoniecznie z powodów związanych z polityką?) to jakieś bardzo ekstremalne i jednostkowe przypadki.
              Bardziej, w temacie uogólnień, miałam na myśli że to, z jakiego rodzaju kultury korzystamy (i czy w ogóle korzystamy) nie przekłada się, moim zdaniem, jeden do jednego na to, jakimi jesteśmy obywatelami. Można być fanem kultury popularnej i nadal wartościowym, świadomym obywatelem. A wykluczenie kulturowe też nie musi automatycznie oznaczać braku postawy obywatelskiej.
              I oczywiście nie mam pretensji do encyklopedii za uogólnienia😉, ale też i nie opieram na niej mojej wiedzy o świecie. Raczej wolę iść do lekarza po nieuogólniającą diagnozę.🙂

              Polubione przez 1 osoba

            2. Bo to nie tyle chodzi o to z jakiego rodzaju kultury korzystamy, tylko czy się w ogóle rozwijamy duchowo. Stygmatyzacja zaś nie następuje z powodu pójścia do teatru, a z powodu porzucenia towarzystwa, które chciało swoje nicnierobienie podlać alkoholem. Oczywiście dziś dużo osób potrafi sobie z tym całkiem dobrze radzić, nie zmienia to jednak faktów.

              Polubione przez 1 osoba

    1. Umieściłem 🙂 Ukryłem ją pod słowami ” bywają ludzie którzy mają w głowie jakąś ideologię, której nie jestem w stanie pojąć, ale nie mnie w to wnikać”. Zbyt dużo pracowałem wśród ludzi pozbawionych planów, idei, zainteresowań, by równie optymistycznie jak Ty zakładać, że nie poszli z jakiegoś innego powodu, niż ten, że im się nie chciało. Naprawdę nie każdy ma przemyślenia na temat działań poszczególnych polityków, zresztą to widać podczas sond ulicznych badających rozpoznawalność polityków.

      Polubione przez 2 ludzi

  7. @Asmo,nNie patrząc na to, co napisał Woland w odpowiedzi, pozwól, że odpowiem za siebie (może coś powtórzę, albo z Wolandem się nie zgodzę).

    Nie musisz mnie przekonywać, że człowiek ma prawo nie iść na wybory, bo ja wiem, że każdy z nas ma takie prawo. Ja twierdzę, że mam prawo tę bierność ocenić. A ocena moja brzmi: kolejny raz mogłeś (potencjalny wyborco) coś zrobić, a tego nie zrobiłeś. To jest słabe. Nawet, gdy wiem, że od psychologicznej strony jest to zjawisko typowe (ludzie nie robią tego, co mogą zrobić, co jest możliwe do zrobienia z ich strony, ale mądrują na temat tego co by zrobili na miejscu innej osoby, na miejscu której, co jest oczywiste nigdy nie będą, bo mogą być tylko tym kim są i mogą zrobić to, co mogą zrobić) nie przestaje to być słabe. Mam prawo bierność ocenić jako coś negatywnego, jeśli sama robię tyle, ile mogę zrobić.

    Natomiast jeśli chodzi o tę dezaprobatę. Nikt nie wie czy osoba, która nie poszła nie zrobiła tego bo akurat straciła nogi, zapiła, czy zechciała okazać dezaprobatę. I chyba właśnie polityków najmniej to obchodzi, chociaż nie zgodzę się co do tych „ludzi bez honoru”, bo nie wiem co to znaczy i jak się objawia.

