Siusiu, paciorek i spać!

            To nie była jakaś lipna ankieta, ani nawet badanie opinii publicznej na reprezentatywnej grupie obywateli. Nie była to także zwykła praca naukowa w rodzaju pracy dyplomowej, bądź doktorskiej. To były ośmioletnie badania przeprowadzone w 106 krajach przez Pew Research Center. Przedmiot badań? Religijność obywateli w dwóch grupach wiekowych: pierwsza- do lat czterdziestu, druga- powyżej, przy czym badacze przyjęli ciekawe założenie, by badać jedynie osoby pełnoletnie. Dzięki temu zminimalizowali błąd manipulacji- jeżeli wysilimy pamięć, każdy z nas przypomni sobie nieletnich, którzy udawali religijność po to jedynie, by nie narazić się na szykany ze strony konserwatywnych i represyjnych rodziców, przy okazji uzyskując u nich finansowanie wyjazdów z rówieśnikami na pielgrzymki, czy innych form aktywności młodzieży „religijnej”. Wiem coś o tym, bo sam przez cały ogólniak praktykowałem udawanie, choć nie byłem aż tak zdesperowany, by dla lepszego efektu marnować wakacje na pielgrzymkę. Nie chodzi tylko o czas, lecz także o to, że czułbym się jak ostatni błazen, gdybym przyłączał się do różnych form grupowego „uwielbienia”. Dorośli nie muszą udawać przed rodzicami, bo to już nie ten rodzaj wpływu.

 

 

            Dość tego wstępu, przejdźmy do co ciekawszych wyników. Okazało się (dlaczego mnie to nie zaskakuje?), że tylko 14% młodych Polaków (18- 40 lat) modli się codziennie, choć 26% deklaruje coniedzielne uczestnictwo we mszy (świętej?). Pomijając fakt, że odsetek modlących się młodych jest żałośnie niski, takie zestawienie sugeruje pewną żenującą cechę- fasadowość „wiary” młodych Polaków. W kościele ich widać, więc chodzą. Modlitwy domowej nikt nie kontroluje, więc mają ją głęboko tam, gdzie i ja ją równie głęboko posiadam z tym, że ja jestem zdeklarowanym ateistą, a oni ponoć wierzą (chyba w sąsiedzkie plotki, ale wierzą).

 

 

 

            Kolejne ciekawostki: Różnica między odsetkiem modlących się codziennie starszych i młodszych, to 25%, a uczęszczających na niedzielną mszę starszych i młodszych- 29%, okazuje się więc, że starsi Polacy również wolą pokazać się znajomym w kościele, niż się modlić „w sercu” (nie każdy pamięta, że serce, to pompa i niewiele ma wspólnego z myślami i uczuciami, stąd ten dziwaczny zwrot). Jak ja lubię tę krainę cebuli i buraka cukrowego! A gdyby zapytać Polaka, czego najbardziej nie lubi, odpowie „OBŁUDY i ZAKŁAMANIA”! Jak oni muszą nie lubić siebie- i wcale nie mówię tego ironicznie!

 

 

 

            Oczywiście różnice między religijnością starszych i młodszych pokazują spadek roli wiary w życiu nowych pokoleń, ale to wszystko jest opisane w artykule Wyborczej, który można poczytać klikając tu- w ten akapit (pod warunkiem, że nie wykorzystaliście bezpłatnego limitu miesięcznego, bądź jak ja, macie prenumeratę).

 

 

 

            Jeszcze ciekawsze są wyniki ankiety przeprowadzonej przez abpa Rysia wśród kilku tysięcy łódzkich maturzystów, lansowanych na „Pokolenie JPII”, przeszli oni wzmożoną indoktrynację wraz z cyklem „nauki religii” (niezły oksymoron) w szkole.

 

 

-11% deklarowało się jako niewierzący,

-10% deklarowało się jako głęboko wierzący- mocno zaangażowani w życie Kościoła,

-38% „wierzy na swój sposób” (czyli uważa kler i jego interpretacje za zbędne).

-78% nie szuka wartości duchowych w religii (a jak szukać, skoro pan ksiądz powie ci lepiej, co dla Ciebie dobre, a co złe i czego od Ciebie chce niejaki „Bogu”).

-74% uważa Wielkanoc i Boże Narodzenie przede wszystkim za święta rodzinne, jedynie 38% uważa je za święta religijne.

-6,7% zaledwie maturzystów za niedopuszczalny uznało seks przed ślubem,

-6,0% (równie mało) jest przeciw antykoncepcji (gryzie ona, czy co…???),

-3,7% (jeszcze mniej) jest przeciw wspólnemu mieszkaniu przed małżeństwem (czyli 3% uważa, że można razem mieszkać, byle się nie ciupciać, ale jak to uczynić, gdy hormony grają).

 

 

„Nasrało mi”, czyli efekt uboczny pomnikomanii.

 

            Czyżby efekt represyjnego wychowania pod umownym tytułem: Siusiu, paciorek i spać?! A może społeczeństwo zaczęło traktować duchownych jak partię polityczną, bo po 50 latach przerwy na komunę coraz jawniej pełnią taką właśnie rolę??? Zamiast komentarza, zdjęcie zrobione przeze mnie pod bazyliką i sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy. Nadałem mu roboczy tytuł „NASRAŁO MI”. Czyż nie byłaby to zarazem piękna nazwa dla inicjatywy w mediach społecznościowych, polegającej na robieniu fotek wszelkim zafajdanym pomnikom i umieszczaniu ich na swoich profilach? Jak to ujął karczmarz w przygodach Szwejka…??? Obraz Jaśnie Pana kazałem zdjąć, bo go muchy obsrywały…???

 

 

 

Reklamy

Jaki Achilles, taka pięta!

            Gwoli wyjaśnienia: Część czytelników znając mnie, gotowa jest pomyśleć, że w tytule zawarłem aluzję do posłów Pięty i Kaczyńskiego. Czy ja wiem…??? Początkowo tak miało być, ale chyba nie o to mi chodzi w felietonie.

            Wiecie, co mnie bulwersuje w nieco już przerobionej sprawie posła Pięty? Reakcja społeczna! „Biedna, oszukana kobieta” (i mało kto, ma tu na myśli małżonkę posła), „biedny, wystawiony poseł”. Aj- waj, normalnie! Nie od dziś znamy różne rodzaje prostytucji, mamy kupujących, mamy sprzedawców, mamy wykonawców usług…- sami ponoszą konsekwencje swoich decyzji, myślałby kto, że Polacy tacy są cnotliwi (aż się chyba przejdę pod jakąś dyskotekę, czy dancing, by sprawdzić, czy coś się zmieniło od czasów mych szczenięcych). Na świecie też nie jest inaczej. Za zespołami muzycznymi jeżdżą groupies, gotowe na wszelkie numerki świata, solo i grupowo, za sportowcami jeżdżą króliczki, równie gotowe na wszystko. Przy polskiej polityce była kiedyś jedna taka słynąca z kolekcji napalonych kretynów- podawała się za Anastazję Potocką, arystokratkę. Były też mniej słynne, jak kochanka smoleńskiego denata, Kurtyki, niejaka Hejke, jeszcze mniej znane asystentki prezesa Kurwizji, szarmanckiego Jacka, pani rozKraczyńska takoż służy przykładem polityczno- biznesowego lokowania uczuć, ale cóż mnie to może obchodzić…! Jest tylko jeden wyjątek…- zaczyna się on w momencie, gdy prostytutki za usługi płacone mają państwowymi posadkami.

