Elementy faszyzmu w bieżącej polityce partii władzy.

Dzisiejszy felieton powstał dzięki uprzejmości pana Jacka, który zechciał podzielić się ze mną skanami (dotyczącymi faszyzmu) z przedwojennego podręcznika historii do klasy IV gimnazjum autorstwa Jana Dąbrowskiego, wówczas doktora i profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Podręcznik ukazał się w roku 1937 we Lwowie, nakładem K.S. Jakubowskiego.

IMG_9477

Dostałem kopie ledwie ośmiu stron podręcznika, lecz jest to materiał na tyle ciekawy, że postaram się go zreferować, a gdzieniegdzie rozwinąć o wiedzę, którą dziś posiadamy. Przede wszystkim uderzyła mnie aktualność tekstu. Znalazły się w nim wydarzenia, które miały miejsce rok przed ukazaniem się wydawnictwa, czyli w 1936. Po drugie, tekst zawierał analizę ustrojową ZSRR, faszystowskich Niemiec i Włoch, a lektura tych ośmiu stron sugerowała mi, że analiza klasycznych demokracji europejskich okresu międzywojennego również została w nim zawarta. Nie ma w nim ocen moralnych, a jedynie podstawowe zasady działania państw europejskich (zawsze powtarzam, że moralność jest jak dupa- każdy ma swoją- nie może więc stanowić miarodajnej podstawy do wydawania sądów). Po trzecie- i chyba najważniejsze- tekst powstał zanim państwa osi obciążył balast ludobójstwa wojennego, w szczególności zaś holocaustu i eksterminacji ludności cywilnej. Dzięki temu poznając techniczne szczegóły budowy państwa faszystowskiego, nie musimy się bać zarzutu porównywania kogokolwiek do zbrodniarzy wojennych i możemy zmiany w ówczesnych Włoszech, czy Niemczech porównać do zmian we współczesnej Polsce. Czego się zatem dowiadujemy o faszyzmie z przedwojennego podręcznika…? Kursywą zaznaczam treści zaczerpnięte z jego kart, a zwykłą czcionkę rezerwuję na swój komentarz. Zapraszam:

-Faszyzm zwalcza liberalizm i demokrację, ponieważ ideologia ta zakładała, że to one są bezpośrednią przyczyną bolszewizmu. Dziś słowo „bolszewizm” wyszło nieco z mody, faszyzujące matołki zastąpiły je słowem „lewactwo”, ale używane było w podobny do niego sposób: Określało kogoś, kto się nie zgadzał z faszystą- nie miało nic wspólnego z faktycznymi cechami bolszewizmu (dziś lewactwa), bo i faszystowskie głuptaki nie potrafiły, ani nie chciały zdefiniować tego terminu. Był więc w obiegu zwrot „międzynarodowy bolszewizm”, tak jak dziś funkcjonuje „międzynarodowe lewactwo”, przy czym lewakiem można zostać zwracając uwagę Krystynie Pawłowicz, że mówi się”wziąć”, a nie „wziąść” albo zwracając uwagę gówniarzowi, żeby nie bawił się bronią, bo się co najwyżej w pupę postrzeli. Powód był/ jest prosty, a tłumaczy go następny punkt.

-Punktem wyjścia faszyzmu jest państwo- nie obywatel, nie naród, a państwo. Państwo faszystowskie jest państwem totalnym, obejmującym swym działaniem wszystkie sfery działalności swych obywateli. Nie tylko kontroluje ono ich działalność, ale ją organizuje i w tym celu pragnie KARNOŚCI I AUTORYTETU. Wszystko to pod przewodnictwem JEDYNEJ DOZWOLONEJ PARTII FASZYSTOWSKIEJ. Innymi słowy, założenia faszyzmu niewiele się różnią od założeń komunizmu. System monopartyjny, silne przywództwo. Owszem, ideologia faszyzmu zakładała jako wartość nadrzędną państwo wobec klasy robotniczo- chłopskiej jaką na tę wartość wskazywał bolszewizm. W praktyce jednak i tak wszystko podporządkowane było widzimisię przywódców JEDYNEJ DOZWOLONEJ PARTII. Jedyną zaś faktyczną różnicą między faszyzmem a komunizmem była własność prywatna, która została zredukowana do minimum w Związku Radzieckim, podczas gdy w państwach faszystowskich nadal funkcjonowała, co nie znaczyło, że prywatni właściciele mogli czuć się bezpiecznie, gdyż w każdym momencie majątek mógł ulec konfiskacie, wystarczyło podejrzenie o wrogie zamiary wobec państwa. A ponieważ państwo uzurpowało sobie całkiem podobnie jak dzisiaj prawo do decydowaniu o dzietności obywateli, ich życiu seksualnym, kulturalnym, tym co sztuką jest i nie jest, kto ma prawo w nim żyć, a kto nie, kto może się wypowiadać, a kto winien trzymać gębę na kłódkę, to i podpaść było/jest łatwo.

-Jednym z pojęć o kluczowym znaczeniu dla faszyzmu była TRADYCJA. Zwłaszcza tradycja Imperium Rzymskiego, które rzekomo głosiło ideologię siły i walki, gardząc pacyfizmem i materializmem, a podnosząc znaczenie ofiarności i bohaterstwa. Ten punkt jest o tyle ciekawy, że można go przypisać właściwie każdemu państwu o ambicjach mocarstwowych, nawet jeśli miałaby być to tylko dominacja w regionie, więc i Polska ze swoimi marzeniami o przywództwie w strefie „Międzymorza” się tutaj łapie, choć martyrologiczne legendy są u nas tak nadęte, jakbyśmy kiedykolwiek rządzili połową Świata- zresztą przed wojną było tu pod tym względem jeszcze gorzej. Tęsknię do chwili, gdy w Polsce znajdzie się ktoś z jajami, kto powtórzy za amerykańskim generałem George Smithem Pattonem: „Pamiętajcie, żaden głupi bękart nie wygrał wojny umierając za swój kraj, wojnę można wygrać jedynie zabijając głupiego bękarta, umierającego za jego kraj”. Póki co, gdy pewna odważna kobieta, Maria Peszek, wyśpiewała „Sorry Polsko”, a w nim deklarację o braku chęci poświęcania temu krajowi swojej krwi, to banda leszczy, dla których największym dotąd zagrożeniem było obcięcie kieszonkowego przez rodziców, próbowała ją medialnie zlinczować. Jest takie żołnierskie powiedzenie: „Chuj ci w dupę i karabin na plecy” i dedykuję je każdemu, kto głosi potrzebę przelewania krwi za ojczyznę. Podobnymi uczuciami darzę zresztą wszystkich głoszących potrzebę noszenia jakiegoś krzyża. Niech biorą swój i mój, i niech mi zejdą z oczu, im szybciej, tym lepiej.

-Pod względem społecznym i gospodarczym, faszyzm włoski ujął społeczeństwo w organizacje i korporacje zawodowe, do których musieli należeć wszyscy obywatele. Zniesiono tak pracownicze prawo do strajku, jak i prawo do wypowiedzenia pracy przez pracodawcę. Jakże mi się to kojarzy z niedawną nagonką na nauczycieli w grajdole nadwiślańskim, podobnie zresztą jak z niegdysiejszą nagonką na lekarzy. A już prawdziwym smaczkiem była wypowiedź samego prezesa pana, który przed wyborami 2015 roku raczył był promować tezę wprost z programu faszystów- gospodarka według niego miała nie być nastawiona na zysk, a dobro państwa (tylko co to właściwie jest).

Republika- Fanatycy ognia.

-Stronnictwo faszystowskie, jako jedyne legalne, utrzymywać miało zbrojną milicję państwową i kierować wychowaniem politycznym i przysposobieniem fizycznym młodzieży. Zauważyliście, że we współczesnej Polsce od jakiegoś czasu narzucana jest narracja „kto nie z nami, ten przeciw nam”? Jest PiS i NIE- PiS. Jakichkolwiek bym nie głosił poglądów, to jeżeli nie są zbieżne z poglądami prezesa pana, staję się obywatelem drugiego sortu. Nieistotne, że prezes pan plecie jak potłuczony i zmienia zdanie w zależności od tego z kim gada. Zupełnie jak u faszystowskich niewolników, liczy się autorytet partii, a partia jest jedna, jeden jest wódz, lider, naczelnik…. I każdy atak na wodza, czy partię, to atak na państwo, nawet jeśli chodzi o obronę konstytucji. Indoktrynacją młodzieży zajmują się katecheci, telewizja jest patriotyczna (już nie publiczna), pada hasło polityki historycznej w miejsce historii.

-Podnosząc znaczenie religii i Kościoła dla państwa w roku 1929 Włochy Mussoliniego podpisały konkordat z Watykanem. Sojusz partii władzy i Kościoła- skąd my to znamy?!

Konkordat z Niemcami podpisano cztery lata później- w roku 1933. Podręcznik tej drugiej informacji nie obejmował, ale i warunki niemieckie były o wiele bardziej skomplikowane, niż włoskie. W sprawie faszyzmu niemieckiego, skupiono się na rewizjonizmie niemieckim, wystąpieniu z Ligi Narodów, odrzucenia wojskowych postanowień traktatu wersalskiego, dążeniu do aneksu Austrii, pogorszeniu stosunków z ZSRR, pakcie o nieagresji z Polską, kryzysie gospodarczym, bezrobociu. Książka wspomina wprawdzie o wzbogaceniu założeń faszyzmu włoskiego o służebną funkcję państwa wobec narodu, ale w oparciu o WIĘZY KRWI- czyli RASIZM, a także o tym, że stało się to przyczyną konfliktu zarówno z kościołem katolickim, jak i protestanckim w Niemczech, jednakże brak szczegółów. Podobnie, jak brak jest wzmianek o ANTYSEMITYZMIE, który przecież kwitł- USTAWY NORYMBERSKIE dające możliwość pozbawienia Żydów mienia, obywatelstwa, rozwiązania małżeństw z „Aryjczykami”, przy czym za Żyda uznawano zarówno wyznawcę oraz byłego wyznawcę judaizmu, jak i jego dzieci i wnuki (bez względu na wyznanie), definiowano też mieszańca, Aryjczyka, ustawy represjonowały też Romów. Podejrzewam, że jednym z powodów była powszechność antysemityzmu w Polsce i polskim kościele oraz fakt, że same ustawy norymberskie wzorowane były na rasistowskich ustawach z 30 stanów USA, ale jest tu duże pole do dyskusji.

Dla chętnych- mogę przesłać skany ośmiu stron przedwojennego podręcznika, o które się opierałem, ale to już na priva (mój adres mailowy to lipiec4@op.pl), choć wiele więcej niż przedstawiłem tam nie wyczytacie.

 

Reklamy

Co Polska może zobaczyć, a niekoniecznie chce- tylko nie mów nikomu!

