Jak cię widzą, tak cię piszą.

            „(…) Polacy oddawali życie walcząc z faszystami, a my żyjąc w Kanadzie, sami jesteśmy uchodźcami, którzy uciekli z komunistycznego kraju”, powiedział Polak z Kanady po tym, jak 11 listopada 2018 roku, w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę, na murach polskiego kościoła w Vancouver pojawiło się graffiti „Antifa” oraz „Refugees welcome” i „Nazi raus!”

            To prawda, że Polacy walczyli z faszystami, jednak dziś żyją tylko nieliczni z nich, niedawno apelowali o szacunek dla znaku Polski Walczącej i niełączenie go z falangą i krzyżem celtyckim. Jednak to zdecydowanie nie ci, którzy 11 listopada 2018 maszerowali ulicami Warszawy pod zielonymi flagami z falangą właśnie. Z tymi faszystami, ramię w ramię szły OBECNE władze Rzeczpospolitej. W tym samym marszu szli wcześniej zapowiedziani faszyści z Włoch, które w czasie II wojny światowej były pierwszym sojusznikiem Niemiec hitlerowskich). Niestety, również obecne władze RP z poparciem olbrzymiej części społeczeństwa odmówiły przyjęcia uchodźców, zalewając kraj falą antyuchodźczej propagandy.

            Jak cię widzą, tak cię piszą. Naprawdę komukolwiek z Was się wydawało, że rodzima ksenofobia nie odbije się czkawką? Kiedyś Polacy walczyli z faszyzmem, dziś go z jawnym błogosławieństwem władz i kościoła krzewią na ulicach spalonej przez faszystów i odbudowanej ze zgliszcz Warszawy.

            Pamiętacie, jak furman zajechał na podwórko drąc się „węgiel przywiozłem, węgiel przywiozłem…”? W końcu koń nie wytrzymał, odwrócił się i rzekł: „TY, KURWA, PRZYWIOZŁEŚ”!!!

 

Reklamy

Jesienna zaduma, czyli o wyższości świeczki nad dynią.

            Siedzimy sobie w ciepłym domku, za oknem grają nam petardy, gdzieś w oddali płoną stosy drewna ustawiane specjalnie na dzisiejszą okazję. Dzieci mają wolne, ale w ostatni dzień przed halloweenową przerwą świąteczną miały niezły ubaw, bo praktycznie w każdej szkole trwało współzawodnictwo przebierańców. Tymczasem w domach nawet dwuletnie maluchy chcą brać udział w zabawie. Tak jest w Irlandii, kraju do którego chrześcijaństwo dotarło pół tysiąca lat wcześniej, niż do Polski i nadal jest religią dominującą.

 

            Polacy jednak wiedzą lepiej, albowiem, że zacytuję klasyka, NIKT NAM NIE WMÓWI, ŻE CZARNE JEST CZARNE, A BIAŁE JEST BIAŁE! Jedni twierdzą, iż jest to obyczaj amerykański, inni że satanistyczny, a jeszcze inni, że niejaka Matka Boska jest wieśniaczką spod Częstochowy. Na marginesie, czy wiecie, że co czwarty Polak wierzy, że można spojrzeniem rzucić urok? To tegoroczne badania. Wracając do Halloween, na polskich forach dowiedziałem się, że zmarłym należy się szacunek i nie ma to, jak Wszystkich Świętych, bo właśnie przez taką zadumę go wyrażamy.

            Postanowiłem jakoś się przygotować na polski szacunek, więc sięgnąłem po fachowe porady. Poniżej siedem sposobów, by uchronić wiązanki i wieńce nagrobne przed kradzieżą. Rady zaczerpnąłem z portalu Onet, który zebrał je od policji, straży miejskiej i doświadczonych florystów:

1. Zawsze częściej giną kwiaty sztuczne; mniej trwałe – naturalne przysparzają złodziejom więcej kłopotów.

2. Spryskaj liście lub kwiaty farbą w sprayu lub polej woskiem ze zniczy. Można też oznakować wiązankę od spodu markerem czy lakierem do paznokci. Zadbaj, aby naniesione znaczki były trwałe. Takimi rzeczami ciężko handlować. Jeśli zobaczysz, że ktoś usiłuje sprzedawać oznaczony wieniec, zgłoś to policji lub straży miejskiej. Pamiętaj, żeby kolor, którym oznaczasz wiązankę, zdecydowanie różnił się od barwy kwiatów, liści i wstążek.

3. Jeśli planujesz wstawić bukiet ze sztucznych kwiatów do wazonu przy pomniku, popracuj nad nim wcześniej. Weź spód butelki typu PET, owiń bukiet, a następnie mocnym klejem przytwierdź go do plastiku. Dopiero tak przygotowany wstaw do wazonu.

4. Spróbuj stworzyć własną kompozycję kwiatową już na cmentarzu. Kup wcześniej w kwiaciarni gąbkę florystyczną, umieść na dnie wazonu i wkładaj w nią rośliny. Złodziej musiałby się trochę namęczyć, żeby wydobyć pojedyncze kwiaty. Poza tym nie zarobi na nich tyle, co na gotowej wiązance.

5. Umieszczaj w wazonie na nagrobku sztuczne kwiaty tak, by nie można było ich wyjąć. Wsyp do wazonu piasek na zmianę z kamieniami albo pozaginaj końcówki łodyg, spleć je ze sobą, a w utworzony w ten sposób koszyczek włóż coś ciężkiego.

6. Złam kilka gałązek w wieńcu. Wybierz te, które mają jakieś oparcie. Dopóki kompozycja będzie leżała na grobie, nie straci walorów estetycznych. Za to przestanie być atrakcyjna dla złodzieja.

7.Wieniec można przywiązać do pionowej części nagrobka albo wazonu. Sznurki i druty mogą zniechęcić złodzieja.

 

Wymyślając efektywne zabezpieczenia, róbmy to zgodnie z literą prawa. Zamontowanie w wieńcu drutu kolczastego, a w wazonie tłuczonego szkła, może narazić nas na zarzuty prokuratorskie. Bez względu na porę roku warto jest zainteresować się, czy na cmentarzu, gdzie spoczywa nasza rodzina, jest monitoring. Zgłaszając do zarządcy cmentarza kradzieże, mamy ważki argument za jego jak najszybszym zainstalowaniem. Jeśli nad grobami nie czuwa oko kamery, spróbujmy poprosić o pomoc ludzi. Zagadnijmy osoby, które odwiedzają groby znajdujące się w pobliżu kwater naszych bliskich, poprośmy je, by zwróciły uwagę, czy coś niedobrego się nie dzieje.

