Woland u św. Patryka.

            Wiedziałem, że Patryk za mną specjalnie nie przepada, dał temu wyraz, gdy kilka lat temu w dzień jego święta zdobywałem najwyższy szczyt Irlandii. Najpierw dał mi fory i zesłał piękną, jak na tę porę roku pogodę, lecz gdy już byłem tak wysoko, że szkoda się było wycofać, tak przyatakował zjawiskiem, że do tej pory mam ciary. Zjechał mi z temperaturą w okolice zera, podobnie jak z widocznością (20 metrów i ani centymetra więcej), do tego wiatr taki, że gdyby krowy nie były przypięte łańcuchami, to by latały… i deszcz, który w tych warunkach przybiera postać igiełek przenikających wszystko, co nie jest z goretex-u (moje spodnie nie były, więcej tego błędu nie powtórzę, do dziś pamiętam strumienie wody spływające po nogach wprost w wodoodporne buty). Wprawdzie szczyt znalazłem, ale w drodze powrotnej trochę się błąkałem, zanim trafiłem we właściwe miejsce.

            Po czterech latach z okładem, siedziałem sobie w domu, gdy wpadła mi w oko  prognoza pogody: dawali trzy dni bez deszczu i temperaturę do 17 C. Szybka decyzja, biorę na cel Croagh Patrick, świętą górę Irlandii, gdzie od półtora tysiąca lat walą tłumnie pielgrzymi, by się przymilić św. Patrykowi. Niechybnie brakuje tam mnie!

            Kilka słów o tym, kto zacz: Św. Patryk był walijskim Brytem z kapłańskiej rodziny (syn diakona, wnuk kapłana), bliskim krewnym św. Marcina z Tours, porwanym w wieku 16 lat przez Irów na Zieloną Wyspę i sprzedanym w niewolę. Żeby wiedzieli, kogo porywają, to w życiu by tego nie zrobili, lecz skąd mieli wiedzieć. Naród był to zabobonny, dość powiedzieć, że wśród wielu bóstw, które czcili, był Crom Cruach. I teraz UWAGA, UWAGA, kim on był. Otóż był on WIELKIM, SZCZEROZŁOTYM OBIEKTEM, otoczonym dwunastoma kamiennymi bóstwami pomocniczymi. I temu czemuś mieszkańcy Irlandii składali ofiary: palili krowy i zabijali co trzecie swoje dziecko, by zyskać dobrą pogodę i co za tym idzie, wysokie plony. Jednym z głównych miejsc kultu Croma, był obecny szczyt Croagh Patryk (wtedy Cruachan Aigil). Właśnie, wracając do Patryka, chyba nikogo nie dziwi, że udało mu się zbiec do Galii, bo w końcu gdy miał za strażników ludzi, którzy zabijają co trzecie dziecko w ofierze złotemu obiektowi gdzieś tam ponoć sobie istniejącemu, to czego się można było spodziewać?! W Galii Patryk przyjął święcenia kapłańskie i szkolił się dalej w tamtejszych klasztorach.. Nasz świeżo upieczony kapłan już, już miał wracać do ojczyzny, gdy mu się przyśniło, że ma jechać do Irlandii nawracać pogan, a że miał dobrego promotora (podobno jego mistrzem był św. German z Auxerre), to został biskupem i po roku biskupowania przyjechał do Irlandii, jako biskup misyjny. No i zaczęło się, ponieważ miał zostać świętym, to wypadało, żeby robił cuda. Zaczynał od  banalnych uzdrowień, przywracania wzroku ślepym i ożywień nieboszczyków. Który święty tego nie potrafi??? Prawdziwym kunsztem wykazał się jednak przy spotkaniu ze wspomnianym bożkiem, Crom Cruach. Otóż rzucił klątwę, po której wiekie, szczerozłote bóstwo zapadło się pod ziemię (skoro się zapadło, znaczy, że istniało). Gdybym miał zgadywać, to znając kolegów Patryka po fachu, szukałbym go (złotego Croma) w podziemiach katedry w Armagh, gdyż tam przebywał najczęściej i dokonał żywota św. Patryk. Pokonanie Crom Cruach, to jeszcze nic, albowiem jak wiemy, bóstwo miało gorących wielbicieli, zwłaszcza na słabo poddającym się chrystianizacji Zachodzie- trzeba ich było przekabacić na swoją stronę. Do nich więc, na Zachód, udał się św. Patryk i zrobił to, co dziś robią niewierzący naukowcy, znaczy dowiódł, że można bezkarnie robić rzeczy, za które czeka zemsta bóstwa. Wszedł na świętą górę Cruachan Aigil, poświęconą Crom Cruach oraz innym duchom i pościł tam przez 40 dni. Jak już wspominałem, lud Irlandii był raczej ciemny, Biblii nie czytał, to skąd mógł wiedzieć, że wystarczy na taki dowód odpowiedzieć “Powiedziano, nie będziesz wystawiać na próbę pana Croma swego”. Tego jednak lud nie wiedział, więc gdy jeszcze w ruch poszły historie o tym, co wyrabiał św. Patryk na górze, lud przyjął wiarę Patryka. Ponoć św. Patryk targował się tam z samym Bogiem o zbawienie Irów i zagroził, że będzie siedzieć na szczycie do śmierci, jeśli Bóg nie ulegnie. Zyskał przez to zapewnienie Boga, że Irowie nigdy nie wyrzekną się wiary, zostaną ocaleni w dniu Sądu Ostatecznego, a sam św. Patryk będzie ich sędzią. Od tamtej pory góra zwie się Croagh Patrick i jest świętą górą Patryka. Ponieważ lud łykał wszystko, niczym młody pelikan, PR Patryka rozwinął się o dodatykową historię: ponoć będąc na górze wypędził z Irlandii wszystkie jadowite węże i inne ohydne stworzenia (to nic, że ich tam nigdy nie było, gdyż Irlandia oddzieliła się od Europy w czasie, gdy temperatury uniemożliwiały gadom przeżycie). Sposób ich pozbycia się był przecudowny: Uczynił to bijąc w Cloigin Dubh (Czarny Dzwon) i ciskając nim w otchłań Lugnanarrib (czyli po prostu w przepaść po południowej stronie szczytu), zmiatając paskudztwa w otchłań. Anieli odzyskiwali dzwon i zwracali świętemu. A dzwon się przydawał, n.p. do walki ze złymi mocami przybierającymi postać chmur czarnych ptaków, uciekających tylko wtedy, kiedy Patryk rzucał w nie dzwonem. Trochę mi to wszystko strzelanie do komara z armaty przypomina, ale niech tam. Teraz pytanie: czy św. Patryk taki sprytny, czy lud taki ciemny, bo jako żywo kojarzy mi się ze słuchaczami pewnej toruńskiej rozgłośni szefowanej przez typa, który nie umie poprawnie mówić w języku ojczystym. 90 kilometrów na południe od Croagh Patrick znajdują się Cliffs of Moher (Klify Moheru), PRZYYYYYPAAAADEEEK….????