            Chodzi o to, że poseł Pięta chciał zapłacić swej nałożnicy za ciupcianie posadą w Orlenie- spółce Skarbu Państwa znanej z ponadprzeciętnych wynagrodzeń. To jest przekręt! Nie pierwszy i nie ostatni w PiS. Sam prezes pan spłaca pożyczkę swej znajomej, Jadźce Goss, dając jej pracę w radzie nadzorczej PGE! PiS spłaca propagandę Rydzyka i kleru hojnymi dotacjami i zleceniami, spłaca też Karnowskich reklamami państwowych spółek, płacił działaczce antyaborcyjnej, Kai Godek ciepłą posadką w w radzie nadzorczej firmy produkującej komponenty do układów wysokoprężnych, Elbanowskich PiS spłaciło grantem i rolą „ekspertów” MEN. Pełzający skok na Państwo i jego kasę, zaczynał się od instytucji pozornie nie mających kontaktu z wielką finansjerą i polityką. Jak sąd, to jakiś IPN kilkumilionowym zaledwie budżetem, jak finanse, to jakieś tam SKOK, do tego takie śmiesznotki, jak Nowak ze swoim Komitetem Walki z Sektami, jak radykalni katolicy z kół RM, czy Ruchu Odnowy w Duchu Św. i temu podobnym jednostkom wyglądającym jak koloryt raczej, niż realna siła. Słabi się wydawali, gdy rozsiewali paranoiczne pomówienia, bo zasięg był pozornie niewielki. Tyle, że tych słabych było tak dużo, że połączone efekty propagandy dały PiS wygraną. Tymczasem nasze społeczeństwo nadal udaje, że jak coś nazwie się „patriotyczne”, bądź działa przy kościele, to znaczy, że uczciwe. Gdyby tylko udawało, ale przecież ktoś ten syf finansuje i nie są to biskupy, a trzoda raczej i jej ofiary mające nieszczęście być współrodakami o innym światopogladzie.

            A Pięta? To nadęty burak liczący na bezkarność. Głuptak nie zdający sobie sprawy z tego, jak brzmi w kontekście zdrady małżeńskiej zwrot „przed zatrudnieniem w Orlen sprawdzałem jej (kochanki) kwalifikacje”. Ale czy jest on głupszy od Macierewicza i jego awansowanych chłoptasiów o twarzach niewinnych kujonów? Specyficzna to była przecież fascynacja, tak niezdrowo pobudzająca Antoniego Smoleńskiego! I jeśli już miałbym się czego czepić, to tego, ze zarówno Macierewicz z chłopcami, jak i Pięta z panienką, to jawne, rażące swą głupotą w oczy pajace! No gdzież romansować z groupie, która jeździła autobusem PiS, bez żenady szukając kontaktu fizycznego z narodowo- socjalistycznymi politykami (konkretnie jeździła Dudabusem), gdzież faworyzować chłoptasia bujającego się po dyskotekach i „załatwiającego” przygodnym znajomym „pracę”.

            Nie Pięta jednak jest piętą achillesową, lecz suweren go wybierający. Nie Kaczyński, nie PiS nawet jest Achillesem, a Polska. Nastały czasy wstydu i żenady, obciachu międzynarodowego i lokalnego. A obciach potrafi się przylepić na długie lata, że wspomnę Chruszczowa walącego butem w blat, czy Clintona co to obciągu biurowego z seksem nie łączył, a i trawę tak palił, że się nie zaciągał. Najgorsze nadchodzi wtedy, gdy jakieś gówno przylepi się do całego Narodu. Tego się boję najbardziej! Pięta, kolano…, a jak rzyć?

 

 

Król jest nagi, czyli rozmyślania po Dniu Dziecka.

            Król jest nagi- krzyknęło dziecko z baśni Hansa Christiana Andersena na widok zarozumiałego króla przekonanego przez oszustów, że ma na sobie szaty z tak delikatnego i wspaniałego materiału, że tylko głupcy nie potrafią go dostrzec. Mimo tego, że po okrzyku dziecka, w tłumie rozlegał się rechot rozbawionych widokiem królewskiej dupy gapiów, władca zdecydował o kontynuacji maskarady, bo bardziej niż świecenia tyłkiem bał się przyznać do tego, jakiego idiotę z siebie dał zrobić hochsztaplerom.

            Król jest nagi- komisja specjalnej troski Macierewicza nie znalazła cienia dowodu na zamach, nie sprowadziła też wraku, lecz podobnie jak król, kontynuuje marsz gołodupców udając, że nosi niewidzialne dla głupców szaty.

 

            Król jest nagi- teoretyczny Marszałek Sejmu, Marek Kuchciński vel Członek, vel Pamela (ksywy z czasów, gdy ćpał jako hippis) przestraszył się dziecięcego głosu i nie dopuścił do obrad Sejmu Dziecięcego. Jak na niedouka, tchórza i międzypośladkowego prezesa pana przystało, teoretyczna głowa Sejmu miała za mało wyobraźni, by przewidzieć, że Sejm Dziecięcy zbierze się gdzie indziej, a obciach dla niego i jego tchórzliwej partii będzie nieporównywalnie większy. Dzieci wypowiedziały się na innym terenie, a muszę przyznać, że znalazły się w dużo bardziej szacownym od Sejmu miejscu- na Uniwersytecie Warszawskim i po raz pierwszy możemy powiedzieć, że obradował Parlament Dziecięcy na uchodźstwie. Na UW młodzież mówiła o demokracji, wykluczeniu społecznym, wyobcowaniu społecznym i wartościach humanitarnych. Nie dziw zatem, że „Członek” miał pełne pory- jak by się wytłumaczył przed przenajświętszą dziewicą żoliborską. Ciekawe, czy gdy Kuchciński tak się zeszmaci, to wraca do domu i patrzy w oczy rodzinie, czy też raczej nocuje w hotelu sejmowym.

            Król jest nagi- PiS znalazło kolejne środki na przekupowanie elektoratu żywą gotówką- tym razem 300 złotych na wyprawki do szkoły, a protestujących niepełnosprawnych zbyto propozycją bonów na pampersy, a później na rozkaz skompromitowanego Kuchcinskiego vel Członka najpierw pozbawiło możliwości spacerów, dostępu do windy, potem pryszniców (dla porównania- kryminaliści mają spacerniak i prysznic).