 

       Tyle fachowe porady. Skoro już przygotowaliśmy się na najwyższy szacunek ŚWIĘTEGO NARODU POLSKIEGO dla CZCIGODNYCH PRZODKÓW, wystarczy jeszcze pamiętać o kilku drobnych szczegółach. Na drogach, jak co roku trwa akcja „Znicz”, bo banda debili ma problem ze znajomością przepisów ruchu drogowego, zwłaszcza z tym, że nie jeździmy po pijaku. Otaczany natychmiastowym szacunkiem i zadumą świąteczny trup się ściele gęsto, a rekordy zatrzymanych nietrzeźwych kierowców poprawiane są systematycznie- w tym roku również możemy spodziewać się imponującego wyniku, mimo iż zbuntowani policjanci zaczynają masowo brać na ten okres L4, więc uczcie się sami sobie udzielać pomocy.

            Drodzy pogrążeni w zadumie. Jeśli już gdzieś wyjeżdżamy, to pamiętajmy, że czas naszej nieobecności chętnie wykorzystują złodzieje wyposażenia domowego. Nie liczyłbym na CCTV, zaduma też w tym wypadku nie pomaga. Pozostawione domy mogą liczyć na wizyty niezaproszonych Rodaków, a nasze kieszenie i torby na cmentarzach, tradycyjnie mogą spodziewać się odwiedzin sprawnych palców kieszonkowca.


            I tu wracamy do porównania polskich i celtyckich tradycji świętowania tego jesiennego czasu. Wraz z moją Partnerką, ciesząc się zamianą szlachetnych polskich zwyczajów na te paskudne celtyckie, czekamy na progu naszego magicznego domu położonego na wybrzeżu burzliwego o tej porze roku Morza Irlandzkiego, nucąc pod nosem:

„Gościu znużony, gościu znudzony,

jeśli zabłądzisz kiedyś w te strony,

zajrzyj tu do nas koniecznie!”

            Z przedostatniej chwili: Święty Naród Polski rękoma Suwerena w trosce o uświęconą tradycją pamięć przodków skradł mosiężne litery z płyty nagrobnej rodziny Katarzyny Skrzyneckiej- kliknij tu, w ten akapit, by przeczytać to na instagramie pokrzywdzonej. Tymczasem w zepsutej Irlandii dzieci odłożyły swoje przebrania i teraz smacznie śpią, nie podejrzewając nawet, że w nie tak odległej Polsce dzieci od jutra będą przeżywać zadumę, chyba że po drodze zginą w jednym z wypadków drogowych.

 

 

Alternatywny komentarz wyborczy.

            Wielkie miasta się obroniły. Dobre i to, lecz wcale mi nie do śmiechu. Grywałem kiedyś w szachy i mam na tyle dobrą pamięć, by wiedzieć, że dopóki gracz nie obuduje zdolności ofensywnych, nie ma powodów do radości. Ale ja nie o tym chciałem pisać. Media prześcigają się w podawaniu przyczyn nie tak dobrego wyniku PiS, jakby tego chciał prezes pan i upatrują ich w gafach na ostatniej prostej. Zwłaszcza w przypadku starć wyborczych w Warszawie i Łodzi. Nie wchodząc w polemikę, chciałbym wskazać jeszcze inne czynniki, które wisiały nad PiSem, jak miecz Damoklesa. Wydaje mi się to o tyle istotne, że gafy polityków pójdą w niepamięć, lecz kwestie, które zamierzam poruszyć, pozostaną raczej niezmienne.

 

  1. KONSTYTUCJA. PiS przez swój zamach na Ustawę Zasadniczą ukuło opozycji chwytliwe hasło, jednoczące ją w krytycznych momentach, hasło rozpoznawalne, i co najważniejsze, nie dające się podciągnąć pod agitację wyborczą. Można było podświetlić tym hasłem PKiN, a Lech Wałęsa mógł pójść w koszulce z takim napisem na wybory i nikt nie mógł zarzucić promocji konkretnej siły politycznej. To zamach na Konstytucję, a w szczególności na trójpodział władzy i wolność słowa izoluje partię Kaczyńskiego na arenie międzynarodowej i pozbawia ja prawa głosu.

  2. KLER. Film się nie powtórzy, ale łamanie konstytucyjnej zasady rozdziału Kościoła od Państwa oraz niewolnicze hołdy składane przez PiS przestępcom kościelnym z Rydzykiem na czele, karmienie czarnej hydry coraz to większymi dotacjami budżetowymi jest kolejnym znakiem rozpoznawczym PiS, stanowiącym jednocześnie hasło mobilizujące opozycję. W tym roku na okres przedwyborczy nałożyła się premiera „Kleru” i idiotyczna wojenka, jaką próbowały z filmem prowadzić przeróżne bojówki PiS z TVP Kurwizją na czele oraz rocznica powstania rydzykowej uczelni. Wystarczyło więc przytoczyć trochę wiernopoddańczych hołdów złożonych przed ojdyrem przez przedstawicieli władzy naszej kochanej i bez oskarżeń o agitację, czy łamanie ciszy wyborczej można było przypomnieć wyborcom, co tak naprawdę rządy PiS znaczą. Bez problemów będzie to można powtórzyć przy następnych wyborach, bo PiS jest partią wazeliną i szambem płynącą, dadzą kolejny powód do opisania wpływu Rydzyka na Państwo. I co najlepsze, nikt nie będzie mógł zarzucić ataku politycznego, bo przecież Kościół jest (buuuchachacha….) podobno apolityczny!

  3. Tarcia wewnętrzne. PiS nie jest monolitem, Ziobro, Macierewicz, Morawiecki, Brudziński i Błaszczak nie wyrzekli się swoich ambicji. Do tego dochodzą związki zawodowe, które PiS potraktowało jak przystawkę, potrzebną w obaleniu rządu Kopacz, ale po przejęciu władzy przez PiS tylko przeszkadza i musi zostać skonsumowana. Strach i haki nie będą działać wiecznie.