            Wracając do Wolanda, postanowiłem jechać, skuszony optymistyczną prognozą pogody. Nawigacja poinformowała mnie, że za cztery godziny powinienem być u celu, zważywszy że mój magiczny pojazd jest szybszy, niż śni się to nawigatorom, wyjazd o 6.00 dawał mi możliwość komfortowego dotarcia na szczyt o przyzwoitej porze. Ujechałem 15 km, aż tu zaczęła się słynna, irlandzka, sina mgła. Pomyślałem, że to tylko przeklęta dolina rzeki Boyne, gdzie Irlandia w 1690 roku przegrała  niepodległość na ponad 200 lat, choć zwycięstwo w starciu z Brytyjczykami nigdy nie było tak realne, jak wtedy. Opuściłem dolinę, a opar gęstniał. Będąc w połowie drogi z wschodniego na zachodnie wybrzeże, nie dostrzegając żadnych zmian w tej materii, zaczynałem mruczeć pod nosem uwagi pod adresem owej mgły, układając wymyślne wiązanki, których nie przytoczę, dość gdy powiem, że wyrażały one moją ujemną ocenę zjawisk atmosferycznych. “Dobra”, pomyślałem, “albo ty, albo ja” i jechałem dalej. Mniej więcej 30 km od celu, pojawiła się nadzieja: wjeżdżałem w obszary przejrzystego powietrza, a dojeżdżając do Westport, widziałem Croagh Patrick, dumnie wznoszący się na zachodzie. Z pogodą się poprawiło, lecz w zamian zaliczyłem dwie niespodzianki finansowe, związane ze zbliżaniem się do miejsca kultu (mieszkańcy okolic Częstochowy wiedzą o czym mowa, nie ma nic darmo, parking “szczere pole”- płatny, parkomat nie wydaje reszty, benzyna droższa o 7 centów niż w całym kraju, takie atrakcje motywacyjne dla pielgrzymów) i już mogłem się wspinać.