Niedziela, 12 maja 2019 roku, godzina 12.00 czasu Greenwich, zaczynam pisać felieton- nie wiem, kiedy skończę, mam swoją robotę do wykonania. Rozpoczynam od sprawdzenia ilości wejść na dokument Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. 22 godziny od internetowej premiery zebrał 2,9 mln wyświetleń. Polacy masowo oglądają wstrząsające świadectwo ofiar, film pokazuje im wiele, tylko czy zechcą usłyszeć i zobaczyć…??? Na początek, każdego chcącego wziąć udział w dyskusji zachęcam do obejrzenia filmu, żeby było wiadomo o czym mówimy.

Oglądaliśmy produkcję wraz ze Świechną w premierowy wieczór. Wymieniliśmy ledwie kilka uwag wstępnych, obydwoje dziś pracujemy i musieliśmy wypocząć. Każde z nas zamieści swoją notkę na ten temat, bez wzajemnych konsultacji. U Świechny możecie poczytać jej wrażenia KLIKAJĄC TU.

Pierwsze uczucie podczas oglądania filmu: Ulga, że to nie ja padłem ofiarą zbrodniczych księży, chronionych później przez zorganizowaną grupę przestępczą zaakceptowaną, jeśli nie powołaną w samym Watykanie służącą obronie duchownych pedofilów i gwałcicieli. Dopiero potem pojawiła się złość i poczucie bezsilności wobec całej przestępczej machiny- od skromnego parafianina po papieża.

Największa zaleta dokumentu: Tomasz Sekielski pokazuje ofiary, a nie dziennikarskie śledztwo. Zawsze, do któregokolwiek prześladowcy by się nie udawał z kamerą, towarzyszy mu ofiara i jej przeżycia, bez względu na odległość w czasie, bez względu na to, czy zbrodnia miała miejsce 5, czy 35 lat temu. Dzięki temu nikt nie może zarzucić autorowi „nagonki na niewinnych księży”. W większości dokumentów śledczych (nie tylko tych o księżach), kamera podąża za zbrodniarzem i kryjącymi go szychami, bądź społecznością, odwracając tym samym uwagę od cierpienia ofiary i sprawiając wrażenie osaczania sprawcy, któremu przecież sąd nie wręczył jeszcze wyroku…. No właśnie…, „nie wręczył…”?! Dokument pana Tomasza pokazuje dowody na to, że nawet teraz, współcześnie, księża z prawomocnym wyrokiem sądowym obejmującym zakaz pracy z dziećmi za popełnione czyny pedofilskie, odprawiają msze i rekolekcje dla dzieci.

IMG_0139

Konfrontacje. Ofiar z oprawcami, ofiar z przedstawicielami zorganizowanej grupy przestępczej chroniącej pedofilów przed odpowiedzialnością- to kolejny mocny punkt dokumentu. Dwóch sprawców u kresu życia przyznaje się do popełnionych zbrodni. Jeden jest przepełniony skruchą, choć i tak przed przyjęciem pełnej odpowiedzialności zasłania się „diabłem”. Drugi wręcz przeciwnie, bagatelizuje swą zbrodnię, dzieli się winą ze swoją ofiarą i twierdzi, że molestowany jako 13 letni chłopiec, dziś dorosły mężczyzna, jest tak samo winny jak on- gwałciciel. I jest to spowiednik Wałęsy, którego były prezydent publicznie bronił, mimo że nie był zapoznany z zeznaniami ofiary. Film pokazał tych, którzy spotkali się z ofiarami, lecz większość zbrodniarzy po prostu chowała się, a pozostali członkowie pedofilskiego gangu duchownych pomagali im w ukryciu.

Sprawa odpowiedzialności Karola Wojtyły, biskupa, kardynała i papieża, który przyjął imię Jan Paweł II. Zwróćcie uwagę na fragment, dyskusji z przedstawicielem duchowieństwa w temacie tajnej instrukcji obowiązującej za pontyfikatu Jana Pawła II „Crimen sollicitations”, a mówiącej ni mniej, ni więcej, tylko o procedurach utajniających przestępstwa duchownych przed prawem świeckim. Duchowni katoliccy do dziś zasłaniają się nim, tłumacząc krycie przestępstw pedofilii dokonywanych przez kolegów po fachu tym dokumentem, który został zniesiony dopiero w roku 2001, gdy Karol Wojtyła już słabował na zdrowiu fizycznym i mentalnym i nie był w stanie trzymać wszystkiego twardą ręką. I nie ma winnych- oni tylko wykonywali rozkazy (co Wam to przypomina?), takie było prawo kanoniczne. Catch 22 (Paragraf 22) normalnie: Kościół uchwala sobie prawo chroniące duchownych gwałcicieli, papież Polak domaga się jego respektowania pod rygorem kar kanonicznych, wspiera go Kościół i dlatego mówienie o odpowiedzialności duchownych, to „atak na Kościół”. Heller i Monty Python w praktyce!!!

Sprawa Wojtyły dotyka mnie szczególnie. Katolicy w Polsce zrobili sobie z niego bożka, złotego cielca, któremu za życia postawili 234 pomniki. Po publicznym przypomnieniu papieskiego nakazu korzystania z instrukcji „Crimen sollicitations” wydanego przez Jana Pawła II, zdarzało mi się tracić znajomych, nie mówiąc już o tym, że na forach internetowych od razu stawałem się „dzieckiem ubeka” (swoją drogą, to ciekawe, jak katolicy walą na oślep w swoich- akurat moi rodzice, to sekciarze żoliborsko- toruńscy chodzący na pasku proboszcza, a tu gorliwi wyznawcy ich wiary walą w nich jak w bęben, a jedynym powodem jest, że im się wydaje, że dowalają mnie), nazywano mnie też trollem publikującym fake- newsy. Zwróćcie zatem w dokumencie uwagę na fakt, że podczas telewizyjnej rozmowy dziennikarza z duchownym, zarówno istnienie tej instrukcji, jak i treść nakazująca krycie przypadków pedofilii były publicznie potwierdzone- ksiądz nie podważał jej treści. Obrona Wojtyły opiera się na wmawianiu opinii publicznej, że o niczym nie wiedział, jak słusznie zauważył ktoś w filmie (bodajże Stanisław Obirek), obraża inteligencję zarówno społeczeństwa, jak i samego papieża. On nie był debilciem, który nie wiedział, co zawiera instrukcja, nie był przygłupem, który nie wie dlaczego przerzuca biskupów, księży, dlaczego ściąga do Watykanu arcybiskupa Bostonu. Sugerowanie, że papież o niczym nie wiedział, bo Dziwisz (jeszcze wrócę do niego) zatrzymywał informacje jest o tyle śmieszna, że Wojtyła domagał się wyciszania tych spraw, przypominając odrobinę Majora Majora Majora Majora z „Paragrafu 22”, który wydał rozkaz, by nie wpuszczać interesantów, gdy jest w pokoju- mogli do niego przychodzić, jak go nie było.

Sprawa odpowiedzialności hierarchów- ze szczególnym uwzględnieniem Episkopatu. To przez nich wiodła ścieżka wyciszania spraw molestowania i to oni potem kierowali pedofilów w inne miejsca do pracy z dziećmi. To oni arogancko spławiali dziennikarzy, nie mówiąc już o ofiarach, które są do tej pory traktowane przez biskupów tak, jakby nie były stroną, nie otrzymują informacji o własnej sprawie, a podczas przesłuchań w procesach kanonicznych, są zmuszane przysięgą do zachowywania w tajemnicy własnej krzywdy. ZORGANIZOWANA GRUPA PRZESTĘPCZA MAJĄCA NA CELU ODSUNIĘCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI DUCHOWNYCH PRZESTĘPCÓW SEKSUALNYCH ZE SPRAWSTWEM KIEROWNICZYM BISKUPÓW Z PAPIEŻEM NA CZELE. Niektórzy z nich wykazywali się szczególnym łajdactwem i bezczelnością, że przypomnę film i to, jak abp dwojga imion Głódź z pełną świadomością czynów pedofilskich dokonanych przez spowiednika Wałęsy, pyskował na jego pogrzebie, domagając się przeprosin i szczując po raz kolejny na ofiary zboczeńca.

Sprawa odpowiedzialności dziennikarzy. Dziś zachwycają się dokumentem Sekielskiego, ale gdy próbował zacząć film, był w najlepszym wypadku proszony o pojawienie się w lepszym terminie. Dziennikarze bardzo chętnie pojadą do Bździn Mniejszych zadawać najtrudniejsze i najbardziej krępujące pytania ofiarom, ale większość z nich ma pełne pampersy na myśl, że można by równie ciężkie pytania zadać sprawcy, bądź chroniącemu go biskupowi- po prostu tego nie robili, sprzeniewierzyli się etyce dziennikarskiej do tego stopnia, że nawet gdy Sinead O’Connor podarła zdjęcie Jana Pawła II, ukryli powód, dla którego to zrobiła, czyli sprawę sióstr Magdalenek, niewolenia młodych kobiet, wykorzystywania seksualnego, pedofilii duchownych w Irlandii.

Sprawa odpowiedzialności wiernych. To nie tylko chowanie głowy w piasek. To szczucie na tych, którzy się postawili (jednym z najbardziej podłych ataków na ofiary jest pytanie „dlaczego dopiero teraz”, jakby bandyctwo nie wiedziało, że ofiara była zastraszona i bała się między innymi ich reakcji). To także ciągłe finansowanie czarnej hydry, tolerowanie przestępców w parafiach, biskupstwach, atakowanie każdego wyciągającego na jaw ich sprawki. TO NIE DUCHOWNI SĄ KOŚCIOŁEM. Oni mają rzekomo stanowić rolę SŁUŻEBNĄ. Kościół to wierni. Także rodzice, którzy pchają swe dzieci w łapska pedofilów nawet, gdy dziecko szuka u nich pomocy. Jakim trzeba być potworem, by szukać poklasku w swoim Grajdołkowie za pomocą dziecka posyłanego na ministranturę do przestępcy. W filmie przeraziło mnie, że ofiara takich rodziców do tej pory mówi o tym fakcie nie nazywając rzeczy po imieniu. Zdanie „dla moich rodziców było ważne, bym był ministrantem” zastępuje istotę zbrodni przeciw własnemu synowi. I ciągnąc temat odpowiedzialności: TO WIERNI MOGĄ ZMIENIĆ KOŚCIÓŁ, WYWIERAJĄC PRESJĘ NA DUCHOWNYCH. Wystarczy odmówić korzystania z usług kleru, zwłaszcza finansowania go dopóki nie wprowadzi przejrzystości w ściganiu przestępców w sutannach.