 

            Jak widać, jest materiał na oręż, ale trzeba nauczyć się nim władać i zająć dogodne pozycje wobec zabetonowanego obozu władzy. Żeby wygrać, trzeba się poruszać. Dotyczy to także, a może zwłaszcza, opozycji. Tym bardziej, że jest ona nadal słaba, nie ma planu strategicznego, a zdolności do współpracy raz po raz są sabotowane przez zarozumiałych liderów, co przekłada się na wciąż zbyt niską frekwencję wyborczą i zbyt małą mobilizację.

 

Nie ma żadnych dwóch stron! Polska nie jest czarno- biała!

Rysunek satyryczny z czasopisma „Mucha”- rok 1930!

            Zanim podejmiecie decyzję o tym, komu oddać głos w wyborach, chciałbym przypomnieć o jednej, za to elementarnej sprawie. Polska nie jest czarno- biała. Nie ma żadnych dwóch stron sporu. Jesteśmy Narodem o tak bogatej strukturze politycznej, że momentami przeszkadza to podjąć skuteczne działanie. Spośród 40 milionów Polaków wyłoniła się bandycka partia uważająca, że kto nie z nimi, to przeciw nim. Dowodzona przez podstarzałego i niedołężnego prawiczka, który posiadł dwie zaledwie umiejętności: skłócanie ludzi oraz terroryzowanie hakami, a wsparta przez komunistycznych aparatczyków, jak sędzia Kryże, czy prokurator Piotrowicz. To ta narodowosocjalistyczna partia skutecznie wmówiła Wam, że istnieje tylko PiS i jakiś bliżej niesprecyzowany układ. Dokładnie tą retoryką posługiwali się niemieccy faszyści i sowieccy komuniści! PiS za wroga ma każdego, kto stanie jej na drodze, przede wszystkim więc są to demokracja, trójpodział władzy, wolne media, struktury europejskie, których część stanowi Polska.

            Nie jesteśmy żadnym układem. Jesteśmy wolnymi ludźmi, którzy nie poddali się woli niedouczonego fuhrerka z Żoliborza, niedołężnej dziewicy bez umiejętności obsługi komputera, konta bankowego, bez prawa jazdy, znajomości języków, ni choćby sportu. Polacy: Nie mamy ani jednolitych poglądów, ani jednolitych wizji. Za wyjątkiem jednej: WOLNOŚCI. Nie zniżajmy się do usługiwania szeregowemu posłowi zamotanemu w sieci szarlatana z Torunia. Pamiętajcie: Każdy kto chce mieć własne zdanie jest przez bandycką sektę Kaczyńskiego nazywany wrogiem i wrzucany do jednego wora- nieważne, czy to PO, Nowoczesna, PSL, KOD, SLD czy Razem. Każdy, kto stoi im na drodze jest pożerany chyba, że da im potężnego kopa w dupę. Cokolwiek się stanie, Kaczyński może być pewny jednego: Zawsze będę pamiętał, jak zniszczył Polskę, jak ją upodlił, jak pozbawił ją głosu na arenie międzynarodowej. I zawsze będę o tym przypominać- zwłaszcza jego sekcie! SKOPMY IM TYŁKI!

 

Czy gnuśny fuhrerek zniszczy również samorządy?

            Zbliżają się wybory samorządowe. Wybory, które w moim przekonaniu stanowią szczególny test dojrzałości obywatelskiej. Pomimo tego, że największe emocje budzą zawsze wybory parlamentarne i prezydenckie, to wybory samorządowe decydują o tym, co się stanie na naszym podwórku. Bo tylko ludzie, którzy są blisko nas, realnie interesują się poprawą warunków życia w naszych miejscowościach. To nie jest pusty slogan, zresztą proponuję małe ćwiczenie, by się o tym przekonać.

 

            Wyobraźmy sobie, że gdzieś na krańcach Polski, w lasach przy granicy z Litwą i Białorusią, istnieje osada bez prądu i bieżącej wody. Żyją tak cztery rodziny, 30 osób. Empatia mówi „jasne, trzeba doprowadzić wodę i prąd”, ale powiedzmy sobie szczerze: Komu się zechce sprawdzić, czy to prawda, gdzie to jest, kto zechce pojechać w teren, porozmawiać choćby z ludźmi…? Kto z nas? Niech zgadnę: NIKT! Z lenistwa, wystarczającej ilości własnych zajęć i problemów, niektórzy nie zrobią tego z czystej złośliwości. Kto zatem o to zadba? Zasygnalizować problem powinni sami potrzebujący, a reszta należy już do gminy, która odpowiada chociażby za zapewnienie warunków do nauki dla dzieci….

            Powyższy przykład zmyśliłem, ale już całkiem autentyczną sytuację przeżyłem, próbując zebrać pieniądze dla mojego projektu filmowo- społecznego, realizowanego na terenie małej i ubogiej gminy. Zwracałem się do olbrzymich zakładów państwowych, prowadzących fundacje (wybierałem te, w których na wysokich stanowiskach pracowali moi znajomi, by mieć pewność, że prośba została przeczytana), zwracałem się do odpowiednich jednostek wojewódzkich, powiatowych i gminnych. Zgadnijcie, jaki był efekt…. Biedna gmina dała nam 4000 złotych, równie ubogi powiat dał nam 1500 złotych, a bogatsze jednostki- w tym dochodowe przedsiębiorstwa, nie dały niczego. W konkursie wojewódzkim okazało się, że nasz projekt zdobył maksymalną ilość punktów za wartość merytoryczną, ale ze względu na niski wkład własny, nie dostaliśmy wsparcia. Czyli: Gdybyśmy mieli kasę, wsparcie byśmy dostali, ale że kasy nie mamy, to się bez niej obejdziemy, tak jak się obywaliśmy do tej pory. Koledzy z bogatych firm (i to związani z obecną władzą) odpowiadali w takim tonie, w jakim funkcjonariusze partyjni za komuny, czyli mniej- więcej „Rozumiemy was, ale taka jest sytuacja- zły moment. Może w przyszłym roku”. Im bliżej nas byli sponsorzy, tym więcej było wsparcia, po przekroczeniu pewnej granicy nie było nawet nadziei na pomoc.