            Król jest nagi- Chcesz wiedzieć, jak Macierewicz donosił na kolegów z opozycji. Kliknij tu w ten akapit, by poczytać o książce mającej ukazać się 6 go czerwca 2018 (Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana. Wydawnictwo „Znak”). Jak długo można udawać, że to nie człowiek Moskwy? Przecież to człowiek, który swymi pomówieniami o agenturalizm podważał wiarygodność Polski w NATO, niszczył opozycjonistów postsolidarnościowych, który personalnie odpowiada za śmierć polskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie na skutek zdemaskowania kontaktów wywiadowczych poprzez upublicznienie raportu o agentach WSI, człowiek który zastopował zaopatrzenie armii w nowoczesne uzbrojenie (ŻADEN z kontraktów na uzbrojenie armii nie doszedł do skutku), który zapewnił trwonienie pieniędzy armii na tzw. „obronę terytorialną”, która może co najwyżej prowadzić wojnę domową przeciw cywilom. Zapytacie „jak to możliwe, że nikt go nie prześwietlił”? A kto w państwie wasalnym wobec Watykanu odważył się prześwietlać ludzi kleru? Pomimo 10 tysięcy księży zarejestrowanych jako TW (tajny współpracownik bezpieki).

 

            Król jest nagi- podczas mszy w Pułtusku ksiądz spoliczkował dziesięcioletniego chłopca, który wyjął z ust opłatek podczas komunii. Co gorsza, tylko część parafian jest oburzonych, bo reszta tępych buraków uważa, że kapłan miał prawo „skarcić” dzieci. Mam nadzieję, że gdy będą starzy i niedołężni, ich dzieci będą ich odpowiednio karcić. Najpierw małoletni poddawani są indoktrynacji, a katolicka społeczność pali głupa twierdząc, że wiek 2-3 klasy szkoły podstawowej, to świetny czas dla zrozumienia istoty sakramentu, a potem jakiś zwyrodniały bydlak rzuca się na chłopca, który dobrze widzi, że dostał do ust wafla, więc wyciąga go, chcąc sprawdzić, gdzie jest to „ciało Chrystusa”. Król jest nagi, a wafel to wafel, co sprawdziło niewinne dziecko i od razu padło ofiarą agresji tego, co wmawia, iż to ciało denata sprzed ok. 2000 lat. Król jest nagi! Maszerujcie dalej, podziwiajcie piękno i delikatność materiału, z którego utkane są królewskie szaty. Spójrzcie tylko, jaki wzór, jaki deseń, a jaka faktura! Niech giermek podtrzymuje królewskie poły, a goła królewska dupa niech przyświeca temu Narodowi w miejsce kaganka oświaty. Niech się rozsmakowuje w tej cudownej przemianie „przyjęcia Chrystusa do serca”, zapomnijcie na tę chwilę, że od jakiegoś czasu wiemy, że serce to tylko pompa, że uczucia mieszczą się w mózgu, zapomnijcie, że jeśli coś zjemy, to i wysramy produkty przemiany materii i najważniejsze: Bądźmy gotowi rzucić się z pięściami na każdego gówniarza, któremu coś w tych czarach z mąki pszennej nie pasuje!!!

            Król jest nagi- „Ja nie odmawiam żadnych modlitw i nie chodzę do żadnego kościoła, ale widzę, że trwa atak na Dekalog ze strony wiernych. Najważniejsze przykazania i przesłania chrześcijaństwa stają się niemodne. ‚Kochaj bliźniego, jak siebie samego’- kogo to dzisiaj obchodzi?”, mówił w jednym z ostatnich wywiadów zmarły wczoraj Robert Brylewski. Więc jednak nie tylko ja na swoim blogu miałem podobne przemyślenia. Wiecie…, jak widzę ten „rozmodlony rząd i prezydenta”, faszystów na Jasnej Górze, piekielnice z pielgrzymek RM rzucające się z pięściami na dziennikarzy, to myślę sobie: Jak słodko zostać świrem! Jak dobrze być idiotą, który odcina się od tej inteligencji z kruchty rodem i zauważa, że współczesny katolik zamiast Dekalogu przestrzega przykazań kościelnych (i to w nowej wersji- z obowiązkowym rzucaniem na tacę, jako istotną nowością), a jeżeli już zna jakiś dłuższy tekst, to katechizm, a nie Biblię, czy też choćby jej fragmenty, byle inne od czytanych w kościele.

 

            Król jest nagi- Okazuje się, że najbardziej niemoralni są ci najgorliwiej moralność deklarujący, że przypomnę osobiście wyświęconego przez Wojtyłę na kapłana, a później biskupa- pedofila Wesołowskiego. Ale przecież kotlet to odgrzewany, a dziś na topie jest świętojebliwy poseł Pięta, który nie dość, że zdradzał małżonkę z ex- modelką, próbującą dupą załatwić sobie ciepłą posadkę w polityce, to jeszcze próbował dać tej kurewce stołek w spółce Skarbu Państwa. Panienka poznana na miesięcznicy kleiła się nie tylko do niego, bo startowała i do teoretycznego prezydenta (ach, któż nie pamięta jego zażyłości sieciowej z Leśnym Ruchadełkiem), i do samego prezesa pana, ale ostatecznie zawładnęła kutasem świętego Pięty, o którym PiSowski elektorat mówi, że winnymi jego zdrady małżeńskiej są Niemcy.

            Król jest nagi- Pułkownik Robert O. żołnierz Macierewicza, mianowany przez niego mimo rangi zaledwie pułkownika na szefa sztabu Wielonarodowej Dywizji Północ- Wschód w Elblągu, został przez niego samego zdjęty w lipcu ubiegłego roku. No, nie miał Macierewicz wyjścia, jego człowiek został przyłapany składaniu propozycji obcowania płciowego nieletniej- umówił się za pośrednictwem internetu z rzekomą czternastolatką, która okazała się policyjną prowokacją. Hmmm…, ówcześni ludzie Błaszczaka, następcy Macierewicza w MON to uczynili!

            Król jest nagi- Unia Europejska obcięła Polsce fundusze o całych 20%, choć na oficjalne sankcje finansowe nie ma jeszcze możliwości prawnych, procedury są dopiero w ruchu. Państwo Polskie zostało tak zmarginalizowane, że nikt się z nami nie konsultuje ani w sprawie przyjęcia nowych członków, ani w sprawach polityki gospodarczej UE. Podczas rzekomego wstawania z kolan Polska PiSowska trafiła wprost do ciemnej dupy. Tymczasem teoretyczny Prezydent Polski tańczy w Lednicy lub widuje się z amerykańskimi burmistrzami- do tak żenującego poziomu spadła ranga Polski.

 

            Król jest nagi- Unia Europejska nie dała złotówki na noszącą znamiona manii wielkości inwestycję w Baranowie. Podatniku, siusiak z Tobą, prezes pan chce wszystkie porty lotnicze nie noszące imienia swego brata doprowadzić do bankructwa, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, jak chciałby Centralny Port Lotniczy nazwać. Będziesz latać z Baranowa i już, choćby jedyny pociąg i autobus z Twojego miasta miał jeździć do Baranowa, choćby wszyscy pracownicy zatrudnieni w portach lotniczych musieli się przeprowadzić do gminy Baranów lub zająć się wikliniarstwem, ręcznym zwijaniem sprężyn lub czym tam najlepiej potrafią. Podejrzewam, że ciekawi Was uzasadnienie odmowy dofinansowania. A jaki szaleniec dawałby kasę na coś, co sprawi że unijne dofinansowania mniejszych polskich lotnisk zostaną zmarnowane? No i dlaczego mający nieco więcej niż Polska do powiedzenia Niemcy, mieliby finansować coś, co postawi pod znakiem zapytania opłacalność budowanego w ich stolicy lotniska Berlin Brandenburg. A w Baranowie lotniska nie chcą. A takie ono ładne! Jakie piękne, delikatne szaty, jedynie głupiec nie widzi tego materiału!!! Jednak słodko zostać świrem!