Komentarze. Pełna skruchy wypowiedź prymasa Wojciecha Polaka i deklaracja chęci naprawy Kościoła i zrekompensowania ofiarom krzywd brzmi dobrze. Problem w tym, że ksiądz prymas był jednym z tych, którzy odmówili wystąpienia przed kamerą w filmie, sugerując złą wolę autora. Ale dobrze, zakładając że skrucha jest szczera, czekam na przesłuchanie kardynała Dziwisza w sprawie odpowiedzialności Jana Pawła II i jego najbliższego otoczenia, wyciszającego skargi (to dotyczy nie tylko gwałtów na dzieciach, także na dorosłych zakonnicach, klerykach), czekam na wykluczenie ze stanu kapłańskiego takich kpiących z ofiar arogantów jak abp Sławoj Leszek Głódź, abp Jędraszewski, abp. Michalik twierdzący, że to dzieci same kuszą kapłanów. Czekam na potępienie partyjnego aparatczyka, ministra Ziobro, który z krajowego rejestru pedofilów usunął wszystkie osoby duchowne, czekam na współdziałanie z policją i dziennikarzami prowadzącymi śledztwa, czekam na przytemperowanie co bardziej krewkich parafian, atakujących te ofiary pedofilów, które postanowiły walczyć o sprawiedliwość i prawdę. Inna grupa komentarzy (z tym, że nie słyszałem, by padły z ust duchownych) dotyczy związku pedofilii duchownych z ich współpracą z SB. I nie chodzi tu o to, że kto robi jedno, robi drugie, a o fakt, że służby specjalne zawsze chętnie korzystają z szantażu, nawet przy zwykłej zdradzie małżeńskiej potrafią ją wykorzystać, a co dopiero przy czynach pedofilskich.

Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński- U wrót doliny (Zbigniew Herbert).

O tych, którzy nie wystąpili. Zwróćcie uwagę, jak niewiele z ofiar znalazło siłę, by wystąpić przed kamerą. Podobnie rzecz ma się ze świadkami. Ludzie nadal się boją kościelnej mafii i ich parafialnych siepaczy- przecież to nie biskup będzie się znęcał na co dzień, lecz „sąsiady” i najbliżsi. Film trwał 2 godziny, a tyle spraw musiał pominąć. To tylko wierzchołek góry lodowej i tematów ściśle związanych z tragedią ofiar.

O mnie. Brzydzę się fałszywymi oskarżeniami, dlatego uważam że każdy przypadek pedofilii powinien zostać poddany rzetelnemu śledztwu policyjnemu. Podobnie jak odpowiedzialność szeregowego kleru, biskupów i papieża, które również powinny zostać zbadane. Zanim Dziwisz, Głódź i reszta trafią do domu księdza z demencją i innymi chorobami wieku starczego. Jeśli nie może tego zrobić sąd karny, może to zrobić IPN, bo arogancja duchowieństwa z episkopatem na czele, odmawianie współpracy ze śledczymi i dziennikarzami, pomijanie ofiar, uporczywe nakładanie na nie presji milczenia pod przysięgą (patrz, scena z komisji kościelnej) służą domysłom. Dopóki Kościół nie zechce się oczyścić, sytuacja się nie zmieni. A KOŚCIÓŁ, TO WIERNI, nie grupa trzymająca władzę- w koloratkach i biskupich szatach.

Poniedziałek, 13 maja 2019, godzina 10.45 czasu Greenwich, kończę pisanie. „Tylko nie mów nikomu” ma 7,1 miliona wyświetleń. Wtorek, 14 maja 2019, godzina 12.30 Greenwich, tuż przed publikacją- 11,7 miliona wyświetleń.

Historia kuku na muniu, czyli od bluźnierstwa do obrazy uczuć religijnych.

Pojęcia podstawowe:

1. Bluźnierstwo- słowa uwłaczające temu, co jest przez religię uznane za święte. W krajach wieloreligijnych, kara za bluźnierstwo to absurd, bo jedna religia uwłacza drugiej, bluźniąc nawzajem, więc prawne chronienie przed bluźnierstwem oznaczałoby wprowadzenie zakazu zarówno wszelakich religii, jak i światopoglądów negujących istnienie siły wyższej- w związku z tym, ONZ karę za bluźnierstwo dokumentem podpisanym do 2015 roku przez 168 krajów Świata (w tym Polskę- jeszcze w roku 1977) uznało za NIEZGODNE Z PRAWEM MIĘDZYNARODOWYM. Mimo to, jedynie 20 krajów Świata nie karze za bluźnierstwo (według raportu Freedom of Thought): Belgia, Botswana, Dominika, Holandia, Islandia, Francja, Kostaryka, Litwa, Mikronezja, Nambia, Norwegia, Palau, Rumunia, Tajwan, Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Szwecja, Urugwaj, Wielka Brytania, Wyspy Świętego Tomasza i Książęca. Kilka miesięcy temu dołączyła do nich Irlandia, wykreślając paragraf o bluźnierstwie z Konstytucji.
2. Obraza uczuć religijnych- niejasne, bliżej niesprecyzowane działanie ze względu na to, że nie można obrazić uczucia, można co najwyżej obrazić kogoś lub obrazić się na coś. W związku z tym, autorzy polskiego Kodeksu Karnego, nie mając wiedzy o tym jak można obrazić uczucie, wymyślają sobie bardziej precyzyjne, choć równie bezsensowne zdanie o znieważeniu przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania takich obrzędów.

Kult- Grzesznik.

Konflikt o wizerunek Matki Boskiej Tęczochowskiej:

Podczas Wielkanocy 2019 w płockim kościele na Górkach zaprezentowano niezwykle ohydny, tak od strony estetycznej, jak i treści, „Grób Pański”. Jego dekoracją były pudła obwinięte w papier pakowy, podpisane koślawymi literami (najwidoczniej wykonawcom nie chciało się przepracowywać), nawet użycie równych szablonów przekraczało ich wolę. Napisy wrzucały do jednego worka zbrodnie, grzechy oraz gender (po polsku słowo to oznacza płeć) i LGBT (lesbijki, geje, transseksualiści, osoby transpłciowe)- patrz zdjęcie poniżej.

grób pański płock

Po tym wydarzeniu nie odnotowałem, by którykolwiek z polskich katolików, którym tak często obraża się uczucie religijne, zgłosił taką obrazę, choć bez trudu potrafię sobie wyobrazić reakcję katolików, gdybym to ja na tzw. „Grób Pański” wyjebał (to właściwe, choć wulgarne określenie) stertę owiniętych w papier pakowy pudełek z koślawo powypisywanymi hasłami- i to w Wielki Tydzień, najważniejszy tydzień Kościoła Rzymsko- Katoliskiego. Za to znieważone poczuły się osoby obdarzone przez „Pana” skłonnością do tej samej płci, bądź też trudnością z identyfikacją płciową. Podobno w mediach społecznościowych pojawiły się memy z informacją:
TO ŻADEN GRÓB PAŃSKI. MAMY PRZEPROWADZKĘ I PODPISALIŚMY KARTONY ZE SWOIMI RZECZAMI”
Ja dodałbym do tego uwagę, że pan ksiądz zapomniał o pedofilii duchownych oraz o zorganizowanej grupie przestępczej powołanej przez biskupów do chronienia duchownych pedofili. Oprócz tego, jedną z reakcji w obronie znieważonych osób było rozmieszczenie w pobliżu płockiego kościoła na Górkach ulotek z wizerunkiem MATKI BOSKIEJ TĘCZOCHOWSKIEJ (patrz poniżej).

tęczochowska-matka-boska-czestochowska-copy

No i zaczęło się. W całym Grajdołkowie Nadwiślańskim rozległy się głosy tych, którym się uczucia religijne poobrażały, wręcz cierpiących z tego powodu i gotowych z żarem w oczach przysiąc, że tak właśnie jest. Ponieważ jednak uczucie nie może się obrazić, są to cierpienia urojone, spowodowane własną WŚCIEKŁOŚCIĄ- to jest jak najbardziej realne. Oczywiście wściekłość można spowodować obrażeniem drugiej osoby, znieważeniem jej, co jest prawnie zabronione, niemniej jednak, należałoby dowieść co tak personalnie dotyka tego człowieka w furii, którą próbuje przykryć czymś nieistniejącym, jakimś stanem wyższym- urojonym, obrazą uczucia religijnego.

Co się zaś tyczy samej ulotki. Wizerunek legendarnej, narodzonej w starożytnej Judei Żydówki z Nazaretu na kolportowanych reprodukcjach nie został ani sparodiowany, ani oszpecony. Jeżeli już szukałbym gdzieś ośmieszenia tego wizerunku (swoją drogą, można ośmieszyć wizerunek? zwłaszcza, że na każdym obrazie rzekomej matki Jezusa, znajduje się jakaś inna podobizna?), to dopatrywałbym się tego w goszczeniu na Jasnej Górze faszystowskiej parady siurków w przyciężkich butach i minimalistycznych fryzurach, jak również w robieniu z klasztoru jasnogórskiego politycznej chlewni dla partyjnioków zabiegających tam o poparcie wyborcze. Same zmiany IKONY dokonywane przez o. Paulinów również noszą znamiona bluźnierstwa. Przypomnę, że jest ona „przyozdabiana” sukienką z KLEJNOTÓW ofiarowanych mnichom (oj, co jo godom, co jo godom, ofiarowywanym „Najświętszej Panience” ponoć). Klejnoty, jak klejnoty…, ociekają krwią, morderstwami, niewolniczą pracą wyzyskiwanych ludzi, ale to chciwym duchownym, ani ogłupiałym wiernym nigdy nie przeszkadzało na tyle, by sprawdzić ich pochodzenie, „Zawsze Dziewicy” tym bardziej. To nie obraża uczuć. Podobnie, jak uczuć nie obraża znaczek pocztowy z omawianym obrazem, który można polizać i nakleić na kopertę listu do ulubionej nałożnicy, ani moneta okolicznościowa z Mennicy Państwowej, którą można zapłacić za usługi seksualne, bądź w ten sam sposób zarobić- RÓWNIEŻ Z WIZERUNKIEM MATKI BOSKIEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ.

Franciszek tęczowy krzyż

Pytanie do wiernych:

Które z poniższych zachowań uznajecie za obrazę uczuć religijnych? Przy każdym zaznaczcie, czy zobowiązujecie się do złożenia zawiadomienia o przestępstwie, ewentualnie (dla lękliwych) publicznego napiętnowania- chociażby w sieci, anonimowo. Można zaznaczyć dowolną ilość.

A. Zawieszenie krzyża na szyi duchownego pedofila, gwałcącego dzieci.
B. Podanie do ust wiernych łapami duchownego pedofila gwałcącego dzieci „Ciała Chrystusa”.
C. Noszenie krzyża na szyi i podawanie „Ciała Chrystusa” wiernym przez kogokolwiek ze zorganizowanej grupy przestępczej mającej na celu chronienie duchownych pedofili przed konsekwencjami prawnymi, nie wyłączając biskupów- w tym tego najważniejszego, zasiadającego na „STOLCU PIOTROWYM”, nawet gdyby za życia sam sobie za cudze pieniądze postawił 234 pomniki, a niektórzy z wiernych na niego wołali „SANTO SUBITO”.
D. Napisanie takiego felietonu, jak ten, który właśnie przeczytaliście.

P.S.

Gdyby ktoś jeszcze nie trafił, to na „Związku niesakramentalnym” polecamy kilka nietuzinkowych filmów o alkoholizmie, przy okazji rozmawiamy o tym- KLIKNIJ TU, BY POCZYTAĆ.

 

Święta psychopatów.