            Czy zauważyliście, że ludzie marzą o dobrym wujku, który będzie za nich rozwiązywać ich problemy- w sposób arbitralny i nieomylny? Ot, Sowieci liczyli na nieomylność i wszechwiedzę wujka Stalina, Niemcy liczyli na Hitlera. Polacy wiązali nadzieje z Gomułką, Gierkiem, a ostatnio liczą na Kaczyńskiego. Celowo wymieniam tych polityków, którzy centralizowali państwo i udawali, że znają się na wszystkim, bo o wszystkim chcieli decydować, a ich wyznawcy wierzyli, że ich decyzje są słuszne. Przypomina Wam to coś? A niejaki Bogu, który wie lepiej, co jest potrzebne do szczęścia? Tyle tylko, że nawet ten ostatni umył ręce, mówiąc: „Macie wolną wolę, to sobie radźcie”, oczywiście nadal domagając się hołdów i czołobitności. Wracając do rozważań o wspomnianych politykach: ich braki w edukacji były wręcz legendarne, a mimo to wszędzie, w najbardziej zapadłej dziurze znajdowali się ludzie wierzący, że ich guru do tej dziury dotrze przenikliwością swego umysłu i dzięki niemu będzie lepiej. Otóż rozczaruję Was: nie może być lepiej, bo przenikliwość umysłu Kaczyńskiego jest mniej- więcej taka, jak przenikliwość nachlanego kibola, a jakość życia będzie zależeć od przenikliwości samorządowców, lokalnych przedsiębiorców (w tym rolników), nauczycieli, pracowników kultury. I jedyne, co władza centralna może zrobić by przenikliwość lokalnych aktywistów przyniosła efekt, to wyznaczyć jasne reguły, zaufać im i jak najmniej przeszkadzać. Wyobraźcie sobie bowiem, że doba Kaczyńskiego ma również 24 godziny, a w jednym czasie może być w jednym tylko miejscu, więc na niego bym nie liczył, zważywszy że jest znanym śpiochem rzadko kiedy wstającym przed południem.

            Zachęcam do rzucenia kliknięcia tutaj- w ten akapit, by zorientować się jakimi aktami PiS odbiera krok po kroku kompetencje samorządom.

            Umiesz liczyć? Licz na siebie! Tym się charakteryzuje dojrzałość. Przede wszystkim dbałością o swoje interesy, a nie liczeniem na dobrego wujka z Żoliborza lub nawet „Ojca w Niebie”, bo ich ingerencje rzadko kiedy są zauważalne. Lepiej idźcie na te wybory i wspierajcie tych, którzy żyją między Wami. Prezes pan o Was nawet nie słyszał, nawet się nie stara Was poznać, choć trzeba sprawiedliwie dodać, że nikt nie ma takich możliwości.

P.S.

            Na blogu „Związek niesakramentalny” rozmawialiśmy ze Świechną o tradycji, a już wkrótce dyskusja o filmie „Kler”. Kliknij tu- w ten akapit, by poczytać.

 

Co się stało z księdzem Isakowiczem- Zaleskim?

            Wkrótce na ekrany polskich kin zawita jeden z bardziej oczekiwanych polskich filmów roku: „Kler” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Temat od strony filmowej trudny, bo z powodu licznych „słabości”, by nie powiedzieć „przestępstw” kleru, ocierający się o banał, dlatego niezbyt przyciągnąłby moją uwagę, gdyby wziął się za niego jakiś reżyser drugiej kategorii. Jednak ta produkcja ma kogoś, kto przykuwa uwagę: SMARZOL, jeden z najbardziej naturalistycznych reżyserów, jakich ma kinematografia polska, jeżeli nie światowa, który rzucił na kolana publiczność już swym debiutem (Wesele), a potem napięcie już tylko rosło. Dom zły, Róża, Drogówka, Pod Mocnym Aniołem, Wołyń…. Aktorzy rzucają wszystko, bo role w jego filmach dają możliwość pokazania całego zakresu umiejętności. Marian Dziędziel, Bartłomiej Topa, Arkadiusz Jakubik, Kinga Preis, Agata Kulesza, Marcin Dorociński- świetni, uznani artyści, którzy właśnie u pana Wojtka zagrali role życia.

 

            Kilka dni temu niejaki ksiądz Isakowicz- Zaleski zaczął się awanturować, wyrzucając premierowi technicznemu Tablet- Glińskiemu od ministerstwa walki z kulturą, że dofinansował film „Kler”. Tablet, jak przystało na niewolnika, wpadł w panikę i zaczął się gęsto tłumaczyć, że dofinansował nie on, a instytucja która wtedy była obsadzona ludźmi poprzedniej władzy, ale żeby się nie martwić, bo teraz już PiS obsadziło ją swoimi marionetkami, więc będzie git i nikt wrażych, antykościelnych produkcji już nie sfinansuje.

            Zachęcam do lektury wywiadu z Wojciechem Smarzowskim- kliknij tu, jeśli chcesz się zapoznać.

            Co się stało z księdzem wojującym o „prawdę”? Przecież znany był jako „niezłomny” tropiciel ludobójstwa popełnionego przez Turków na Ormianach i ludobójstwa popełnionego przez Ukraińców na Polakach oraz kilku innych nacjach- w tym znowu Ormianach (gdyby ktoś nie wiedział, to narodowość Isakowicza- Zaleskiego). Często powtarzał słowa: ofiary rzezi wołyńskiej były mordowane dwukrotnie- raz przez pozbawienie życia, po raz drugi przez przemilczenie zbrodni. Ponadto sam będąc prześladowanym przez SB, domagał się pełnej lustracji, także wśród duchownych- tu potrafił narazić się nawet hierarchom kościelnym, którym nie na rękę było grzebanie w ich aktach. Tu potrafił być bezwzględny, nieugięty, wręcz chorobliwie mściwy.

            I nagle, gdy znany reżyser robi film o patologicznej chciwości i rozwiązłości duchowieństwa- w tym o pedofilii, „ormiański brat w wierze” wścieka się na twórcę i próbuje brać odwet na osobach odpowiedzialnych za dofinansowanie produkcji „Kleru”. To ci dopiero miłośnik prawdy!