            Król jest nagi- Polska, a właściwie Wolska, jest sądzona przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdyż adwokat jednego z polskich przestępców poddał w wątpliwość przeprowadzenie przez uzależnione od łamiących Konstytucję polityków PiS sady. Tym samym, Polska została postawiona w jednym szeregu z Koreą Północną, do której również żaden cywilizowany kraj nie dokona ekstradycji przestępców. PiS doprowadziło do sytuacji, w której byle diler narkotyków może unikać osądzenia w Polsce, powołując się na brak samorządności. Ponieważ Europie tak znowu nie zależy na imporcie polskich przestępców, myślę ich bez żalu oddadzą, ale dopiero po poniżającym procesie.

            Król jest nagi- najdłużej hospitalizowane kolano świata znajduje się w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i należy do samego prezesa pana. Gdyby go pozbawić windy, odciąć od prysznica, zabronić wyjść na spacer- od razu by wrócił do domu, jak protestujący niepełnosprawni z Sejmu.

 

 

Czy mały Marek wróci do Polski i gdzie go mogą ucałować ksenofobiczni koledzy z kraju ojca jego.

            Marek (*) ma 5 lat. Jest zdrowym, niesamowicie sprawnym, inteligentnym dzieckiem. Najchętniej porozumiewa się po angielsku, lecz rozumie też po polsku i po litewsku, a gdy jest zmuszony, to wypowie się i w tych językach. Jego ojciec jest Polakiem, mama Litwinką, a mieszka w Irlandii, w ślicznym domu kupionym dzięki pracy i rozważnej gospodarce finansowej rodziców.

            Wraz z bratem Tomkiem, uwielbiają się bawić z dwoma litewskimi rówieśniczkami, domowe podwórko zamienia się wtedy w istny poligon kreatywności z wykorzystaniem dostępnych zabawek, a jednocześnie spełnia funkcję szkółki akrobatyczno- sportowej, gdzie dzieci popisują się przed sobą swoimi umiejętnościami.

            Największym przyjacielem Marka jest czarnoskóry chłopiec o imieniu Matty, który wraz z mamą- rodowitą Nigeryjką, są u nich częstymi gośćmi. Podobnie jak Angela, trzyletnia córeczka Chinki z samego Szanghaju i Irlandczyka z Dublina oraz Janek, syn emigrantów z Polski.

            Marek na większości zajęć lekcyjnych siedzi w jednej ławce z Laurą (tak, tak, tu pięciolatki chodzą do szkoły i nikt nie robi z tego powodu histerii, jak w nie tak znowu odległej Polsce). Dumni rodzice pokazują wszystkim swoim znajomym list- laurkę, jaki otrzymał od dziewczynki na Boże Narodzenie. Odręczna praca zawierała podziękowania za życzliwość i zrozumienie, jaką Marek wykazuje pomagając koleżance różniącej się tym od innych dzieci, że ma zespół Downa. Laura również u nich bywa, choć ze względu na chorobę, nie tak często jak pozostali znajomi- wymaga bowiem stałego nadzoru rodziców.

            Tymczasem w jednej z mazowieckich szkół, w pewnym Grajdołkowie, którego prawdziwą nazwę litościwie pominę, miało niedawno miejsce wydarzenie, które opisuje ten zrzut:

            Nie przeszkodziło to instytucji państwowej, jaką jest Muzeum II Wojny Światowej zamieścić na swoim profilu internetowym z dupy wziętej sentencji „Świat byłby lepszy, gdyby ludzie z innych krajów byli bardziej podobni do Polaków”. Pytanie „o których Polaków chodzi”, bo zauważyłem, że chwalić za granicą, to się możemy, ale tymi Polakami, których tzw. „prawdziwe Polaki” nienawidzą i zwalczają na każdym kroku.

            Jak myślicie, co Marek pomyśli sobie o Polsce, Polakach i ewentualnej możliwości powrotu „na łono Ojczyzny”, gdy dorośnie i będzie miał swoje dzieci, i to on będzie się zastanawiał nad wyborem miejsca, w którym by chciał, by się wychowywały i wchodziły w dorosłość- zwłaszcza, jeżeli będzie mu dane porozmawiać z podobną do wspomnianej Radzie Rodziców, zwłaszcza gdy obejrzy owoce ich „trudu wychowawczego” w postaci młodych, tchórzliwych rasistów i ksenofobów oraz samolubnych cipciaków płci obojga, nazywających protestujące osoby niepełnosprawne „awanturnikami” (patrz Wiadomości TVP Kurwizja). Korzystając z okazji, ze specjalną dedykacją dla Plugawego Krystyna, „Woman with the dirty feet”, Acid Drinkers, jeszcze z Litzą.

 

            Ojciec Marka nie ma na ten przykład najmniejszych wątpliwości, że dobrze zrobił opuszczając Polskę. Podobnie jak ja, zresztą nie tylko to nas łączy, bo żyje on również w związku niesakramentalnym (nie przejawia entuzjazmu dla tzw. „dziedzictwa JPII”), nie pije, nie pali, nie zażywa innych narkotyków, pracuje, uczy się, kocha swoją partnerkę. Często razem chodzimy po górach i wymieniamy się linkami do ciekawych filmów dokumentalnych. Ani ja, ani on nie planujemy kupna „odzieży patriotycznej”. Nie to, co „prawdziwe Polaki”!!!

Za to chętnie założę taką koszulkę 🙂

            (*) Wszystkie imiona zostały zmienione. Wszystkie zdarzenia- z różnorodnością narodowości włącznie- są faktami, co oznacza, że są zgodne z prawdą, a nie wykładnią jedynie słusznej ideologii.

 

 

 

To nadal ten sam obciach, Cebulaku!

Rozumiem, naprawdę rozumiem, gdy ktoś odmawia udzielenia pomocy. Nie ma obowiązku, można nie mieć czasu, środków, nie mieć wiary w skuteczność pomocy. Można też chcieć zadbać w pierwszym rzędzie os siebie. Można- i ja to rozumiem. Są jednak granice! Za cholerę nie jestem w stanie wytłumaczyć, jak można być takim uosobieniem obciachu, by poświęcać swój własny czas, środki, wizerunek, by uniemożliwiać innym niesienie pomocy. Ja wiem, że taka teoretyczna premier Szydło dawno temu dała zrobić z siebie szmatę partyjnym kolegom, że taki Jaki nigdy nie był synonimem honoru, ale żeby z taką gorliwością próbować przeszkodzić WOŚP w ratowaniu zdrowia i życia dzieci, żeby z taką goebbelsowską cierpliwością powtarzać tyle razy obalane łgarstwa- i to całkiem bezinteresownie, tak z czystej, narodowej zawiści, to już naprawdę siara! Nisko upadła Polska, skoro posłowie zniżają się do poziomu Matki Kurki. Swoją drogą, ten ostatni, to ma dopiero zryty beret! Gdybym był lekarzem i to do mnie by trafiła taka Becia Szydło, czy Paddy Jaki, czy (o zgrozo!) Matka Kurka, nie omieszkałbym przypomnieć, że leczę ich jedynie dlatego, że nie jestem taką kanalią jak oni, ale głęboko wierzę, że jeśli jest piekło, to właśnie dla nich, (nomen- omen) jakich- takich. Tak, tak…, pamiętam że Matka Kurka się odgrażał, żeby go nie leczyć sprzętem zakupionym przez WOŚP. To niech przyniesie swój albo nie zawraca dupy!