            Nie były to dobre dni dla Świata. Wiosenny okres najeżony jest przeróżnymi rocznicami i świętami. Czas zmartwychwstania po zimowym braku aktywności przyrody jest dla ludzi czasem wznowienia prac polowych, czy ziemnych. Jest też, niestety, czasem sprzyjającym intensyfikacji działań wojennych. Stąd też większa, niż kiedykolwiek liczba symbolicznych dat, a z symbolami jest ten problem, że wykorzystują je nie tylko artyści. Bardzo często stają się one narzędziem w rękach łajdaków, czego doświadczyć mogliśmy w ostatnich dniach.

 

Tomek Lipiński- Nie pytaj mnie.

 

            Kwiecień, to w Irlandii czas wzrostu aktywności katolickich ekstremistów z radykalnych ugrupowań pseudorepublikańskich. Wiąże się to z rocznicą wybuchu krwawo stłumionego powstania wielkanocnego- nierównego boju przeciw brytyjskiemu okupantowi, który jednak (w przeciwieństwie do większości polskich powstań) stał się przyczynkiem do uzyskania niepodległości. 18 kwietnia w Derry, czy też jak chcą Brytyjczycy, Londonderry, doszło do zamieszek ulicznych, podczas których zamaskowany zwyrodnialec otworzył ogień i zamordował 29-letnią dziennikarkę, Lyrę McKee. New IRA złożyła wyrazy ubolewania, tłumacząc się, że chcieli zabić policjanta. To dopiero trzeba być łajdakiem, by się tłumaczyć z morderstwa chęcią zamordowania kogoś innego.

            19-go kwietnia 2019, podobnie jak 19-go kwietnia 1943 rozpoczynało się żydowskie święto Pesach (w Polsce lepiej znanych jako Pascha). W roku 1943 rozpoczęło się tego dnia powstanie w getcie warszawskim. Dla Żydów, to bardzo mocna data, bo jest to ich najważniejsze święto- niektórzy Polacy nazywają je „Żydowską Wielkanocą”. Ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, złożyła z tej okazji życzenia wszystkim świętującym ten dzień. Wśród nadwiślańskich nazioli i antysemitów zawrzało i na panią ambasador wylała się fala hejtu, której najbardziej znaną uczestniczką okazała się największa żulica polskiego Sejmu, ze względu na skojarzenia jej zachowań z popisami zamroczonego alkoholem kibola, nazywana przeze mnie Plugawym Krystynem, a w ślad za nią ruszyła sfora mniej znanych łajdaków. Oczywiście będąc zbyt krótkimi na panią Mosbacher, poszczekali i wrócili do budy, a jedynym, co osiągnęli, był kolejny dowód na odżycie nazistowskich tendencji w Polsce. Swoją drogą, jakim trzeba być nadętym bufonem, by próbować narzucić, komu można składać świąteczne życzenia, a komu nie można. Kolejne retoryczne pytanie, to „jakim trzeba być przygłupem, by nie wiedzieć, że Jezus Chrystus był obrzezanym Żydem obchodzącym, jak inni Żydzi, święto Paschy”.

            Wielki Piątek 2019, święto wedle zapisów Ewangelii upamiętniające męczeńską śmierć „Jezusa z Nazaretu, Króla Izraela”, nie miało szczęścia w Polsce, bo oprócz skandalicznego szczucia na twitterze, miał też miejsce incydent, noszący znamiona zbiorowego amoku grupy psychopatów. Działo się to w Pruchniku i chyba cała Polska (i nie tylko) o tym słyszała. Mieszkańcy tej podkarpackiej mieściny postanowili odnowić barbarzyński obyczaj „wieszania Judasza”, polegający na wywołaniu agresji, wyładowywanej następnie przez fizyczne „maltretowanie” kukły wykonanej na stereotypowy obraz i podobieństwo Żyda, a mającego obrazować Judasza (choć skąd oni wiedzą, że kukła nie jest bardziej podobna do Chrystusa, niż do Judasza, to nie mam pojęcia- w końcu to byli ziomale). Antysemicki charakter incydentu i jego połączenie z jaskrawą agresją na tle narodowościowym było tak niedwuznaczne, że spotkało się z niemalże natychmiastowym potępieniem przez Konferencję Episkopatu Polski (choć ta jest znana z odwracania kota ogonem w odniesieniu do grzechów polskich katolików), nawet upolityczniona prokuratura niechętna do ścigania antysemickich incydentów nie mogła się wykręcić od wszczęcia dochodzenia. Nie to jednak jest najgorsze.

            Najbardziej aktywnymi uczestnikami skandalu w Pruchniku były podjudzane przez swych zwyrodniałych opiekunów dzieci. Pod pretekstem wiary i tradycji, podkarpaccy rodzice szkolą młodych psychopatów w ukierunkowaniu agresji przeciw bezbronnemu- pamiętajmy bowiem, że jedną z głównych cech osobowości psychopatycznej jest brak empatii, czyli współodczuwania. A tu mamy dosłowną dehumanizację człowieka, połączoną ze znęcaniem się, jako normą. „Bij Żyda”, tatuś pozwala, nic ci się nie stanie!!! Te nastolatki za 5-8 lat wejdą w dorosłość, być może trafią do wojska, czy policji, będą mogły stanąć z bronią w ręku naprzeciw nieuzbrojonym obywatelom. A za lat 30, te nastolatki ciągle będąc w sile wieku, staną naprzeciw swych coraz słabszych, starzejących się, zwyrodniałych rodziców, którzy uczyli ich bestialstwa. I co…? Wtedy rozlegnie się lament, że syn ojca zabił. I gdzie będziecie szukać winy…??? Zwalicie na nauczycieli, Owsiaka, gender…?!

 

Stela w Mekce.

 

            Powiecie, że to tylko kukła, że nic nikomu się nie stało. To mam dla Was małą zagadkę: W jakiej to religii jednymi z najbardziej znanych zwyczajów są jednocześnie:

  1. Szariat- czyli mordowanie niewiernych.

  2. Kamieniowanie Szatana- czyli obrzucanie kamieniami steli w Mekce.

            W bieżącym stuleciu przedstawiciele tej właśnie religii zdecydowanie przodują na liście światowych zamachów terrorystycznych, a w tegoroczną Wielką Niedzielę na Sri Lance zamordowali w zamachach bombowych co najmniej 311 osób, choć liczba zabitych prawdopodobnie wzrośnie, zważywszy na około pół tysiąca rannych. Rzekomo w odwecie za zamachy na meczety w Nowej Zelandii, choć oczywiście ofiarami byli niewinni ludzie nie mający nic wspólnego nie tylko z zamachami, ale i z Nową Zelandią. Islam, jak przystało na „wielką” religię, ocieka krwią, łajdactwem i ślepotą, podobnie jak i pozostałe z „wielkich”. Tymczasem gdy ginie człowiek, to go nie ma. Nie dokona już niczego, nie wzbogaci Świata swoimi doświadczeniami, nie przekaże lekcji o trafnych wyborach, ni o błędach. Nawet tzw. „przejście do historii” jest mocno naciągane. Myślicie, że ktoś zapamięta ofiary zamachów…, a może nazwiska zamachowców? To kogo znacie, wymieńcie 10 nazwisk z 311 ofiar na Sri Lance. Dla Świata, ci żywi ludzie zamienili się w zbiorowe epitafium p.t. „Ofiary zamachów, Wielkanoc 2019”. Swoich ofiar podobnie nie znamy. Ile z nich potrafimy wymienić z imienia i nazwiska spośród pomordowanych na Pawiaku lub podczas rzezi Woli, czy rzezi wołyńskiej. To, że jakieś nazwisko przetrwa, obrośnie legendą, przykleją się do niego fakty i mity, to przypadek, często dyktowany potrzebami propagandy. Dla większości ofiar jest tylko cierpienie, strach, śmierć i zapomnienie.

 

 

Waglewski, Fisz, Emade- Dziób pingwina.

 

            Jakie to groteskowe. W czasie, gdy polscy, czy irlandzcy nacjonaliści wykorzystywali okres przedświąteczny do wzbudzania nienawiści, gdy islamscy terroryści skazywali tak nieznanych sobie ludzi, jak i siebie samych na śmierć i niebyt, ja ze Świechną poznawaliśmy ciekawostki historyczne z naszych okolic. Bezsilni wobec większej i mniejszej polityki, mieliśmy wpływ na siebie samych i wykorzystaliśmy to na miarę naszych możliwości. I to my żyjemy. Jak pisał Marcin Świetlicki:

 

 

„Popatrzcie na nas jesteśmy

Starzy piękni i bogaci

Popatrzcie na nas to dobrze

Dobrze żeśmy młodo nie umarli”

 

            Dzisiejszy wpis miał dotyczyć czegoś innego. Dzięki uprzejmości pana Jacka, który dostarczył mi skany przedwojennego podręcznika historii do 4 klasy gimnazjum, miałem podjąć kilka ciekawych wątków wynikających z tego tekstu, jednak sprawy bieżące okazały się tak mocne, że przełożę ten felieton na późniejszy termin.

 

 

Krzysztof Komeda- Kołysanka z filmu „Dziecko Rosemary”.

 

            A dziś minęła 50-ta rocznica śmierci Krzysztofa Komedy Trzcińskiego. Legendarny laryngolog, znany szerzej jako utalentowany kompozytor jazzowy. Autor chyba najbardziej znanego na Świecie produktu polskiej popkultury, „Kołysanki” z filmu „Dziecko Rosemary”. To smutne, że człowiek o tak bogatej historii zginął w tak tabloidowy sposób: Popił z innym tragicznym bohaterem, Markiem Hłasko, podczas zabawy, czy też bójki (do tej pory nie ustalono) zepchnięty przez niego ze skarpy, zmarł w wyniku krwiaka mózgu. Hłasko przeżył go niecałe 2 miesiące- środki nasenne plus alkohol położyły kres jego żywotowi. Obaj utalentowani, obaj nie dożyli czterdziestki, obaj mogli wiele dokonać, lecz wybrali alkohol, którego nie potrafili kontrolować. Myślę, że z okazji poświątecznego kaca warto o tym przypomnieć pijącym alkoholikom, nadal udającym, że oni kontrolują, bądź po prostu muszą. Mam też kolegę: aktora i reżysera teatralnego, który nie potrafił poradzić sobie z piciem i czekał w kolejce na leczenie zamknięte. Ponieważ bał się, że nie dożyje terminu, obdzwonił jeszcze raz zakłady leczenia uzależnień, niemalże w przededniu Wielkanocy 2007, słusznie zakładając, że ktoś z zapisanych na ten termin nie wytrzyma i nachla się świątecznie. Miał cholerną rację. Dzięki temu do dziś cieszy się życiem, robi wspaniałą sztukę i jeździ po całym Świecie ze swoim teatrem. Jak już wcześniej pisałem: Kto umarł, ten nie żyje i niczego już nie dokona- w przeciwieństwie do żyjących, którzy mogą jeszcze wybierać. To taka uwaga z dedykacją dla pewnego coraz bardziej monotematycznego blogera, któremu coś ucieka z jednego tylko powodu: Nie chce o siebie zadbać.

 

 

Zaledwie 14 lat po śmierci Karola Wojtyły mnisi palą książki i jawnie hołubią faszystów.