 

 

           Każdy pan ksiądz wie o tym oczywiście świetnie, ale na wszelki wypadek przypomnę: Film Smarzowskiego został dofinansowany, bo reżyser każdym swym poprzednim filmem dowodził, że jest twórcą wybitnym i wspomaganie jego produkcji, to powód do chluby. Zdradzę Wam jednak, że wolałbym, by w filmie uwagę skupić nie na duchownych, a na wspierającym ich społeczeństwie. Na tych wszystkich, którzy finansują ekscesy duchownych, a nade wszystko na tych, którzy posyłali swoje dzieci w łapy kapłanów- pedofili. Film na który czekam, to film pokazujący gehennę najmłodszych ofiar seksualnego rozpasania tej szajki, dzieci zdradzonych przez własnych rodziców, którzy mimo alarmujących sygnałów, posyłali je w łapy oprawców, a potem wyrzekali się ich, gdy odważyły się zeznawać przed prokuratorem przeciwko księdzu- gwałcicielowi. Nie powinno też zabraknąć opisu sposobu w jaki dzieci zostały zdradzone przez prokuratora, sędziego, przez znajomych, którzy urządzali im w ich małych miasteczkach piekło na ziemi. Powinna się też znaleźć wzmianka o biskupach własnym słowem i podpisem ręczących za niewinność zwyrodnialców gwałcących dzieci, w szczególności o papieżu udającym, że o niczym nie wie i o całym społeczeństwie, które wolało nie wnikać w problem, chodząc karnie do kościółka i wzmacniając czarną hydrę hojnymi datkami. I wiecie jak powinien wyglądać końcówka filmu? Wyobrażam to sobie tak:

 

 

            Abp Wesołowski stoi nad szopką bożonarodzeniową i mówi z szelmowskim uśmiechem do stojących obok abpa Michalika i prokuratora Piotrowicza: „Ciekawe, czy nasz Jezusek ma zgrabną pupcię”, po czym wyjmuje figurkę Dzieciątka ze żłóbka i podnosi sukienkę, lubieżnie przesuwając jęzorem po całym ciele lalki- na ten widok Piotrowicz z Michalikiem natychmiast nakazują postronnym opuszczenie świątyni, ryglują drzwi, wystawiając na zewnątrz karteczkę „NIE PRZESZKADZAĆ!” KONIEC!

 

P.S.

 

            Gdyby ktoś uważał, że grubo przeginam, zachęcam do zapoznania się z losem Ewy z Mszany- jednej z ofiar byłego proboszcza z parafii Tylawa. Najprościej kliknąć tu- w ten akapit, ale jeśli ktoś nie lubi tekstów z Wyborczej, może poszukać innych informacji w sieci. Ważne, by zwrócić uwagę na rolę abpa Michalika i prokuratora Piotrowicza (tak, tego Piotrowicza, twarzy podłej zmiany) w tuszowaniu sprawy i szczuciu parafian na ofiarę pedofila oraz na zdradzenie własnego dziecka przez matkę.

 

 

 

Czopki Jarosława tracą dobry humor, zaczyna się u nich robić nerwowo.

            31 sierpnia 2018, przemówienie teoretycznego prezydenta Dudy w kościele św. Brygidy. Twarz czerwona z wściekłości. Nie zważając na miejsce i okoliczności, Adrian wyskakuje z polityczną agitką. Widać, że słabo radzi sobie z emocjami, ulewa mu się raz po raz, zachowuje się jak kundel zagoniony w kozi róg- w donośnym ujadaniu upatrując szansy na ratunek. I wtedy kamery pokazują jego rzecznika, Krzysztofa Łapińskiego, wyraźnie skonfudowanego dudusiowym wybuchem. „Ten to ma robotę. Jak on wyjaśni, że to szambo, w którym jego pryncypał się ufajdał tuż pod ołtarzem, to woda święcona”?! Widzę to wszystko w powtórce, tuż po obejrzeniu chronologicznie późniejszego, podobnego wybuchu na rozpoczęciu roku szkolnego w jednej ze szkół, gdzie gadał to samo, powtarzając całe frazy ze swojego mszalnego wystąpienia. Małżonka dawała mu rozpaczliwe sygnały, by się opanował, lecz tak się zacietrzewił, że niewiele widział, odchodząc od mikrofonu niemal staranował swą ślubną.

            Wczoraj dowiedzieliśmy się, że Krzysztof Łapiński rzucił robotę u Dudy, by zająć się własną działalnością. Prasa zaczęła się rozpisywać o domniemanych powodach, a to o zmęczeniu i zniechęceniu niską pensją, a to o własnych ambicjach rzecznika, to znowu o rzekomym konflikcie ze Szczerskim i ani słowa o tym, co mnie narzuca się w pierwszej kolejności.

 

            Andrzej Duda, głęboko zakonspirowany czopek Kaczyńskiego, którego dawna nauczycielka polskiego wspomina tak: „(…)Budyń waniliowy z soczkiem malinowym (…) Grzeczniutki aż do zemdlenia. Taki pieszczoszek naszej pani. Pamiętam, że podczas wyjazdów naukowych próbował nawiązywać bliższe kontakty z nauczycielami. Rówieśnicy bawili się we własnym towarzystwie, a on przychodził, dopytywał o różne rzeczy. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mówił zawsze to, co ludzie chcieli od niego usłyszeć.” Miał robić za kolejnego po Glińskim technicznego, a tu niespodziewanie dla wszystkich, w tym dla siebie samego, został prezydentem. Był tak oblepiony wazeliną, że na rozkaz prezesa pana, szorował do niego na żoliborski dywanik pośród nocy, zamiast wyznaczyć posłowi Kaczyńskiemu termin audiencji w Pałacu Prezydenckim, a podczas nominacji na fotel premiera Beaty Szydło, zamiast mówić o świeżo upieczonej premier (również teoretycznej), czopkował Jarosławowi K. wychwalając jego łaskawość objawioną w odstąpieniu władzy swoim sługom pokornym. I z takiego człowieka Łapiński jako rzecznik, usiłował zrobić (przynajmniej na potrzeby propagandy) samodzielnego polityka, strażnika Konstytucji i prezydenta wszystkich Polaków.

            Gdy Macierewicz publicznie pokazywał, jak pogardza teoretycznym prezydentem, jawnie ignorując jego decyzje, a nawet nie odpowiadając na jego pisma, to budyniowy rzecznik był tym, który narażając się na ataki PiSowskich trolli, przypominał Macierewiczowi o jego miejscu w szeregu. Gdy Duduś miał pełno w majtkach, to na Łapińskim spoczywało ratowanie honoru urzędu Prezydenta RP. I za każdym razem Andrzej Duda swym tchórzostwem, wazeliniarstwem i niewolniczym poddaństwem wobec Kaczyńskiego i prominentnych partyjnioków z PiS, niweczył wysiłki wizerunkowe. Podkreślam, jedynie WIZERUNKOWE, bo i tak orła z owsika nie zrobisz. Na dodatek owsik postanowił udawać bulteriera, co również nie jest rolą prezydenta i chluby mu nie przynosi, zwłaszcza że bulterier ów szczeka jedynie wśród swoich, gdy nie ma kontaktu wzrokowego z obszczekiwanym. Myślę, że to był prawdziwy powód dymisji: Krzysztof Łapiński zdał sobie sprawę, że z takiego genetycznego wazeliniarza, czopka i przydupasa, męża stanu nie zrobi. Zwłaszcza, że Andrzej Duda na każdym kroku chciał się pochwalić niewolniczym przywiązaniem do prezesa pana. Jak komuś pomóc, jeśli on nie chce? Jak wyleczyć z grzybicy stóp delikwenta chodzącego w gumiakach używanych przy kopaniu rowów do spółki przez całą brygadę przodowników pracy?!