            Jeśli komuś się wydaje, że droga na tę górę to spacer, nich przyjrzy się zdjęciom z moich albumów (link po lewej, album “Święta góra Irlandii”). Już droga na “siodło” (przełęcz pod szczytem) jest przyzwoitej trudności i dziecka bym tam nie targał, ale samo podejście szczytowe, to masakra dla osoby nieprzygotowanej sprzętowo. Pod nogami coś na kształt gołoborza, tylko złożonego z luźnych, nieprzesadnie wielkich, skłonnych do obsuwania się kamieni. Stromo jak diabli, a w pielgrzymkach walą nawet osiemdziesięciolatkowie. Prawdziwy hard core odstawiają ci, co wymyślili, że wlezą tam boso, jako ofiara dla Patryka. W ostatnią niedzielę lipca, przybywa tam kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów (rekord to 50 tysięcy), co wymusiło wyposażenie góry w toalety i błagalne napisy w intencji zachowania szczytu w czystości oraz zabierania śmieci ze sobą. Wracając do podejścia- silnie rekomenduję trekingowe obuwie i solidny kij do podpierania się . Widziałem kilka osób wykonujących niekontrolowany zjazd na tyłku z powodu przyodziania ładnych, festyniarskich adidasków. Była dobra pogoda, potrafię sobie więc wyobrazić, co się tam dzieje podczas deszczu. Ciarki mi chodzą po plecach, gdy pomyślę, że największe tradycyjne pielgrzymki miały miejsce w NOC poprzedzającą ostatnią niedzielę lipca, a tysiące pielgrzymów niosło w rękach płonące pochodnie. Część z nich stara, część bosa, wszystko w półmroku, to jak błaganie o nieszczęście. Dopiero seria tragicznych wypadków z lat dziewięćdziesiątych, zatrzymała nocne marsze po guza i zaniechano nocnych pielgrzymek.

            Topornie to szło, ale w końcu wlazłem, robiąc co jakiś czas zdjęcia okolicy. Widoki bajeczne, ale mgliste powietrze nie pozwoliło na pełne ukazanie piękna tego zakątka Irlandii, widoczność była nie większa, niż 50 km, przy czym odległe obiekty widoczne tylko jako cienie. Oczywiście po drodze moje serce wystawiane było na ciężkie próby: Nie dość, że sama wędrówka na moją podniszczoną terapią pompkę działała nieszczególnie, to jeszcze podczas podejścia szczytowego minęły mnie właścicielki dwóch przezgrabnych pupć, jednej w leginsach i jednej w zgrabnych krótkich spodenkach. Coś we mnie drgnęło, wewnętrzny głos mi mówił “nie trać ich z oczu, Woland, ruchy, ruchy, bo uciekną”, a pompka i płucka swoje, że nie, że zmęczone …. I tak po pięciu minutach rozpaczliwego pościgu, pożegnałem tęsknym spojrzeniem majaczące w oddali tyłeczki. Na szczycie zastałem zamkniętą kaplicę, dużo ludzi i całe piękno Irlandii u stóp. Taka wycieczka w pogodny dzień, to błogosławieństwo dla zmysłów. Jeszcze tylko w drodze powrotnej kusiły mnie, a jakże, wytrwale pracujące piersi wędrujących dziewcząt (widziane z perspektywy ptasiej), co znacząco zwiększało ryzyko mojego upadku, ale gdyby kózka nie skakała…. 

No, …i jakoś się dogadaliśmy, starczyło miejsca i dla Patryka, i dla Wolanda.

            Na zakończenie opowiem, jak św. Patryk uratował to piękne wzgórze przed uprzemysłowieniem. Pokusa była olbrzymia: hrabstwo Mayo, to jedno z najbiedniejszych hrabstw Irlandii, a w masywie Croagh Patrick odkryto ZŁOTO (czyżby jednak legenda mówiła prawdę i Crom Cruach zapadł się pod ziemię właśnie tutaj?), co spowodowało pospieszne wejście na stoki Croagh Patrick firmy górniczej i jeszcze spieszniejsze jej stamtąd wyjście, gdy zaczęły spływać protesty z całego Świata. Gdyby nie to, miałoby miejsce niesłychane barbarzyństwo. Kto widział ten szczyt, ten wie o co mi chodzi. Nie wszystko warte jest złota, rozwiercenie tej góry byłoby zbrodnią na Irlandii.

           A cóż to za tajemnicze i urocze, długonogie Stwory? I dlaczego tak szybko uciekają? Kliknij, by sprawdzić.

22 myśli w temacie “Woland u św. Patryka.

    1. Dzięki, widzę że sporo czasu poświęcasz filmowi i mam wrażenie, że lubisz podobne klimaty, co ja, choć obstawiam, że na każdy obejrzany przeze mnie film, Ty obejrzałaś dziesięć, gdyż choć lubię dobry film, to nie zawsze wygospodarowywuję czas i wiele rzeczy mi ucieka.