Mamy dziś 2 kwietnia 2019. Zaledwie 14 lat po odejściu Jana Pawła II, informacja o rocznicy jego śmierci jest wstydliwie ukrywana. Jeżeli już gdzieś się ukazuje, to tak, by nie kłuła w oczy. I chyba nietrudno odpowiedzieć, dlaczego. Tylko, czy tego nie dało się przewidzieć?!

 

Z cyklu SRAK MI NAPTAŁ.

 

Imię przybierane przez papieża sugeruje jego największe inspiracje. Żaden z następców Jana Pawła II nie przyjął jego imienia. Polscy komentatorzy, zaczadzeni kultem Jana Pawła II, nie odważyli się postawić pytania „DLACZEGO?”, ani tuż po wyborze następców, ani przez cały czas aż do dziś. Dlaczego zarówno kardynał Ratzinger, jak i kardynał Bergoglio, symbolicznie, choć pośrednio, odcięli się od polityki papieża Polaka. A pamiętajmy, że jako kardynałowie, mieli większy wgląd w informacje z Watykanu, niż przeciętny śmiertelnik, ba…, większy niż dziennikarze, którym kardynałowie udzielali informacji lub nie. Najwyraźniej nie podzielali bezkrytycznego zachwytu tłumu nad niespełnionym aktorem z Wadowic, choć ze względu na politykę blokowania informacji o sekretach Stolicy Apostolskiej, głośno o tym nie mówili. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tylko moja ocena, ale natychmiast się z niej wycofam, jeśli pokażecie mi szczegółowy wywiad z jakimkolwiek ważnym dostojnikiem watykańskim, który tłumaczy, dlaczego za pontyfikatu Jana Pawła II wszelkie skandale finansowe i seksualne (w tym pedofilskie), były zamiatane pod dywan, dlaczego rzekome śledztwa watykańskie, nie prowadziły do rozpracowania siatki pedofilskiej, czy finansowej, a jedynie niczym czarna dziura wsysały świadków i informacje.

 

Kult- Posłuchaj, to do ciebie.

 

W połowie marca 2019 na łamach jednego z najbardziej opiniotwórczych czasopism Francji „Le Monde”, ukazał się tekst dwóch działaczek katolickich, Anny Soupy (publicystka, biblistka) oraz Christine Pedotti (pisarki i redaktorki), w Polsce znanej jako współautorka „Rodzinnej encyklopedii katolickiej”. Artykuł nosił tytuł „Żądamy dekanonizacji Jana Pawła II”. Autorki zarzuciły papieżowi, że był protektorem oprawców w imię „racji Kościoła” oraz głównym architektem opresyjnej „ideologicznej konstrukcji kobiety” głoszonej przez niego w środowych kazaniach o „teologii ciała”, w wyniku której doznawały one licznych dyskryminacji. Działaczki są na tyle znane w świecie teologicznym, że nawet tacy konserwatyści jak Terlikowski, całkiem serio rozważają ewentualną drogę do dekanonizacji Wojtyły.

 

 

Akurat (Nohavica)- Danse Macabre.

 

Wczoraj Polską wstrząsnęła informacja o paleniu książek przed kościołem NMP Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku, a mną dużo bardziej wstrząsnęło tłumaczenie księży uczestniczących w procederze (tchórzliwie zwalali winę na parafian, którzy rzekomo sami książki przynieśli- że za ich namową, to szczegół) oraz kurii, która ustami rzecznika stwierdziła „Forma jest nieodpowiednia, ale zagrożenia istnieją”- czyli żadnej refleksji nad łajdactwem czynu, nad zgorszeniem (księża do palenia książek użyli nieletnich ministrantów), jedynie obwinianie kogoś innego.

 

Bukartyk- O, jak mi brak.

 

Tymczasem najświętsze dla katolików miejsce w Polsce, Jasna Góra, sukcesywnie obracana jest w faszystowsko- rasistowski chlew. W sobotę po raz kolejny gościła ona wszelkiej maści nazioli, którym pan ksiądz kadził, że są cennym środowiskiem.

Czy naprawdę katolicy w Polsce są tak gnuśnym środowiskiem, że nie potrafią oprotestować księży dopuszczających się tak ohydnych działań? Co stoi na przeszkodzie bojkotu pielgrzymek na Jasną Górę, dopóki nie wywali się z klasztoru na zbity pysk faszyzujących ojców Paulinów? Przecież zamiana Jasnej Góry w polityczną chlewnie o charakterze nacjonalistycznym ma miejsce co najmniej od 2005 roku, gdy PiS po raz pierwszy sięgnęło po władzę. Niedawno Paulini sprzeciwili się intencji mszy za Polskę wolną od faszyzmu- to mówi wiele o tym, kim są. A co stoi na przeszkodzie domagania się pozbawienia prawa do odprawiania mszy łajdaków palących książki poprzez bojkot parafii NMP Matki Kościoła i św Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku? Biję każdy zakład, że sumienie chciwców z kurii gdańskiej najłatwiej poruszyć operacją oderżnięcia ryja od koryta.

 

Marian Opania (Nohavica)- Zabłądziła moja łódź.

 

Tak wygląda Kościół pozostawiony przez Jana Pawła II, tak wygląda jego dziedzictwo- efekt wieloletniego chronienia duchownych przestępców. Tyle ode mnie, ale zapoznajcie się również z wypowiedzią znanego publicysty katolickiego, Szymona Hołowni dotyczącej palenia książek w Gdańsku i kolejnej wizyty nacjonalistów na Jasnej Górze. Kliknij tu- w ten akapit, by poczytać, co ma na ten temat do powiedzenia. Może on Was przekona.

 

Protest nauczycieli- całymi latami dehumanizowani, podnoszą wreszcie głowy.

            Nieco ponad rok temu zakończyłem swój kilkuletni epizod z edukacją od strony nauczyciela. Zaczęło się przypadkowo: Jako rencista miałem dużo wolnego czasu, a zlecenia z pracy dorywczej nie napływały na tyle często, by mnie nadmiernie angażować. Zgłosiłem swój akces do wolontariatu i otrzymałem ofertę z polskiej szkoły. Okazało się, że zarówno dzieci, jak i rodzice bardzo sobie cenią moją pracę, a w dodatku sama szkoła borykająca się z problemami finansowymi i kadrowymi nie miała specjalnie wyboru. To znaczy miała: Albo ja, albo nikt.

 

 

            Szybko zrozumiałem, kim są polscy nauczyciele. Traktowani przez szkoły jako darmowa siła robocza i występujący w charakterze swoich własnych asystentów, sprzątaczek, magazynierów udostępniających swoje mieszkania do przechowywania materiałów szkolnych, akwizytorów szkoły, animatorów kultury, kucharzy, kelnerów, sekretarek. Sam byłem w tej szczęśliwej sytuacji, że jako wolontariusz mogłem powiedzieć: „Zobowiązałem się do pomocy przez JEDEN dzień w tygodniu i proszę się z oczekiwaniami wobec mnie mieścić w tym czasie”. Nie tylko mogłem, ale i korzystałem z tego przywileju, choć robiłem częste wyjątki dotyczące pisania tekstów dziecięcych przedstawień. Miałem marzenie poprowadzić dziecięcą grupę teatralną, ale szybko sprowadzono mnie na ziemię, bo dyrekcja nie zamierzała mi dać ani jednej godziny na pracę z dziećmi mogącymi samodzielnie przygotować tekst, więc skończyło się na kilku małych formach teatralnych.

 

 

 

            Z czasem zacząłem orientować się, co to za miejsce. Otwierałem szeroko oczy ze zdumienia, gdy dyrektorka sama będąc na wakacjach w Polsce, domagała się od nauczycieli, by w ciągu czasu wolnego przygotowali projekty mające szanse na finansowanie przez odpowiednie fundacje i miała do nich pretensje, że oni też są na wakacjach- jak ona sama. Pierwsze poważne światełko ostrzegawcze zapaliło mi się, gdy dyrektorka zorganizowała sąd nad dwiema nauczycielkami, ale pod ich nieobecność, co oczywiście oznaczało, że nie miały jak się bronić. Podczas sądu zapadł wyrok, nauczycielki zaocznie zwolniono, a dyrektorka nie miała nawet na tyle honoru, by je poinformować osobiście- istny stalinizm, tyle że bez trupów!!! Współpracę ze szkołą zerwałem kilka miesięcy później, tuż po tym, jak zostałem członkiem zarządu szkoły. Gdy wziąłem do ręki regulamin i zorientowałem się, że w zarządzie oprócz mnie są dwa słupy podstawione przez dyrektorkę, by zawsze miała większość, a w dodatku w szkole nie ma nie tylko wicedyrektor, ale i nikogo, kto nie łamiąc statutu, mógłby zastąpić dyrektorkę na stanowisku, uznałem że tu coś śmierdzi. Zażądałem zastąpienia słupów ludźmi realnie pracującymi dla szkoły, dyrektorka się nie zgodziła, więc podziękowałem za współpracę. Najbardziej w tym wszystkim dziwiło mnie przekonanie dyrektorki, że powinienem być jej wdzięczny za to, że mogę jej za darmo pomagać i wykonywać jej polecenia. Przeczuwam, że skutecznie wyprowadziłem ją z błędu.

 

 

            Dzisiaj patrzę na działania wobec nauczycieli w Polsce i widzę to tak: Pracują za skandalicznie niską pensję, ale w przeciwieństwie do nauczycieli polskich szkół za granicą, to ich podstawowa gaża- nie mają innego stałego źródła dochodu. W mojej byłej szkole w ciągu półtora roku zmienił się cały skład rady pedagogicznej, cały skład zarządu i rady rodziców. Po prostu: „NIE CHCECIE NAS? TO SIĘ CMOKNIJCIE, MAMY INNE ZAJĘCIA. ODCHODZIMY”. Były jedynie 3 (słownie „TRZY”) wyjątki: dyrektorka, jeden ze słupów w zarządzie (drugi odszedł) oraz pewna emerytowana nauczycielka, która nie miała energii na ciągłe zmiany. Cała reszta znalazła zajęcie w innych miejscach. Jednak w Polsce jest inaczej. Nauczyciele boją się rzucić pracę i zająć czymś innym.

 

 

 

            Wiele się nasłuchałem słów o MISJI nauczycieli, rzekomo pozbawiającej ich MORALNEGO oraz FAKTYCZNEGO PRAWA do strajku i wszystkie te głosy z radosnym uśmiechem spuszczam w kibel, upraszając głosujących, by siebie samych pozbawili takiego prawa. Wniosek ów motywuję tym, że ok. połowy rodziców uważa, że bez bicia dzieci nie da się ich wychować, a mają tych pociech jedną, dwie, trzy, podczas gdy nauczyciel ma ich w klasie 30 i potrafi je wychowywać bez przemocy, mało tego, w międzyczasie przekazuje im wiedzę, czego większość rodziców zrobić nie potrafi wcale, gdyż tej wiedzy nie ma- badania Biblioteki Narodowej mówią, że 38% Polaków czyta co najmniej jedną książkę w roku, co oznacza, że 62% Rodaków, nie czyta ani jednej. Ale jak chcą, to niech uczą- borą przecież 500+, co według sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta , niejakiego Szczerskiego, oznacza wypłatę także dla nauczyciela, bo przecież nie ma nakazu życia w celibacie. Niech zatem uważający, że nauczyciele biorą pensje za 18 godzin tygodniowo i 3 miesiące wakacji, sami się wezmą za nauczanie, a przykład niech da poseł Suski twierdzący, że nauczyciele zarabiają tylko nieco mniej niż posłowie na Sejm.