 

            Do wyborów coraz bliżej i wśród niewolników Kaczyńskiego rozpoczyna się ostatnia prosta w Wielkim Wyścigu Międzypośladkowym. Wkrótce prezes pan rozda miejscówki i okaże się, w którym miejscu dupy przyjdzie się komu urządzać. To dlatego „Jojo” Brudziński po raz kolejny spędza wakacje z prezesem, zamiast z rodziną i na twitterze zamieszcza fotomontaże z rzekomych górskich spacerów żoliborskiego fuhrerka. Zupełnie przy tym nie zadał sobie nawet trudu zastanowienia, że prezes pan i tak ledwie podtrzymujący kolanko za pomocą kul, marne miałby chęci, a możliwości jeszcze nędzniejsze, by w się góry na wędrówkę udawać. No i to użycie zdjęcia Kaczyńskiego z zeszłorocznej wycieczki z rzucającym się w oczy pulowerem, czapką z daszkiem i charakterystycznym rozwarciem paszczy…. Mimo to, wazelina jest najważniejsza.

            Domniemywam, że podobnie pomyślała pani poseł z ramienia PiS, Bernardetta Krynicka, która podlała wazelinki przyrównując prezesa pana do Alberta Einsteina i Steva Jobsa. Szkoda, że nie do Sylwestra Stalone lub Marii Skłodowskiej- Curie! I jak tu się ma nie zlasować przenajświętszy dekiel prezesowy, skoro przy każdym pochyleniu próbują się wśliznąć takie czopki.

            Skoro o czopkach mowa, to słyszeliście już pewnie o tym, że w dupie Kaczyńskiego ma być zamontowana tablica pamiątkowa „Tu przebywał Guzikiewicz?” To oczywiście treść mema, który się pojawił po tym, jak ten związkowy kandydat na międzypośladkowego postanowił tablicą pamiątkową uczcić obecność Lecha i Jarosława Kaczyńskich w hali Stoczni Gdańskiej, pomijając głównych organizatorów akcji strajkowej z 1988 roku. Swoją drogą, jak żenujące jest to, co się stało z Solidarnością. Na jej czele stoi ten który w stanie wojennym jako komandos zabezpieczał odwody oddziałom ZOMO, a prominentni przywódcy „S” nawet nie ukrywają, że są partyjną bojówką, sami startują z list PiS i z tej pozycji plują w twarz tym, co walczyli o wolność Polski.

            Wróćmy jednak do Adriana i jego utraty kontroli nad emocjami. Zbliża się czas rozliczeń ze zdrajcą. To będzie najprawdopodobniej pierwszy Prezydent RP postawiony przed Trybunałem Stanu: ani społeczeństwo nie kupiło „reformy sądów” polegającej na stopniowym zastąpieniu sędziów partyjnymi siepaczami, gdyż zbyt to podobne do III Rzeszy i Związku Radzieckiego, ani Europejski Trybunał Sprawiedliwości w najmniejszy sposób nie dał sobie zamydlić oczu- Europa zastanawia się tylko nad reakcją. Jedynie sekta trwa i trwać będzie przy wodzu. Nie łudzę się, że coś w tym temacie się zmieni. Historia uczy, że ci, co poparli dyktatora, nigdy nie czują skruchy i jedynie złapanie ich za pysk może coś zmienić. Powiecie, że taką narracją podsycam wojnę polsko- polską? Ta łoj, oczywiście lekcja z kampanii grzecznego i dobrodusznego Komorowskiego nie została odrobiona? Nadal mamy kłopot ze zrozumieniem problemu?

            To weźmy inny przykład: Niejaka Dominika Arendt- Wittchen, PiSowska pełnomocniczka wojewody dolnośląskiego podeszła do protestujących przeciw łamaniu Konstytucji i pewna bezkarności wymierzyła policzek jednej z kobiet. Nie łudźcie się, że PiS na tym straciło wizerunkowo. Wręcz przeciwnie- zyskało!Przecież ich elektorat, to identyczni frustraci, którzy sami chętnie by policzkowali tych, z którymi nie potrafią polemizować rzeczową argumentacją. Gdyby dziś Arendt- Wittchen chciała startować w wyborach, ten obrazek gwarantowałby jej zwycięstwo. Tuż obok ofiary tej napaści, pośród protestujących, stał facet (niebieska, koszula w kratę), odsunął się i patrzył. Dzięki tej wycofanej reakcji, napastniczka zrealizowała swój plan agresji, a PiS utwierdziło się w przekonaniu o swej bezkarności. Wyobraźmy sobie jednak, że mężczyzna zamiast się odsuwać, podchodzi bliżej i zanim PiSowska agresorka uniesie rękę, mówi „Co, ryj cię świerzbi, PiSowska cipo? Spróbuj wyciągnąć łapki, a dostaniesz w pysk na oczach całej swojej bandy. Choć tu ruro i spróbuj, zobaczysz czy żartuję!” Bijecie zakład, że uchroniłby protestującą przed spoliczkowaniem? Ale stałoby się przy okazji coś innego. Otóż symetryści i zwolennicy taktu, zaatakowaliby mężczyznę w komentarzach. Stałby się ofiarą tych, których bronił, bo tak to wygląda w praktyce. Bo opozycja nie rozumie, że oprócz solidarności- w walce z faszyzującym przeciwnikiem potrzebne są takie środki, jakich się używa w obronie niepodległości lub w wojnie z terroryzmem- te same, których używa przeciwnik, lecz celniejsze. W Polsce jest pełno „Warrenów- przyjaciół wszystkich”, którzy udając idealizm, tak naprawdę wybierają konformizm. Bogu świeczkę, diabłu ogarek. Wiecie, jak stary Jarocin (mówię o słynnym festiwalu) poradził sobie z terroryzującymi pole namiotowe, dobrze zorganizowanymi skinheadami? Otóż w pewnym momencie, gdy tylko pojawiała się grupa skinów, punki i metale robili na nich polowanie. Prali po mordach, glanowali. Dzięki temu w lata dziewięćdziesiąte festiwal wchodził bez faszystowskiej zarazy. Żaden złotousty nie nawrócił skina, nie zrobił tego żaden polityk, ni pedagog, ni tym bardziej ksiądz. Bandytów trzeba było spacyfikować ich własną bronią. A że zadarli ze wszystkimi, to nie było trudne. Dziś jest podobna sytuacja. PiS walczy z każdym, kto nie jest z nimi. Tę partię można spacyfikować, można też postawić przed sądem. Nie trzeba udawać zjednoczenia opozycji, wystarczy solidarnie walczyć z największym wrogiem wolnej Polski po 1989 roku- wyznaniowym narodowym socjalizmem. To jest w porządku, że mamy różne światopoglądy. Nie jest za to w porządku, gdy ktoś uważa, że jego światopogląd stawia go w uprzywilejowanej pozycji. PiS zbierze, co zasiało. Wolałbym, żeby to się stało wcześniej, metodami mobilizacji wyborczej i medialnej. Bo jeśli nie, to w końcu poleje się krew.