    Polubienie

    1. Ja Ci prawa do oceny nie odbieram, chciałbym jednak, aby ta ocena była racjonalna. Tymczasem nie wydaje się być racjonalne twierdzenie, że „gdybyś poszedł na wybory na pewno byłoby inaczej, albo przynajmniej lepiej (wznioślej, po obywatelsku, patriotycznie?)”. Możemy się spierać o to, czy ktoś kto nie brał udziału w wyborach ma prawo krytykować władzę. I tu ma problem. Teoretycznie nie, ale tak samo jak Ty masz prawo krytykować nie biorących udziału, tak oni mają jeszcze większe prawo krytykować wybranych, jeśli to działanie jest sprzeczne z pewnymi ogólnie przyjętymi zasadami. Tu działa pewien mechanizm, który poznałem na pewnym blogu, a który urąga wszelkiej logice. Skoro wygrała większość, należy się jej bezwzględnie podporządkować. Innymi słowy, jeśli Ty nie trafisz z wyborem, też nie powinnaś mieć prawa krytyki.
      Bierność wyborcza jest pewnym przyzwoleniem na działania władzy, ale skoro władza ma się opierać na pewnych zasadach (tu określonych Konstytucją), to nawet jeśli nie brałbym udziału w wyborach, mam prawo krytyki i protestu, gdy te zasady są łamane.

      Wczoraj na HBO oglądałem film „Brexit”. To główny bohater, odpowiedzialny za zwycięstwo opcji brexitu, jest największym przegranym, bo zdaje sobie sprawę, że stosował nieuczciwe metody. Tu masz odpowiedź na pytanie kim są ludzie bez honoru i czym się to objawia.

      Polubienie

      1. Nie chce mi się sprawdzać całej naszej rozmowy, ale nie sądzę aby „gdybyś poszedł na wybory na pewno byłoby inaczej, albo przynajmniej lepiej (wznioślej, po obywatelsku, patriotycznie?) było cytatem ze mnie. To jest niemożliwe, bo od jakiegoś czasu nie o tym piszę i widzę, że nie chcesz tego zauważyć. Mam na myśli to, że każdy człowiek kształtuje swoje życie i głosując też je kształtujemy oraz kształtujemy życie innych osób. Obywatelskość też polega na działaniu (tak, jeśli ludzie będą głosowali, będzie bardziej obywatelsko), a nie jego braku i ew. paplaniu co mi się nie podoba, ale to osobny wątek.

        „Skoro wygrała większość, należy się jej bezwzględnie podporządkować. Innymi słowy, jeśli Ty nie trafisz z wyborem, też nie powinnaś mieć prawa krytyki.” – tutaj nie ma żadnej logiki i jeśli podajesz to jako przykład jej braku to zgadzam się.

        „Bierność wyborcza jest pewnym przyzwoleniem na działania władzy” – właśnie o to mi chodzi. Jednocześnie nie mam żadnych podstaw, aby wnosić, że większość niegłosujących wykorzystuje akurat swoje prawo do krytyki i protestu. Myślę, że w przeważającej części to zwykłe nygusy. Wnioskuję tak z obserwacji ludzi, słuchania ich wynurzeń i poznawania motywów. Kto z nas ma lepszy zmysł obserwacji? 😉

        Polubienie

      2. To o pójściu na wybory nie jest Twoim cytatem, jest opisem tego, co wydajesz się sugerować. To na pewno są „nygusy” (to już Twoje)? Piszesz: „Mam na myśli to, że każdy człowiek kształtuje swoje życie i głosując też je kształtujemy oraz kształtujemy życie innych osób” – i ja tego właśnie pojąć u Was nie mogę. Na pewno tylko udział w głosowaniu kształtuje nasze lub innych życie? Wyjaśnij mi dlaczego tak sądzisz, skoro ja znam wiele innych sposobów, w dodatku zdecydowanie bardziej skutecznych i bardziej namacalnych.

        W wątku o wygranej większości to nawet nie tyle przykład braku logiki ile jeszcze sarkazm. 😉

        Oczywiście, że większość nie wykorzystuje nawet takich sposobów walki z władzą, ale na Boga! (jeśli wypad tak krzyczeć ateiście) nie wolno ludzi zmuszać do walki, której nie chcą. Bierność polityczna jest tak sam uprawnioną postawą, jak pełne zaangażowanie w życie polityczne.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s