            Pamiętam czasy, gdy w Europie krążył stereotyp Polaka- złodzieja i pijaka. Dziś powstaje nowy: Polaka- zawistnika i zdrajcy. My o tym wiedzieliśmy wcześniej, wszak jak inaczej byśmy wymyślili dowcip o Polaku, który prosił złotą rybkę, by mu jedno jajo uschło, gdyż wiedział, że Niemcowi i Francuzowi rybka wszystko, czego on sobie zażyczy, spełni podwójnie. Jednak narodowo- socjalistyczna partia Kaczyńskiego dba nie tylko o to, byśmy o tym pamiętali, ale i o to, by poznała nas z tej strony cała Europa.

             A propos narodowego socjalizmu: Bycie rasistą, faszystą, homofobem- to również obciach, bez względu na to, ilu członków partii rządzącej jest jednocześnie nazistami i ile razy przyjmie ich Jasna Góra. Trzeba być naprawdę ciężką łajzą, żeby uważać iż przynależność do określonego Narodu (n.p. bycie Polakiem, Niemcem, Rosjaninem) jest równoważna z byciem lepszym od innych ludzi. A już wyjątkowym zbokiem trzeba być, by prześladować innych za narodowość. Ponieważ chichot historii jest znanym faktem nie od dziś, wspomnę tylko dwóch przedwojennych antysemitów zgładzonych przez innych im współczesnych antysemitów: Maksymilian Maria Kolbe, zamordowany w obozie w Oświęcimiu ksiądz oraz Kazimierz Kowalski- zabity w ulicznej egzekucji w Zgierzu polityk SN. Zabiła ich głoszona przez nich samych nienawiść. Wróciło?! Wróciło! Zyg, zyg, zyg, marchewka! I jaki z tego morał? Jakaś nauczka oprócz tego, że udajemy iż nie wiemy o ich przedwojennych wystąpieniach i publikacjach? A dziś? Nadal będziemy udawać, że w Polsce nie ma nazizmu, bo mnisi jasnogórscy organizują nazistowskie parady łysym, a władza wykorzystuje ONR i inne faszyzujące grupy do swych ciemnych zagrywek przeciw opozycji? Nie ma nic gorszego, niż permanentna zgoda na jawny obciach, bo gdy padnie granica wstydu, to następną granicą jest śmierć. Dobrze to było widać na przykładzie III Rzeszy! Szli w zaparte do końca!

Czasem mi się wydaje, że dla niektórych bałwanów faszyzm nie jest faszyzmem, jeśli to Polak go wyznaje? A pan Bosak z panem Winnickim  twierdzą, że reportaż TVN, to manipulacja! Ta łoj, wzruszyłem się!

Przy okazji: Naprawdę wierzycie, że po śmierci osądzi nas wszystkich Żyd- Jezus z Nazaretu, syn Żydówki Maryi?

 

Opowieść wigilijna po dobrej zmianie.

Spokojnych, pełnych miłości, uczciwości

i wewnętrznego ciepła świąt Bożego Narodzenia

życzy wszystkim czytelnikom autor.

Spoglądając na wyobrażenia wspominanego w te dni Infanta, pamiętam jednocześnie o tym, że był obrzezanym Żydem, synem Marii i Józefa, uchodźców z Palestyny, którzy znaleźli schronienie w Egipcie.

„Christmas Song”- kliknij tu, by odsłuchać.

Mieli szczęście, że nie szukali azylu we współczesnej Polsce, bo zamieszkuje ją tchórzliwe wolskie plemię chciwych trzęsiogonów i patologicznych antysemitów, którzy odmawiają pomocy uchodźcom, śpiewając jednocześnie ze szczerym oburzeniem w sercu i łzą hipokryty w oku „nie było miejsca dla Ciebie, nie było w żadnej gospodzie”. W czasach Jezusa drogi faktycznie pełne były rabusiów i rzezimieszków mordujących za wdowi grosz bez zmrużenia oka, rzeczywiście strach było przyjmować obcych, na noc zamykano bramy miast, ale gorliwy wyznawca wolskiej sekty jest oburzony nieczułością przodków- bynajmniej nie swoją. Sam zaś żyjąc w kraju, gdzie w Boże Narodzenie najczęstszymi pacjentami pogotowia ratunkowego są narzekające na swą biedę ofiary własnego opilstwa i obżarstwa, wystawia wigilijny talerzyk dla samotnego wędrowca- z góry zakładając, że żaden łazęga tu nie zagości. Taka gmina!

„Coś jakby kolęda”- kliknij tu, by odsłuchać.

Opowieść wigilijna po reformach dobrej zmiany.

Prezes Pan przygotowywał się do snu. Wieczorną toaletę zastąpił przygotowaniem zaskakującego, szczerego i spontanicznego wywiadu dla Gazety Polskiej, po czym wskoczył szybciutko w piżamkę „Justin Bieber” i poszedł lulu, jak zwykł to w myślach określać. Był nowoczesny, przestarzałą szlafmycę zastąpił modną czapką z daszkiem. Uchylił piżamkę, żeby było widać śliczny, zmywalny tatuaż „ŻOŁNIERZE WYKLĘCI, zdobiący jego lewą pierś. Ledwo zdążył zasnąć, gdy go obudził wściekle bijący zegar sąsiada. (Nie no, kurwa, on nie miał sąsiada. Przecież sąsiednią posesję wykupił za partyjne pieniądze na „Instytut Lecha Kaczyńskiego”.) Była północ. Zdało mu się, że widzi jakąś upiorną postać.

            -Ki czort?!-  pomyślał.

            -Jaki znowu czort?!- rzekła postać.

            -Woland?- spytał święty Jarosław.

            -Jaki znowu Woland? Spokojnie, na niego przyjdzie czas, najpierw ja.

            -Jakim prawem…- nie skończył, gdyż koścista ręka walnęła go w nos.

            -Nie rzucaj się, leszczu! Ja bez żadnego trybu!

            -Wyglądasz, jak śmierć- rzekł Jarek płaczliwie.

            -Ciepło…, ciepło…

            -Ale to, oczywiście pomyłka?

            -Pomyłka to była, jak cię robili.

            -Buuuuu…., jestem taki piękny, taki młody….