 

            Młyny sprawiedliwości mielą powoli, tymczasem Ziobro rozpoczął kampanię wspierania kościelnych gwałcicieli dzieci, którzy zostali przez niego wyłączeni z krajowego rejestru pedofili. Dzięki Zbigniewowi Ziobro każdy ksiądz może zapodawać swego kutasa do ust ministrantów, rżnąć małe dziewczynki i chłopców, nakazując im milczenie tak samo bezkarnie, jak za Wojtyły. W końcu nieważne, że GWAŁCĄ NASZE DZIECI, ważne żeby dalej chodzić do kościoła i rzucać na tacę udając, że nie mamy z tym nic wspólnego, że tylko do Bozi przychodzimy. W Irlandii ta narracja nie przeszła, ale Polacy niejeden raz udowodnili, że chętnie poświęcą swoje dzieci, byle nie ruszać swoich sumień. Towarzysze z kościelnych ambon strzelają do opozycji jak do kaczek, a opozycja nadal uważa, że „tylko się modli do Jezuska”. Coraz mniej mnie łączy z Polską, ale to niezwykle ciekawy obiekt do obserwacji socjologicznych.

 

            Podczas XXI Festiwalu Piosenki Żeglarskiej, zespół Perły i Łotry wyszedł do bisów w koszulkach z napisem „KONSTYTUCJA”. Co warto podkreślić, nie było przy tym żadnej agitacji politycznej, żadnego komentarza. Poseł PiS, Aleksander Mrówczyński zażądał wyjaśnień na piśmie od sponsorów i organizatorów festiwalu, uważając że to manifestacja antyrządowa za państwowe pieniądze. Zapał godny wiernego członka NSDAP. I wiara, że każdego da się zastraszyć. Płonna! Miał Andrzej Duda wyczucie: coraz mniej osób jest skłonnych odpuścić PiSowcom ich zbrodnie. Podobnie, jak coraz mniej osób jest skłonnych odpuścić kościelnym przestępcom. Nie dziwię się, że tchórz pełniący obowiązki prezydenta, traci nerwy. Stracą je także Brudziński, Błaszczak, Macierewicz, Ziobro i cała reszta. Na ich miejscu nie liczyłbym na to, że ich zbrodnie pójdą w niepamięć. Najpierw pozbyli się godności i honoru, a potem nabyli takiego poczucia bezkarności, że przekroczyli cienką czerwoną linię. Teraz już wiedzą, że nie mają gdzie się wycofać. Walka wszystkich przeciw wszystkim, także wewnątrz własnej partii, wróży rychłą katastrofę, choć na razie okupują jeszcze zdobyte terytoria. Niemcy przerabiali to dwukrotnie podczas ubiegłego stulecia. I równie chętnie używali symboliki krzyża.

 

 

Jak to się stało, czyli jaka piękna katastrofa.

Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili.

-Jezus z Nazaretu.

 

Wizyta.

 

            Papież Franciszek odwiedził Irlandię. Nie byłoby w tym nic dziwnego, kraj to przecież katolicki, gdyby nie atmosfera skandalu towarzysząca wizycie. Skandalu, jakiego jeszcze nie było, skandalu nie tylko obnażającego skalę pedofilii wśród duchownych katolickich, lecz także pokazującą rolę kościoła hierarchicznego w tuszowaniu tej zbrodni. Cała machina kościelna- od proboszcza, przez biskupa, aż po papieża, służyła ukrywaniu przestępców, a w konsekwencji dalszej gehennie ofiar. Przysparzała niewyobrażalnego cierpienia, gdyż ofiary zostały zdradzone przez wszystkich- nikt im nie udzielił pomocy: ani rodzina, ani Kościół, ani żadna inna instytucja. Zastraszenie i poniżenie ofiar przekroczyło wszelkie ludzkie normy docierając do poziomu Korei Północnej. A może to Korea Północna dotarła do poziomu Kościoła Katolickiego- warto by to było zbadać.

 

 

            Piętno hańby.

 

            Publicyści, dziennikarze, komentując ostatni raport o pedofilii w USA, ujawniają znak, jakim zbrodniarze piętnowali swoje ofiary. Pamiętacie sprawę gangu Braciaków- Polaków handlujących żywym towarem? Oznaczali oni swoje ofiary, prostytutki pracujące w kontrolowanych przez nich domach publicznych, wielkimi tatuażami o wysokości liter ok. 10 centymetrów ciągnącymi się przez całą długość nogi o treści „dziwka Braciaka”, „własność Braciaka” i tym podobnymi. Ofiary gangu księży- pedofili były piętnowane podobnie- otrzymywały złoty krzyżyk, który miały nosić w widocznym miejscu na szyi, żeby łatwo je można było rozpoznać. Dzieci zostały naznaczone tak, by zbrodniarze wiedzieli, które z nich są wystarczająco zastraszone, by zgwałcenie ich nie niosło za sobą ryzyka denuncjacji. Czy zastanawialiście się, co przeżywa dziecko zmuszone do noszenia w widocznym miejscu znaku głoszącego wszem i wobec: „JESTEM DZIWKĄ STAREGO PIERDZIELA W SUTANNIE”? Co musi czuć spotykająca się w kościele para dzieci, rozpoznająca u siebie nawzajem ten znak? Wyobraźcie sobie chłopca i dziewczynkę spotykających się przy ołtarzu. On patrzy na nią, ona na niego i obydwoje już wiedzą. Ona ma krzyżyk mówiący: „Rżnie mnie ksiądz”. On ma krzyżyk mówiący „Proboszcz zapina mnie w samą pupę”. Razem odczytują w swoich krzyżykach przekaz „Robimy loda swojemu kapłanowi i jego kolegom”. I odczytują to u siebie wzajemnie w pełnym ludzi kościele. Kto jeszcze potrafi odszyfrować ten znak? Kto z tłumu zna jego treść? Kto jest katem, kto jego wspólnikiem, a kto tylko zamyka oczy i zatyka uszy?! Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili!