 

 

            Drodzy nauczyciele! Nie dajcie się łapać na ten sam szantaż emocjonalny, niezmienny od dziesięcioleci- to nie wy ponosicie odpowiedzialność za to, że płacą Wam pensje niższe niż sprzątaczkom. Za edukację odpowiedzialny jest CAŁY NARÓD- nie dajcie z siebie zrobić kozłów ofiarnych. Jeżeli Naród nie ma Wam z czego zapłacić, niech przyoszczędzi na katechetach, którzy zresztą są przez biskupów podjudzani do roli łamistrajków (Kuria Krakowska wręcz zakazała katechetom udziału w proteście), niech Naród przyoszczędzi na indoktrynacji religijnej i partyjnej, a jak trzeba, to na Ministerstwie Edukacji Narodowej, które swą antyreformą pochłonęło wszystkie środki, jakimi dysponowało. Naród może się też dodatkowo opodatkować, bo jak rozumiem, 500+ to taka należność za radosne kopulango, że jest nie do ruszenia. Boicie się? Każdy pracownik szkoły, o której pisałem na początku, spokojnie sobie żyje i pracuje- nikt z nas nie musi uczyć cudzych dzieci i nie jest to warunkiem osiągnięcia naszego szczęścia, my sobie świetnie dajemy radę i Wy również sobie poradzicie. Są lepsi eksperci od nauczania dzieci i młodzieży? To niech se pouczą!!!

 

 

 

Frustracja, obłuda, zawiść, słoma w butach.

O frazie „będę się za ciebie modlić” można napisać sporo, n.p. rozważyć czy to ma sens lub czy wypowiedziana została do osoby, dla której modlitwa coś znaczy. Można też porozmawiać o uniwersalnych wartościach modlitwy, takich jak wyciszenie, przemyślenia, medytacja. Znam jednak co najmniej jeden przypadek, w którym tego typu rozważania tracą sens, ponieważ modlitwa jest użyta do napaści na innego człowieka. Ja oczywiście słyszałem teorie, że modlitwa nigdy nie jest skierowana przeciwko człowiekowi, ale co powiecie na „modlę się za ciebie, żebyś nie był takim zasrańcem”? I właśnie o takim przypadku, modlitwy przeciw człowiekowi chcę napisać.

 

 

            Marina Abramowić, jedna z największych, jeśli nie największa w historii performerka, otworzyła w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu retrospektywną wystawę swojej twórczości. Polscy miłośnicy artystki mogą czuć się wyróżnieni, gdyż jest to przedostatnie miejsce, w którym będzie ją można zobaczyć. Później pozostanie już tylko wystawa zamykająca w Belgradzie. Oczywiście nie każdy ma obowiązek zdawać sobie sprawę, jak wielkie to wydarzenie, ale przecież w nadwiślańskim Grajdołkowie, jeśli tylko ktoś jest zbyt tępy, bądź zwyczajnie niedouczony, by coś pojąć, to ma zwyczaj uniemożliwiać udostępnienie „niepojętego” tym, którzy jednak dają radę. Innymi słowy: „Bracia, rodacy, równajcie do słomy w moich butach”. Bo wiecie jak to jest z naszym „Wielkim Narodem”- jest niesamowicie cywilizowany i uczył Francuzów jeść widelcem, ale niedawno na własne oczy widziałem Polkę z Kresów, która wsławiła się tym, że wprowadzając się po wojnie do poniemieckiego domu, zrobiła w łazience skład kartofli, bo „Kto to widział, żeby w domu srać” (tak, tak, rodzina w związku z powyższym, biegała srać za stodołę). I tacy to właśnie Rodacy postanowili się modlić….

 

 

 

            …I co z tego, że postanowili się modlić, nasuwa się pytanie. Otóż to, że ich „modlitwa” nie polegała na odmawianiu pacierzy w domu, czy w kościele, a na tym, że pod Centrum Sztuki Współczesnej napastowali ludzi udających się na toruńską wystawę Mariny Abramowić. Zbyt tępi, by pojąć co tam jest pokazywane, zbyt sfrustrowani brakiem sukcesów życiowych, by zająć się swoimi sprawami, zbyt zawistni, by spokojnie patrzeć na kobietę, która stała się ikoną sztuki. W całej swej obłudzie modlitwą nazwali manifestację swej zawiści, niewiedzy i nieudacznictwa. Polska! Trudno! Co zrobić?!

 

 

            Kilka lat temu moja znajoma, jako dyrektorka ośrodka kultury, przygotowała obchody okrągłej rocznicy założenia miasteczka. Postarała się na miarę skromnych środków zapewnić zarówno artystów estradowych, jak i teatr, silnie obsadzony bieg przełajowy, atrakcje kulinarne, grupę rekonstrukcyjną pokazującą rzemieślników z czasów otrzymania praw miejskich. Na forum internetowym przysłowiowy Janusz napisał, że trzeba zlikwidować ośrodek kultury, bo marnuje pieniądze- zamiast tego, można by zrobić festiwal kapel weselnych, bo (cytuję) „każdy chętnie by się pobawił przy piwku i takiej muzyce”. Jakby miejscowym mieszkańcom potrzeba było pomocy gminy, żeby się nachlać i pójść na wesele.

 

 

            Polska należy do krajów, w których znajomość sztuki należy do najsłabszych w Europie, a samo jej pojęcie mylone jest z rozrywką. Nie mam dostępu do szczegółowych danych, ale gotów jestem postawić pieniądze na to, że nawet nie w Paryżu, ale powiedzmy w Amsterdamie, znajdziemy więcej ludzi utrzymujących się ze sztuki, niż w całej Polsce. I nie było lepiej ani za komuny, ani przed wojną, bo w tym kraju zawiści, cenzurą i podcinaniem skrzydeł zajmował się naprzemiennie Kościół z Państwem, a frustracje Narodu były tak głębokie, że wstydził się swojej własnej kultury i zamiast niej wyhodował takie potworki, jak polski big beat i disco polo. Nieliczni ludzie sztuki jedynie potwierdzają regułę. Pięknie jest to pokazane w głośnym ostatnio filmie Pawlikowskiego „Zimna wojna”, gdzie totalny upadek głównej bohaterki- dawnej solistki zespołu ludowego i artystki jazzowej korzystającej z motywów folkowych, symbolizuje estradowe wykonanie „Bajabongo”, po którym mówi do swego partnera „kocham cię nad życie, ale teraz muszę się wyrzygać”.

 


 

 

Stoczniowy Klub Sympatyków Pedofilii.

Dziś rano, w piątek 8-go marca 2019 roku, związkowcy ze Stoczni Gdańskiej pod przywództwem Karola Guzikiewicza z PiS, wbrew prawu zdemontowali pomnik Jankowskiego, prałata wsławionego licznymi świadectwami o jego pedofilii i podejrzeniami o współpracę z komunistyczną bezpieką. Związkowcy po uchwale rady miasta o jego demontażu, postanowili ubiec władze Gdańska, by przenieść monument „w bezpieczne miejsce” i umieścić na działce, która nie należy do miasta, najchętniej przy kościele św. Brygidy w Gdańsku.

Zmagania z lobby pedofilskim w Kościele trwają. Podczas gdy papież Franciszek coraz otwarciej nazywa po imieniu zbrodnię pedofilii, o księżach pedofilach wyraża się per „narzędzia szatana” i dokonuje publicznych aktów skruchy i pokuty, w Polsce jak grzyby po deszczu powstają nieformalne Kluby Sympatyków Pedofilii, z których najbardziej znane, to założony jeszcze przez Santo Subito JPII, Kościelny Klub Sympatyków Pedofilii, dość dobrze, choć oczywiście niekompletnie opisany w raporcie fundacji „Nie lękajcie się” (jakoś członkowie kościelnego klubu nie kwapią się do współpracy ani z dziennikarzami, ani ze śledczymi- ogólnie nie współpracują w tej sprawie z nikim, oprócz samych księży pedofili) oraz Rządowy Klub Sympatyków Pedofilii, którego najbardziej znanym przedstawicielem jest Zbigniew Ziobro, usuwający z rejestru pedofilów nazwiska księży- gdyby któremuś z ukrytych duchownych przyszło do głowy wsadzić łapska w majtki jednego z dwóch synów ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednym, Zbigniew Ziobro z radością się pomodli i pójdzie głosić chwałę „Pana” spontanicznym pląsem na imieninach Tadeusza Rydzyka, choć szczerze mówiąc uważam, że uczciwiej by było, gdyby w ofierze księżom pedofilom Zbigniew Ziobro złożył swe własne dupsko bronione struchlałym zwieraczem, co miejmy nadzieję, da się załatwić, gdy pan minister trafi już za kratki.

Powróćmy jednak do tytułowego Stoczniowego Klubu Sympatyków Pedofilii pod przewodnictwem gdańskiego radnego PiS i wiceprzewodniczącego NSZZ Solidarność w Stoczni Gdańsk, Karola Guzikiewicza. W nocy z środy na czwartek (20/21 luty 2019) obalono pomnik podejrzanego o pedofilię i współpracę z komunistyczną bezpieką prałata Jankowskiego. Zamiast wykorzystać to wydarzenie do wycofania się z hołdów ku pamięci kontrowersyjnego duchownego, parasolidarnościowi stoczniowcy (dobrze wiemy, że to nie ta sama Solidarność, która obalała komunę) zgodnie z zasadą knajpianego żula, któremu nikt nie będzie mówił, komu się pomnik należy, niemal natychmiast ustawili postać prałata z powrotem na cokole. To co, że gwałcił dzieci bez względu na płeć, skoro „dobry ksiądz”. Dziwne jest jedynie to, że kto jak kto, ale prałat Jankowski był znanym arogantem, który wożąc swój tłusty odwłok najnowszymi modelami mercedesów (w czasach, gdy polonez był luksusem) mawiał do kamery, że każdy powinien jeździć mercedesem, bo to dobry samochód. Rok w rok jego dekoracje „grobu pańskiego” były obiektem zainteresowania mediów, gdyż zawsze można się tam było spodziewać politycznego gnoju i antysemickich fobii. Oczywiście nie było komu prześledzić, skąd „sługa boży” ma taki majątek, ale wiemy na pewno, że jednym ze źródeł dochodów prałata były piwnice win importowanych, których był właścicielem, więc można śmiało powiedzieć, że zajmował się rozpijaniem Narodu, zwłaszcza klasy średniej i wyższej, bo na ten rodzaj trunków mogły sobie pozwolić jedynie tak majętne sine nosy, jak nie przymierzając, arcybiskup generał dwojga imion, Sławoj „Flasza” Leszek Głódź. Tak to w telegraficznym skrócie wyglądało owo bycie dobrym kapłanem w wykonaniu prałata Jankowskiego.