            -Ktoś ci pierdół naopowiadał! Podobno twierdziłeś, że szukasz prawdy. Gratuluję! Jesteś coraz bliżej tej najważniejszej i ostatecznej!

            -Ale to wszystko układa się w całość… Niemcy…, opozycja…, spisek…, sądy…, media…- tu przerwał, gdyż koścista ręka wymierzyła mu policzek– Jo-joooo…., ratunkuuu!- koścista ręka dała mu w ryj- Maaa-riuuusz!- znowu w ryj- Kryyy-styyyn- w ryj- To co ja mam robić?

            -Nasrać i podrobić!- wyjaśniła szczegółowo postać, a Jarek się schował pod kołdrę- Poczekam- rzekła śmierć.

            -Nie, nie…, nie trzeba…

            -Trzeba, kurwa, trzeba.

            -Ale ja zamknąłem oczy i zatkałem uszy…

            -Mam to w dupie- odrzekła kostucha, choć święty tego nie mógł słyszeć. Mijały długie godziny, a Jarosław widział ciemność. Zdało mu się, że słyszy pianie koguta. Zbudził się zlany potem…

„What child is this”- kliknij tu, by odsłuchać.

            Zaraz, zaraz, niewyraźnie napisałem w tym rękopisie, że też jestem taki staroświecki, jakbym nie mógł tego strzelić na komputerze, zrobiłbym kopiuj- wklej i z głowy! Zbudził się zlany moczem…, tak…, zlany moczem.

            -…Zbudził się zlany moczem.

            -Ale jak to?- lamentował- Tusk, sądy, Unia, łżeelity, media polskojęzyczne, wszystko się układa w logiczną całość! Dlaczego?!- tu zmartwiał, bo poczuł, jak koścista dłoń ucapiła go za kołnierz piżamiki, okazało się bowiem, że nie zdążył się do końca rozbudzić. Odwrócił się przerażony i zauważył kocie rysy twarzy intruza.

            -Mówiłem ci Warionucha…, tfu, mówiłem ci Jar, nie łżyj, nie wyciągaj łap po sądy, przestrzegaj Konstytucji….

            -Behemot, dość tej maskarady, zostaw go, widzisz że się już spompował- z daleka dobiegł zniecierpliwiony głos, podobny do głosu Wolanda, a koścista dłoń, która okazała się być kocią łapą uzbrojoną w ostre pazury po raz ostatni chlasnęła go na odlew.

 

 

Żeby ułatwić prawdziwie wolską i patriotyczną organizację Wigilii, podpowiadam, że należy zaopatrzyć się w porządne drzwi, solidnie je zaryglować i zainstalować szklanego nomen- omen „Judasza”. Z innej beczki: Jeżeli Szanowni Czytelnicy z czymś kojarzą dzisiejszy tekst, to mają rację rację- widzieli go już na antyblogu mojego autorstwa. Zazwyczaj tego typu historie poświęcam marnym postaciom, które nie są takim znowu wyjątkiem, by tekstu nie dało się używać zmieniając jedynie główną postać- jako uniwersalnej przestrogi.

Łaps, żula za wory. Hej, sorry- PiSiory!

W dwa lata swoich rządów PiS sprowadziło Polskę do roli agresywnego żula, który żebrze w Unii o zapomogę i pyskuje, że dostał za mało, żula przepijającego z plebanem kasę na edukację i rozwój swoich dzieci, bijącego i zastraszającego rodzinę, pyskującego każdemu, kto mu zwróci uwagę.

Co robi się w wypadku żula? Zakłada mu się niebieską kartę, a każdy udokumentowany fakt złamania prawa zgłasza się do prokuratury. Nikt się nie bawi w domysły, bo wiadomo że żul- idiota wcześniej czy później sam się podłoży. Dlatego Unia Europejska uruchomiła artykuł 7! Żul będzie tracił krok po kroku różnego rodzaju ulgi i zapomogi, aż zostanie na bruku.

„Historia pewnej miłości”- kliknij tu, by odsłuchać.

            Co robi polski żul? Ryczy, że to żona- suka jest winna, bo doniosła, a gdyby zeznawała to, co on jej kazał, to rodzina by żyła w dobrobycie. Ryczy, że opozycja jest winna. Jak to od razu zripostował Tomasz Lis- według PiSowskiego żula, znaczy to, że za sankcje wobec Polski po ogłoszeniu stanu wojennego odpowiadała Solidarność, a za sankcje wobec Rosji po aneksji Krymu odpowiada nie Putin, ale Ukraina.

 

 

 

P.S.

Po zapoznaniu się z reakcjami wielbicieli podłej zmiany, przypomniałem sobie stary dowcip:

 

Była sobie papuga, która nie dość, że chlała alkohol pod każdą postacią i w każdej ilości, to pod jego wpływem niszczyła dom i agresywnie pyskowała gospodarzom. Wkrótce dostała od nich ultimatum. Gdy wytrzeźwiała i była w stanie zrozumieć, co się do niej mówi, gospodarz podszedł do niej i rzekł:

-Słuchaj, przyjęliśmy cię pod dach, ale nie dopuścimy, byś nam zdemolowała dom. Przede wszystkim, koniec z piciem. Jeśli jeszcze raz zobaczę cię pijaną, wszystkie pióra z dupy ci powyrywam.

Następnego dnia gospodarz wraca po pracy do domu i widzi pełną demolkę. Szuka papugi, a ona siedzi sobie na telewizorze, wyrywając pióra z ogona i mówi do gospodarza:

-A na chuj mi te pióra?!

Wszystkie ofiary podłej zmiany.

Dobrze jest spotkać się raz na jakiś czas ze starymi przyjaciółmi. Zwłaszcza, gdy się ma 46 lat- to akurat ten wiek, w którym każda uczciwa kariera przynosi owoce. Moi znajomi, w przeciwieństwie do różnych Misiewiczów, Dubienieckich i innych politycznych międzypośladkowych, do wszystkiego doszli krok po kroku. Oczywiście ci, z którymi się spotykam. Tych, którzy poszli w politykę jakoś nigdy nie lubiłem, więc nie szukam z nimi kontaktu. Zebrało się grono dość zacne, bo sędzia sądu rodzinnego, prokurator okręgowy, prawnik olbrzymiej spółki energetycznej, biegły rewident, bankowiec (z kierowniczego, ale nie managerskiego stołka) i rozpoczęła się opowieść o losach inteligentów w czasach podłej zmiany.

 

            Litościwie pominę opinie sędziny i pani prokurator, bo chyba się domyślacie, co mówiły na temat małego łajdaka, który nigdy nie był nawet na praktyce sędziowskiej, ni prokuratorskiej, ale za sprawą przygłupiego suwerena dostał do zabawy sądy i prokuraturę. Zacznę od biegłego rewidenta.

„Żeby”- kliknij tu, by odsłuchać.