      Polubienie

      1. Mam bardzo dobrą pamięć i generalnie pamiętam wszystko co obejrzałam lub przeczytałam ( lub prawie wszystko) 🙂 Ostatnio mam mniej czasu na film , kiedyś oglądałam ich sporo i zostały w mojej głowie.Co do „stworków” z filmiku to też chcę tak wywijać nóżkami jak one 🙂 od pewnego czasu się do tego przymierzam , jednak nie mam pojęcia jak wygospodarować czas na dodatkowy kurs 🙂 To wygląda fantastycznie , można mieć radochę z takiego tańcowania 🙂

        Polubienie

  1. Świetny opis kawałeczka Irlandii Wolandzie.Od zawsze lubiłam wałęsać się po górach. Raz jeden jedyny dopadła mnie zmiana pogody i ten koszmar pamiętam do dzisiaj .Widzę,że byłeś uparty i nie odpuściłeś Patrykowi. A co do stworków to rzeczywiście mają wdzięk i sporo można im wybaczyć.Pozdrawiam.

    Polubienie

      1. Witaj ! – wiedziaaałam, że będzie prawdziwa uczta ! I nie zawiodłeś :)Pewnie w tym roku już nie zdążę bo mam wcześniej zaplanowane wycieczki, ale w przyszłym skuszę się na te piękne krajobrazy które opisujesz 🙂 Chociaż Fr. też trudno ich odmówić :)O przymilność do św. Patryka, raczej cię nie podejrzewałam.. ale cieszę się, że zaakceptował twoją obecność na swoim terytorium :))) Wzbogacając innymi również innymi wrażeniami estetycznymi :))Pozdrawiam poniedziałkowo 🙂

        Polubienie

        1. Francji rzeczywiście trudno czegokolwiek odmówić, ale wszystko ma swoją cenę, Francja jest zawalona turystami, co nie zawsze działa na jej korzyść. Tak czy inaczej, Irlandia czeka na chętnych do zwiedzania.

          Polubienie

          1. Znam takie miejsca gdzie nie jest 🙂 a w okresie wakacji, to faktycznie makabra 🙂 maj, i wrzesień, to najpiękniejsze miesiące na zwiedzanie. Mam cichą nadzieję ze Irlandia zaczeka, a ja doczekam :))) do zwiedzenia jej :)Miłego popołudnia 🙂

            Polubienie

  2. „gdzie Irlandia w 1690 roku przegrała niepodległość na ponad 400 lat” 1690 + 400 = 2090 :)nie wiedziałam, że Irlandia jeszcze przez 79 lat będzie państwem podległym 🙂 :)nie znam tak świetnie historii tego pięknego kraju, ale śmiem twierdzić, że chodziło tam chyba o 200 lat 😀

    Polubienie

    1. Hehe, takie wyczyny, na ile zdrowie pozwala, ale i tak jestem zachwycony. Najchętniej zajmował bym się śledzeniem prognozy pogody i wyjazdami, gdy tylko przewidują dobre warunki, ale do tego potrzebowałbym odrobinę więcej stałego dochodu. Pozdrawiam.

      Polubienie

  3. Teraz wiem na pewno, że jesteś prawdziwym facetem. A dlaczego? A dlatego, że idąc w odwiedziny do świętego Patryka, zapomniałeś się do kogo się wspinasz i to przez dwa zgrabne tyłeczki. I pamiętasz nawet, że jeden był obleczony w leginsy, a drugi w krótkie spodenki. A potem z lotu ptaka biusty oglądałeś. W przemokniętych porciętach, z wodą w butach, w wiatr, mgłę i zimno… No, no, podziwiam Cię!Notka faktycznie wciąga, świetnie się czyta, a dziewuszki w różowych sukienusiach cudnie tańczą na paluszkach stóp. Tylko albumu nie mogę otworzyć. Kilka podchodów i powtarza się błąd 404 i widzę pustą stronę. Nie wiem, czy mój komp mi takie figle odstawia, czy to coś u Ciebie w linku?Pozdrawiam 😉 In.

    Polubienie

    1. Być może coś było nie tak z serwerem, ale właśnie sprawdziłem i u mnie otwiera się bez problemu, zarówno przez explorer, jak i przez firefox.Drobne sprostowanie: podczas wędrówki na Croagh Patrick miałem dobrą pogodę i nie byłem przemoknięty, epizod z załamaniem pogody dotyczył wyprawy na Carrauntoohil, przed czterema laty 🙂

      Polubienie

    1. Jak znam życie, to zamieszczę coś jeszcze, pracuję nad Irlandią, na ile mi pogoda i zdrowie pozwala, a teraz jakby się do lata zbliżało, więc powinno być odrobinę lepiej.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s