Dziś Karol Guzikiewicz głosi, że co prawda papież Franciszek potępia pedofilię, ale mówi że należy ją zwalczać droga sądową. Czyżby pan Karol zgłosił podejrzenie popełnienia przestępstwa? A może przekazał prokuraturze jakieś pomocne dokumenty? Czy jest raczej tak, jak myślę- próbuje dokonać kolejnego mataczenia w sprawie Jankowskiego. Z kapłanami- pedofilami jest problem tego rodzaju: Najpierw ślady ich przestępstw są tuszowane przez duchownych kolegów oraz polityków i organa ścigania, które boją się wpływów kleru, a potem bezczelnie mówią „pokaż mi dowody”. Jednak gdy dziennikarze dowody publikują, następuje nagonka zorganizowanej grupy przestępczej na tych dziennikarzy. Chcecie normalnego biegu sprawy- śledztwa, wyroku sądowego…? Jestem jak najbardziej za, tylko współpracujcie z organami ścigania, transmitujcie proces tak samo, jak transmitowano proces morderców Popiełuszki, ścigajcie tych, którzy przez fałszywe zeznania sprzyjają pedofilom…. Wtedy będzie wiadomo kto jest winny, kto niewinny, bez pomówień i niedomówień. Jezus rzekł ponoć „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili”. Uważacie, że należałoby ścigać gwałcicieli nieletniego Jezusa, czy raczej powiedzieć, że Kościół jest święty, ale tworzą go grzeszni ludzie?

Nie wątpię, że wielu czytelników zauważyło, że już któryś raz temat krycia pedofilii gości na łamach mojego bloga. Przyczyna jest prosta: To nie jest temat, nad którym mogę przejść do porządku dziennego. Schemat: „sensacja- hałas- znużenie tematem- cisza” nie wystarcza. Pedofile i ich pomocnicy, jak również sympatycy, powinni być nazwani po imieniu, co ze swej strony im gwarantuję, jeśli tylko dojdą do mnie sygnały o próbach zamiatania spraw pod dywan w miejsce przejrzystego dochodzenia i procesu.

Biedroń, czyli stara opozycja zdziwiona Wiosną.

Za grubo! Za cienko! Co się dziwisz?”

Jan Jakub Kolski (Jasminum).

            Tym cytatem z młodej bohaterki „Jasminum” mógłbym właściwie zakończyć, bo zawiera on dokładnie to, co chcę powiedzieć. Problem polega na tym, że Czytelnik raczej nie ma szans na jego podstawie odgadnąć w jakiej to sprawie. Cóż, trzeba siąść przed klawiaturą i pisać, pisać, pisać….

            13-go i 21-go października 2018 roku odbyły się w Polsce wybory samorządowe. Ówczesny prezydent Słupska, Robert Biedroń, obwieścił że mimo poparcia dającego niemal pewność na reelekcję, ubiegać się o nią nie zamierza, gdyż planuje powrót do polityki krajowej. Minął listopad, minął grudzień, minął styczeń. Mamy luty. Aj- waj, rozległo się na opozycji! Biedroń naprawdę założył partię! Jakiż to straszny zbieg okoliczności sprawił, że przenikliwi inaczej politycy klasy Schetyny, Czarzastego i Lubnauer nie zauważyli, że on naprawdę zamierza wrócić i z uporem maniaka udawali, że to nie nastąpi? Cóż się takiego stało, że zamiast zawczasu usiąść z nim przy negocjacyjnym stole, udawali że facet się nie liczy?! Za grubo! Za cienko! Co się dziwisz?!

 

Marek Grechuta- Wiosna, ach to ty!

 

            Szlag mnie jasny trafia, gdy widzę jak dotychczasowi gracze sceny politycznej próbują dziś szantażu emocjonalnego p.t. „Nie głosuj na Biedronia, bo to zły moment i pomoże to Kaczyńskiemu”. A kiedy będzie dobry moment dla dzisiejszych rozgrywających? Na świętej Gdygdy, czyli nigdy! Zawsze będzie przed jakimiś wyborami, zawsze ktoś będzie mógł wygrać, a ktoś stracić. Co robili panie i panowie z opozycji, że od 2015 roku nikt z mainstreamowych polityków nie zaproponował niczego konstruktywnego zdobywającemu coraz więcej sympatyków prezydentowi Słupska? Jeżeli Robert Biedroń uważa, że ma coś do zaproponowania wyborcom, to na tym polega demokracja, że każdy zamiast narzekać na polityków, może sam spróbować swych sił. Uważam, że hańbą dla każdego człowieka jest złorzeczenie komuś, kogo się konsekwentnie pomijało i w związku z tym wziął sprawy w swoje ręce.

 

 

 

            Problem z Biedroniem jest innego rodzaju. Nie wiem, czy zrobił to intuicyjnie, czy też doradził mu jakiś cwany spec od PR, ale podczas publicznych wypowiedzi dokopuje PO, a PiS ignoruje. Ja rozumiem, że taktycznie, na potrzeby konwencji założycielskiej, wygodniej mu było ustawić działa propagandy w stronę Schetyny. Z dwóch powodów: PiS zdobyło sobie taką ilość wrogów, że ataki na partię rządzącą spowszedniały, a w polityce nie ma nic gorszego, niż szarość. Powód drugi jest bardzo pragmatyczny: Jeżeli ktoś da poparcie Biedroniowi, który jest zdeklarowanym lewicowcem gospodarczym i liberałem obyczajowym, to nie będzie to konserwatywny elektorat PiS- to nie od nich podbierze głosujących. Oczywiście mówimy o statystyce, a nie o wyjątkach potwierdzających regułę. Na domiar złego, opozycja raz za razem daje dupy żrąc się między sobą i osłabiając wzajemnie.

 

Stanisław Sojka, Czesław Mozil- Na cześć księdza Baki.

 

            Powody te rozumiem, tyle tylko, że obecnie mamy stan zagrożenia demokracji. PiS upartyjniło prokuraturę z marszu i bez walki, kilka miesięcy zajęło mu przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, podobnie w kilka miesięcy poobsadzali swoimi niewolnikami najbardziej dochodowe spółki Skarbu Państwa, krok po kroku próbują przejąć banki, a zamach ten rozpoczął się na długo przez przejęciem władzy przez PiS- tworzeniem SKOKów, instytucji przydzielających partyjnym dygnitarzom spod skrzydeł Kaczyńskiego i Rydzyka, kredyty bez należytych zabezpieczeń. Przejmowanie sądów też rozpoczęło się zanim jeszcze ktokolwiek w PO zaczął się obawiać takiego monopolu władzy w rękach Kaczyńskiego, bo tu poligonem doświadczalnym był IPN, najbardziej podła instytucja sądowa pomiędzy upadkiem komuny, a jej powrotem pod postacią PiS. Partia rządząca próbuje także przejąć wolne media i prywatne banki oraz broniące się jeszcze niektóre bastiony sądownictwa, próbuje również zamachu na kulturę. Celami ataku siepaczy Kaczyńskiego stają się coraz częściej organizacje pozarządowe (n.p.WOŚP, ECS). Wszystko, co posiada znamiona niezależności, jest dla kaczystów z definicji wrogie i niebezpieczne, jak dla STALINA. Znajdujemy się nad otchłanią i nie można się kłócić, czy pójdziemy w lewo, czy w prawo w momencie, gdy chodzi o to, by minąć czarną dupę totalitaryzmu, bo gdy w nią wpadniemy, znajdziemy się kilka poziomów niżej. I nic nie pomoże, gdy w kieszeni będziesz mieć pełny portfel lub wypasionego smartfona. Nie będą ci musieli ich nawet zabierać, wkrótce pieniądze się skończą, a elektroniczne gadżety przestaną działać.

            Czego bym oczekiwał po partii Biedronia i innych partiach opozycji? Jasnego sygnału dla społeczeństwa: TAK, RÓŻNIMY SIĘ I Z PEWNOŚCIĄ NIE BĘDZIEMY IŚĆ W TĄ SAMĄ STRONĘ, ALE CHCEMY OMINĄĆ OTCHŁAŃ FASZYZMU, KOMUNIZMU I TOTALITARYZMU WYZNANIOWEGO. TO NAS ŁĄCZY. JESTEŚMY OPOZYCJĄ DEMOKRATYCZNĄ! GŁOSUJ NA BLIŻSZYCH SOBIE, ALE NIE SCHODŹ DO CIEMNEJ I GŁĘBOKIEJ DUPY KACZYŃSKIEGO. Panie Robercie, jeśli nie przestanie pan walić w i tak osłabioną opozycję, to znajdzie się pan w tej samej czarnej i głębokiej, co i oni. Nie szukaj pan symetrii tam, gdzie jej nie ma! Zwłaszcza, że póki co, to może pan jedynie pomarzyć o takim poparciu jak PO i tak rozległych strukturach, jakie ma PSL, czy choćby znajdująca się poza Sejmem SLD („Wiosna”, z tego co mi wiadomo, też nie ma przedstawicieli w Sejmie).

 

Akurat- Nowy, lepszy Świat.

 

            Bardzo bym nie chciał, by w Polsce zwyciężyła po raz kolejny narracja, że na postulaty realnego rozdziału Kościoła od Państwa oraz równych praw dla mniejszości religijnych, narodowych, seksualnych jest w Polsce za wcześnie. Fakty są takie, że od ćwierć wieku ateiści są okradani, by z ich podatków finansować związki wyznaniowe, głównie KK i przed każdymi wyborami zawsze łykają te bzdety, że Polska nie jest gotowa. Nie jest gotowa, żeby zakończyć rabunek? NIE KRADNIJ, to zdaje się jest fragment głównego drogowskazu moralnego chrześcijan, jakim jest Dekalog. Nikt nie ma prawa czarować mnie śpiewką, że jako ateista mam dalej dać się wykorzystywać wierzącym. Podobnie jak nikt nie ma prawa dawać przyzwolenia na to, by najbardziej zwyrodniała część Narodu nadal bezkarnie prześladowała mniejszości seksualne. I jeśli stare partie przehandlowały z klerem i faszystami tych wyborców, to niech się walą na ryj- naprawdę jest niezwykle nieroztropnie udawać, że w Polsce nie ma homoseksualistów, bo ostrożne szacunki mówią o 10%. Podobnie pozbawionym przenikliwości jest udawanie, że nie ma niewierzących, bo najostrożniejsze badania mówią o 3%, ale już sumując niezdecydowanych, obojętnych i niewierzących, mamy prawie 20%, przy czym w miastach powyżej 500 tysięcy mieszkańców, odsetek ten podchodzi nawet pod 50% (GUS, rok 2015). Jest miejsce zarówno na „Wiosnę” Biedronia, jak i na jakąś nową, liberalną partię realnie szanującą rozdział Kościoła od Państwa i prawa mniejszości, choć ta druga jeszcze nie powstała. Jej funkcję mogłaby pełnić zmodernizowana PO, gdyby przeprowadzono rewolucję wewnętrzną i pogoniono stronników Grzesia Schetyny i równie marnych stronników Ewę Kopacz, bo stali się zabetonowaną konserwą broniącą obecnego status quo. Na razie jednak mamy to, co mamy. Po stronie sił demokratycznych jest stara opozycja i jest nowa Wiosna, więc wspólnie trzeba ominąć otchłań tyranii żoliborsko- toruńskiej.