            Nie był to taki przeciętny biegły rewident, bowiem już w roku 2005 został popchnięty z ramienia PiS na wysoki stołek w dużej spółce finansowej. Nie, nie jest członkiem partii. Po prostu, był ich sympatykiem, a oni potrzebowali fachowca. I to oni go potrzebowali, nie on ich, gdyż jego firma od dawna jest żyłą złota. Poleciał ze stołka w 2007, by wrócić w 2015. Wziął się ostro do roboty, czyli za kontrolę i zaczął czesać małych, skorumpowanych kutasów równo, bez zwracania uwagi na ich przynależność partyjną i plecy, gdyż należał do tych naiwniaków, którzy sądzili że PiS jest partią, która chce wyeliminować korupcję. Dość szybko się okazało, że PiS nie tyle chce wyeliminować korupcje, co chciałby bez żadnej konkurencji brać łapówki do własnej kieszeni. Stołka pozbawili go ludzie (o ironio) ministra sprawiedliwości, gdyż niepotrzebnie ich kontrolował. Obecnie idzie z pozwem do sądu pracy, a jego entuzjazm do podłej zmiany zmienił się w- nazwijmy to subtelnie- niechęć. Jak już pisałem, on tej roboty nie potrzebował. Właśnie sobie kupił trzeci samochód terenowy, bo polubił starty w rajdach off-roadowych (takie hobby, akurat na kieszeń przeciętnego… nie, nie obywatela, przeciętnego eksperta), no i namiętnie dokupuje broń palną, bo ma teraz więcej czasu, by chodzić na strzelnicę sportową. Wiesz, gdzie mu możesz skoczyć, suwerenie?

„Szajba”- kliknij tu, by odsłuchać.

            Prawnik ze spółki energetycznej (nigdy nie był związany z żadną partią polityczną) również stał się „ofiarą” czystki przeprowadzonej przez podłą zmianę. Cudzysłów uzasadniony, gdyż ze względu na wiedzę i doświadczenie, przeszedł do innej spółki za dużo większą kasę, a dodatkowo dostał odprawę, na którą przeciętny Kowalski musi pracować kilka lat. Na jego miejsce wszedł jakiś PiSiewicz- idiota i kapuś, który zdekonspirował się jakimś donosem i przygłupi suweren musiał zapłacić odprawę ekspertowi, by zatrudnić kretyna. Zdarza się! Skoro już jesteśmy przy spółkach energetycznych, to mój brat, uznany ekspert energetyczny, stracił pracę, bo podła zmiana uznała, że wungiel je we wiesce i wunglem palić trza, no i zerwała kontrakt na budowę elektrowni gazowej. Teraz nie będzie tam żadnej, cieszysz się suwerenie? Oczywiście mój brat wziął odprawę, a za jakiś czas dostał z pocałowaniem w rękę pracę za odpowiednio wyższą pensję i projektuje coś u Niemców, a w Grajdołkowie będą płacić kary za emisje, będą dopłacać do kopalń, ale kto bogatemu zabroni?! Zwrócę się tu do PiSowskich bubków: będziecie wiedzieć, dlaczego macie pensje czterokrotnie niższe, niż za Odrą, czy jeszcze nie kumacie? No, to się rozpłaczcie, byle głośno!

A teraz przypadek bankowca. Wzbudził współczucie biegłego rewidenta, ponieważ rzadko kiedy jego wypłata jest pięciocyfrowa. Niewiele brakuje, ale jednak…. Ponieważ bankowiec bardzo się przyjaźni z prawnikiem ze spółki energetycznej, biegły rewident się zdziwił, że jeszcze kolega mu nie załatwił pracy. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy bankowiec powiedział, że woli szczerą przyjaźń od służbowej wdzięczności. I teraz zapytam się PiSiorów, czy już wiedzą co to znaczy HONOR? Mówię to nie tylko w kontekście Misiewiczów i PiSiewiczów, ale zwłaszcza w kontekście hien smoleńskich, które na trupach bliskich zbudowały sobie karierę.

„O przyjaźni”- kliknij tu, by odsłuchać.

            Wszystkie te historie łączy jedno: ze względu na czystki ideologiczne oraz politykę podłej zmiany- z pracy odeszli eksperci. Ich miejsca zajęli partyjni kapusie (sorry, powinienem powiedzieć „sygnaliści”), bądź też zostały zlikwidowane ze względu na zatrzymanie inwestycji. Eksperci dostali odprawy i zostali przywitani z otwartymi rękoma przez rynek pracy, a za partyjnych debili płacić będzie suweren, podobnie jak i za odprawy. Słuchajcie, ja się spotkałem zaledwie z dziesięcioma osobami. A nie pochodzę z wielkiego miasta, gdzie kariery i wielkie pieniądze przychodzą częściej. Boję się pomyśleć, ile historii musiałbym opowiedzieć, gdybym był synalkiem prominenta po „Batorym”. A każda taka historia, to konkretny pieniądz wywalony przez suwerena (jeszcze się nie zdarzyło, by polityk płacił z własnej kieszeni). Mściwy suweren kupił bajkę o „zmianie elit”, tyle że elitą się jest, albo się nie jest, co już trzy i pół wieku temu opisał Moliere w komedii „Mieszczanin szlachcicem”. Trzeba było uważniej czytać!

 

            Teraz coś z innej beczki. Lekarze rezydenci, których jakaś PiSowska pindzia wyganiała gromkim „niech jadą”. Polecam artykuł z Wyborczej (kliknij tu- w ten akapit, by poczytać)- ponoć wielu z nich posłuchało. Nie będę dyskutować o danych liczbowych, bo nie wiem jak zostały ustalone, ale zwrócę uwagę na jedną rzecz: żaden z rezydentów, którzy wyjechali za granicę, nie zamierza wracać. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o kasę. Chodzi o stosunek do początkujących lekarzy, o ilość godzin pracy- innymi słowy o GODNOŚĆ. PiSowskie gadzinówki robiły sobie hejt na rezydentach, przygłupi suweren się podłączał, bo do tej pory nie zakumał, że to on najbardziej ich potrzebuje i to w jego zakichanym interesie jest, by rezydenci pozostali w Polsce. No nic, Cebulaki będą się leczyć u Boshobory, na Jasnej Górze, u wróżki, będą przystawiać pijawki i odczyniać uroki- i kij im w oko- RAMEN.

Na zakończenie jeszcze jeden przykład. Dziś mija 95-ta rocznica zabójstwa prezydenta Gabriela Narutowicza. Nazistowski zasraniec, Eligiusz Niewiadomski zamordował prawdopodobnie najlepszego, najbardziej doświadczonego eksperta od budowli hydrotechnicznych w ówczesnej Polsce. Dzięki niemu południowa część kraju mogła być wyposażona na wzór Szwajcarii, gdzie zdobywał doświadczenie, w sieć zbiorników retencyjnych i hydroelektrowni, co zapobiegłoby licznym powodziom i przysporzyło czystej energii. Ciekaw jestem, ilu mściwych porąbańców z przedwojennej Rzeczpospolitej cieszyło się głupio z tego, że Narutowicz nie żyje. I ilu z nich choć w minimalnym procencie zdawało sobie sprawę, ile przez to Polska straciła- i nadal traci.

 

Beata, oblubienica pana żula.

Pani Beata była zwykłą dziewczyną z małego miasteczka. Jak wiele jej rówieśniczek, lubiła się zabawić na dobrej potańcówce. Czy to dyskoteka, czy wesele, ważne żeby była skoczna muzyka i ten miły szmer w głowie po paru głębszych. W takich też miejscach szukała odpowiedniego dla siebie chłopca, i choć nie bardzo mogła się zdecydować na jednego, wybór ułatwiła niechęć pani Beaty do antykoncepcji. Wybraniec częstował piwem, tańczył dwa na jeden i „wogle”. Akt pierwszy tej znajomości zakończył się ślubem kościelnym.

Akt drugi był nieco bardziej ponury. Chłopiec okazał się nerwowy, być może dlatego, że był gównianym handlarzem narkotyków- w każdym razie lał Beatę równo, ta zaś, czy to z powodu syndromu sztokholmskiego, czy to dla usprawiedliwienia coraz częstszego pijaństwa swojego, czy też ze zwykłego strachu przed samodzielnym życiem, nie tylko od niego nie odeszła, ale i go broniła. Spełniała też bez szemrania jego polecenia, przez co obydwoje trafili na czas jakiś za kratki, gdyż pomagała mu w narkotykowej dilerce. Owoc ich związku sakramentalnego miał zmarnowane życie na starcie, częściowo z jej powodu, bo choć dziadkowie którzy stali się jego rodziną zastępczą, starali się jak mogli, to jakie mieli szanse? Swojego syna nie potrafili wychować, jakie były przesłanki, że z wnukiem im się uda?

W akcie trzecim, już po odsiadce, pani Beata zupełnie straciła wiarę w siebie. Alkohol i coraz częstsze pobicia sprawiły, że przestała o siebie dbać, a jej sprawność intelektualna obniżyła się do krytycznej wartości. Im jej sytuacja była gorsza, tym zagorzalej i agresywniej broniła swego ślubnego przed wszystkimi stającymi w jej obronie, śląc pod niebiosa takie wiązanki, że i Plugawy Krystyn mógłby się jeszcze czegoś przy niej nauczyć. Wszystko w nadziei, że oblubieniec doceni poświęcenie i zamiast z pięści będzie bił z otwartej. I bił z otwartej. Również! Potrafił także kupić jej kwiat. Nawet cały bukiet, jeżeli wystarczająco dobrze ją pobił poprzedniego dnia i bał się, że tym razem złoży zeznania. Potem znów ją bił, chyba awansem, na wypadek gdyby jednak coś miała zeznać, albo i bez powodu, kto go tam wie! Faktem jest, że czasem zdarzało się, że ktoś doniósł, ale nigdy nie był to ani klient, ani przyjaciel rodziny, ci bowiem udawali, że jest normalnie.

Beata Szydło również była zwykłą dziewczyną z małego miasteczka. Ponieważ w tym kraju nie było pracy dla ludzi z jej kwalifikacjami, szukała fajnego polityka, do którego by się mogła przytulić. Była radną z ramienia AWS, po jej upadku szukała dalej, nie zraziło jej, że w 2005 roku została odrzucona przez PO. W końcu znalazła swojego księcia.

            Syn Beaty S., podobnie jak syn bohaterki poprzedniej historii, również miał zmarnowane życie (*), bo choć jego nowi opiekunowie mają opinię potężnych, to do diabła z taką potęgą, w której miłość nie istnieje, bądź musi być skrzętnie ukrywana. Sama zaś Becia, ilekroć coś dostawała od swoich mocodawców, tylekroć potem obrywała w pysk. Albo też obrywała przed i po, symetrycznie. Nie przesadzę, gdy powiem że nie przypominam sobie tak poniżanego polskiego premiera, nie tylko w Polsce po 1989 roku, ale w przeciągu całego mojego życia, czyli po 1971. Już samo desygnowanie Beaty Szydło na fotel premiera odbyło się w sposób uwłaczający godności, gdyż wręczający jej nominację, teoretyczny prezydent Duda Andrzej w mowie ku czci nowej premier tłumaczył jej, jakie to szczęście, że mogą mieć tak wspaniałego prezesa pana, który wielkodusznie daje im porządzić. Żeby ją skopać jeszcze bardziej, na czas tworzenia „rządu (chichichi) Beaty Szydło”, wysłano ją na urlop. No, ale kwiaty, niczym Beata z poprzedniej historii, czasem dostawała. Na przykład po tym, jak wylądowała na Okęciu po wysłaniu jej w charakterze obłąkanej, by głosowała jako jedyna w UE przeciw Donaldowi Tuskowi (Szydło 1- UE 27). By podtrzymać ten charakter, ogłosiła „porażkę” UE, no ale jeżeli otrzymuje się kwiat od Napoleona Kaczyńskiego i Wielkiego Eciepeciego Wolski- Macierewicza, to nie wypada inaczej.

Teoretyczna premier nie tylko w zbieraniu w pysk podobna była do alkoholiczki z początku felietonu. Podobnie jak ona, na polecenie swego politycznego oblubieńca popełniała przestępstwa- ze złamaniem Konstytucji RP włącznie. Podobnie jak ona, już nawet nie stara się dobrze wyglądać. Właściwie różnią się jedynie tym, że Szydło jeszcze nie trafiła za kratki, ale wszystko przed nią.

Wszelkie jednak dotychczasowe poniżenia, jakich Beata Szydło zaznała od prezesa pana, to mały pikuś w porównaniu do hańby, jaka na nią spadła przy odwołaniu z funkcji teoretycznej premier. Właściwie mogę to porównać tylko z poniżaniem prostytutek z gangu Braciaków, którym tatuowano olbrzymimi literami w widocznym miejscu- przez całą długość nogi hasła „Kocham mojego pana i władcę Braciaka”, „Wierna suka Marcina”, czy „Własność Arka”. Przypomnę: Gdy PO zgłosiła wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu Beaty Szydło, Becia pyskowała z mównicy do zgłaszających wniosek, „kogo chcecie odwołać?!”, „przypomnijcie sobie wasze afery!”- wydzierała się jak te dziwki Braciaków w sądzie, za co dostała jak zwykle kwiat w formie okolicznościowego bukietu, a następnie, nocną porą dostała jeszcze „w pysk i z buta”. Zmuszono ją do złożenia rezygnacji- i to w siedzibie partyjnej, a potem do przyjęcia teki wicepremiera. To jakby ją zmusić do obsługiwania klientów z tatuażem „Wierna suka prezesa pana”! Jeszcze nigdy, żaden premier wolnej Polski nie został zmuszony do złożenia rezygnacji przed pierwszym sekretarzem partii (zwanym dla niepoznaki prezesem), zamiast przed prezydentem RP. I ciągle nie pozwolono jej odejść. Musi tą hańbą świecić. Poniżona jako człowiek, jako Polka, jako kobieta, jako szefowa rządu. A wiecie, co w tym wszystkim jest najbardziej żałosne? Że wyborcy PiS udają, że tego nie widzą! Zupełnie jak klienci tego żula i dilera w jednym z pierwszej opowieści!

 

 

(*)Nikt mi nie wmówi, że księdzem zostaje ktoś, kto miał dobre życie, przy czym pamiętajmy, że wikt i opierunek dostaje i tucznik.