 

 

Czy ten kapiszon jest symetryczny, czyli nie jesteś moim przyjacielem, Warren!

            „Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu”. Tym hasłem dość często posługiwaliśmy się podczas nauki na Politechnice Warszawskiej, najczęściej kierując te słowa do koleżanek/kolegów, którzy w teoretycznych wstępach do sprawozdań laboratoryjnych, wybiegali dalece poza materiał potrzebny do opisania doświadczenia. Mogło to bowiem skutkować tym, że prowadzący sugerując się takim sprawozdaniem, zada podczas obrony bogu ducha winnemu studentowi z tej samej grupy pytanie wykraczające poza obowiązujący materiał.

 

            2-go lutego pod siedzibą TVP miał miejsce incydent, po którym dziennikarze TVN stanowczo potępili „ATAK NA DZIENNIKARKĘ”, a Dominika Wielowieyska z Gazety Wyborczej napisała, że zachowanie demonstrantów wobec Magdaleny Ogórek miało cechy linczu, gdy inny dziennikarz GW, Wojciech Czuchnowski pisał w podobnym stylu „Nienawiść to droga do zła. List do Pani Elżbiety Podleśnej”. Zaniepokojony tymi doniesieniami zacząłem szukać informacji, co takiego się stało. Wszak 13- go stycznia polski terrorysta (islamistów działających w podobny sposób media nazywają samotnym wilkami) śmiertelnie ranił prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. I czegóż się dowiedziałem? Otóż protestujący pod TVP krzyczeli „wstyd i hańba”, „kłamczucha” oraz „zatrudnijcie dziennikarzy”, a dodatkowo kładli się na drodze samochodu pani Madzi (to raczej napadali na samych siebie, niż na redaktor Ogórek) i okleili karoserię naklejkami. To ci dopiero NAPAD!!! Nie to, co „POKOJOWE” naruszenie nietykalności cielesnej dziennikarzy TVN, jakie kilkakrotnie miało miejsce na zlotach sekty Rydzyka, czy niemniej „POKOJOWE”, wręcz „PATRIOTYCZNE” obrzucanie kamieniami i butelkami Bartłomieja Graczaka, ówczesnego reportera TV Republika , bo maszerującym w tzw. „Marszu Niepodległości” A.D. 2014 faszystom się zdało, że jest on reporterem TVN. Darli się przy tym „jebać, jebać TVN”, co można odsłuchać na zamieszczonym poniżej krótkim filmie.

            Myślicie, że to koniec? Skądże znowu! Protestujący przeciw łgarstwom redaktor Magdy Ogórek stali się przedmiotem dochodzenia w sprawie napadu na dziennikarkę, a wizerunek protestujących został przez TVP bezprawnie upubliczniony- kurwizja nie zamierza za to przepraszać. Za to jest jedna istotna dla sprawy postać, która nie została objęta śledztwem policji. To Mikołaj Andrzej Janusz, współpracownik TVP, który z przyklejoną brodą dokonywał podczas zdarzenia UBECKIEJ PROWOKACJI krzycząc m.in. „HAŃBA, AGENCI PiSu”, podburzając protestujących. Jak się tłumaczył, zrobił to „PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERIO”. Jak widzimy, metody komunistycznej bezpieki, PiSowscy zbrodniarze mają przyswojone, a PiSowski aparatczyk chętnie wystawi partyjną koleżankę na gniew tłumu, jeśli tylko widzi w tym szansę na propagandowy sukces. Tyle, że to nie przeciw niemu toczy się śledztwo.

            POŻYTECZNI IDIOCI. Tymi słowami określano piewców komunistycznej propagandy na Zachodzie, ludzi którzy nie zdawali sobie sprawy z terroru i skutków wojny domowej, lecz mimo tych braków, lansowali się jako „ROZUMIEJĄCY BOLSZEWIKÓW”- termin powstał jeszcze za czasów Rewolucji Październikowej i ponoć ukuł go sam wódz rewolucji, Włodzimierz Ilicz Lenin. W dzisiejszej Polsce rolę pożytecznych idiotów pełnią SYMETRYŚCI, jestem o tym przekonany, że mało która grupa społeczna tak popchnęła PiS do władzy, jak ci masturbujący się swą własną pseudoobiektywnością i „poczuciem sprawiedliwości” zarozumiali głupcy. Kiedyś byłem stałym czytelnikiem pewnej blogerki, która lansowała się na przyjaciółkę wszystkich. Swoje poglądy nazywała bliskimi PO, ale hołubiła PiSowskich trolli. W pewnym momencie zorientowałem się, że gdy odpłacam pięknym za nadobne atakującym mnie ad personam jej komentatorom, ona włączała się w dyskusję strofując mnie, a robiła to tonem pani nauczycielki przywołującej najgorszego ucznia w klasie do porządku. Wszystko fajnie, ale miała pretensje do mnie, a nie do tych, którzy zaczęli ten sposób rozmowy. Powtarzała, że merytorycznie się ze mną zgadza, ale nie akceptuje sposobu moich wypowiedzi. Gdy na priva pytałem, czy nie widzi kto rozpoczął ataki ad personam, przyznawała mi rację co do tego kto zaczął, lecz twierdziła, że to nie uprawnia mnie do odpłacania tym samym, no i oczywiście nie miała cienia odwagi cywilnej, by choć w tym temacie sprostować swoje uwagi na blogu. Brzydko mówiąc, jechała po mnie i tylko po mnie. Cóż…, jej blog, jej reguły, ale rozbawiła mnie do łez w momencie, gdy postanowiłem zakończyć blogowe kontakty z nią (w sensie wizyty- rewizyty, komentarze), a ona w tym samym czasie napisała u siebie, iż nikt nie jest w stanie mnie z nią skłócić. Po co, pytam się, po co ma ktoś mnie z nią skłócać, skoro stanęła w szeregu ludzi, z którymi nie chcę mieć do czynienia i od tej chwili nie interesują mnie dalsze jej losy, ani wynurzenia. Łapiecie tę zarozumiałość, ten samozachwyt nad własną doskonałością i arcydobrocią symetrysty? Była taka postać w improwizowanym serialu komediowym „Spadkobiercy”, przedstawiana często jako „WARREN, PRZYJACIEL WSZYSTKICH” (Wojciech Tremiszewski). Nie jesteś moim przyjacielem, Warren! Leżysz na półce „A z nimi nie chcę mieć nic wspólnego”. Tak też widzę rolę SYMETRYSTÓW w aktualnej polityce.


            WYBRANE PRZYKŁADY SKUTKÓW DZIAŁAŃ SYMETRYSTÓW:

            W nocy z 18/19 lipca 2017 Jarosław Kaczyński, domniemany szef mafii żoliborsko- toruńskiej, wdarł się „BEZ ŻADNEGO TRYBU” na mównicę sejmową i zaczął lżyć posłów słowami „Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego brata. To wy go zabiliście”, a hańbiący funkcję Marszałka Sejmu, międzypośladkowy Kuchciński, pokornie czekał, aż jego pan skończy. Jednak ta sama karykatura Marszałka Sejmu w dniu 16-go grudnia 2016 wykluczyła Michała Szczerbę z posiedzenia Sejmu za słowa „Panie Marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje”.

SYMETRYCZNIE!

            Andrzej Majdan, działacz KOD pobity i skopany przez faszystów 24 czerwca 2017 po zgromadzeniu KOD (patrz załączone zdjęcie) został przez partyjną prokuraturę Ziobry oskarżony o UDZIAŁ W BÓJCE WZAJEMNEJ!

SYMETRYCZNIE!

            Jerzy Owsiak został pozwany przez wielokrotnie szkalującą WOŚP i Owsiaka Krystynę Pawłowicz (która twierdziła między innymi, że WOŚP finansuje satanistyczny Przystanek Woodstock) za słowa „Niech pani spróbuje seksu. Poczuje pani motyle w brzuchu, poczuje pani rozluźnione plecy. Poczuje pani kwiat we włosach, a przez to i w głowie może się poukładać”. Tak, tak, mowa o tej samej Krystynie Pawłowicz, która po samobójczej śmierci zaszczutego nastolatka, który przez rówieśników był uważany za geja, powiedziała że uczniowie prawidłowo reagowali na nienormalność, a po zamachu na prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, gdy ten walczył w szpitalu o życie, pisała: „Owsiak wzbudza w ludziach wielkie negatywne emocje z powodu skrajnie kontrowersyjnej postawy, szerzenia nienawiści i hejtu, poniżania innych jak też z powodu finansowania z puszek działalności ‚pozamedycznej’, a przy tym swej arogancji, że powinien odejść. Od dawna kompromituje sobą samą ideę, jest zakłamany lżąc Kościół i jednocześnie śląc dzieci pod kościoły po datki. Owsiak musi odejść, bo skłócanie przez niego ludzi, szczucie na innych źle się skończy. Owsiak MUSI odejść. Dla dobra sprawy i bezpieczeństwa. Innych”.

SYMETRYCZNIE!

            W minionym tygodniu za sprawą taśm Kaczyńskiego dowiedzieliśmy się, że prezes pan osobiście odmówił zapłaty za wykonane prace firmie, w której spółka ”Srebrna” złożyła zamówienia na prace przygotowawcze do budowy dwuwieżowego wysokościowca, kpiąco proponując poszkodowanemu pójście na drogę sądową (gdyby ktoś nie załapał, prokuratura jest partyjna, a jej szefem jest niewolnik Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro). Jednocześnie CBA, będące również partyjną przybudówką PiS (szefem jest mierny, ale wierny partyjniok PiS, Ernest Bejda, który nawet do Sejmu nie potrafił się z list PiS dostać) odmówiła kontroli oświadczenia majątkowego Jarosława Kaczyńskiego, równie wątpliwe jest, by prokuratura zajęła się sprawą przekroczenia uprawnień posła w celu odniesienia korzyści majątkowej, ni sprawami powoływania się na wpływy, płatnej protekcji, podżegania do przestępstwa sądowego. Wszyscy pamiętają zegarek Nowaka?!

SYMETRYCZNIE!

            Chciałoby się rzec za Tuwimem: „Ech…, całujcie wy mnie wszyscy w dupę”. Dodam tylko, że SYMETRYCZNIE!

            I właśnie w takich kategoriach postrzegam partię Biedronia. Nie, nie uważam że nie ma dla niej miejsca. Wręcz przeciwnie, mam nadzieję że stanie się ona zaczątkiem jakiejś nowoczesnej lewicy i jeśli założyciel czuje, że ma dla Polski dobrą propozycję, to niech działa. Tyle, że aktualna forma, którą przyjął Biedroń wygląda tak, jak moja historyjka z byłą znajomą blogerką- on niby jest przeciw konserwie, niby program Wiosny ma być antidotum na konserwatywny, narodowy socjalizm proponowany przez PiS, ale działa biedroniowej propagandy walą prosto w PO i tylko w PO.

Symetrycznie!