 

 

            Obrońcy krzyża i symetryści.

 

            Rozumiecie, co się działo? W pedofilskim gangu zrzeszającym hierarchów kościelnych handlujących żywym towarem, krzyż pełnił rolę tatuażu „dziwka Braciaka”. Znak rozpoznawczy i jednocześnie piętno- „własność szajki zwyrodnialców”. Gdzie są obrońcy krzyża? Czy już protestują? Może pan Nowak ze swoim komitetem do walki z sektami ma coś do powiedzenia? Cóż…, może stosowanie krzyża jako znaku rozpoznawczego dla pedofili stoi w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi? Prawdziwe dziedzictwo Jana Pawła II, po 27 latach władzy absolutnej w Księstwie Ciemnoty. Może coś w tym jest? Pamiętam, jakie wzburzenie wywołała instalacja artystyczna Nieznalskiej, albo spektakl „Golgota Picnic”. Wtedy bez zastanowienia wyrażane było święte oburzenie. Ortodoksom towarzyszyły głosy symetrystów, którzy co prawda niekoniecznie są wierzący, lecz rozumieją, że wierzący mogli się poczuć urażeni. Dziwnym trafem, oburzeni nie rozumieli, że artysta ma prawo skomentować świat otaczający, a w szczególności wdzierającą się z butami w nasze życie codzienne politykę i wyznaniowość. Co teraz jest z tymi zbulwersowanymi ludźmi? Nic nie widzę, nic nie słyszę…? Zatkałem oczy i uszy….? W „Eiptafium dla Włodzimierza Wysockiego”- jednym ze wspanialszych utworów Jacka Kaczmarskiego- poetyckiej parafrazie dantejskiego piekła, główny bohater podróżuje przez kolejne kręgi piekielne, mijając zesłanych i potępionych skazańców, osamotnionych i zostawionych samym sobie staruszków, wchodząc w siedliska taniej rozrywki i propagandy, obserwując matki- konfidentki, kapusiów, cenzorów, nieszczęśników topiących życie w strumieniach alkoholu, by wreszcie stanąć przed sądem, który okazuje się być grupą bezzębnych niedołęgów, niby mędrców posiadających wiedzę o całym życiu sądzonego, lecz jednocześnie pozbawionych kłów, bezbronnych dziadygów. I okazuje się, że mimo to, potrafią oni zesłać bohatera w ostatni, ósmy krąg piekła, krąg ślepoty, głuchoty i niepamięci. Okazuje się, że tłum siedmiu kręgów nie zauważył przemykającego na swym koniu poety, bo wszyscy mijani mieli w uszach i oczach piach. Wiecie co…??? Dorośli jesteście, pamiętajcie lub nie, zauważajcie, bądź ignorujcie, słyszcie lub udawajcie głuchych. Jeżeli jednak ja zobaczę lub usłyszę, to możecie być przekonani, że będę pamiętać, pisać i opowiadać- dziecięce buciki przyozdobią bramy kościołów. W końcu co Wam szkodzi mówić, że to tak tylko dla Jezuska.

 

 

            Rola Wojtyły i Bergoglio.

 

            Kolejni papieże: Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek, wiedzieli o sprawie pedofilii i aktywnie uczestniczyli w jej tuszowaniu. Najlepiej to widać na przykładzie Wojtyły, gdy dał schronienie przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości niejakiemu kardynałowi Law, arcybiskupowi Bostonu oraz w przypadku drugiego świętoszka, Franciszka, który wyszarpał swego nuncjusza, arcybiskupa Wesołowskiego, dominikańskim organom ścigania. Propaganda katolicka głosi, że Watykan sam prowadził śledztwa. Jak tu nie wierzyć świętym ojcom Kościoła, prawda? To powiedzcie mi, jakie aresztowania nastąpiły po owych „śledztwach”? Jakich to księży pedofili ujawniono? Bo śledztwo w sprawie szajki pedofilskiej ma na celu jej zdemaskowanie, by ocalić przed gwałtem dzieci. Jeżeli, tak jak w przypadku kardynała Law i arcybiskupa Wesołowskiego, nie zdemaskowano pozostałych przestępców, oznacza to jedynie, że tak naprawdę była to zakrojona na szeroką skalę operacja mataczenia, służąca ukryciu śladów grupy przestępczej. Szczególnie odrażająco zachowywał się Jan Paweł II, który wściekał się na każdą próbę ujawnienia skandalu, nie czuł nawet obciachu publicznie wywierając naciski na jury festiwalu filmowego w Wenecji, gdy próbował zablokować emisję filmu „Siostry Magdalenki”, nie dając jednocześnie żadnego wsparcia ofiarom. Och, przepraszam, on się pomodlił w intencji…, łaskawca! Franciszek miał na tyle dużo pokory, że przynajmniej nazwał pedofilię odrażającym przestępstwem, zabrakło mu jednak odwagi cywilnej, by współpracować z policją w sprawie pedofilii (mimo własnych apeli). Rzekome śledztwa wewnętrzne nie przyniosły ujawnienia przestępców, ich efektem było zatuszowanie sprawy.

 

 

 

            Dlaczego Irlandia?

 

            Dziwicie się dlaczego katastrofa nastąpiła w katolickiej, purytanskiej Irlandii? Bo tak się składa, że USA, to największe skupisko emigracji irlandzkiej. W tym Boston. Do tego arogancja kleru na Zielonej Wyspie była podobna dzisiejszej arogancji duchownych w Polsce. Rodziny same pakowały swoje dzieci w łapy czarnej hydry. Rozejrzyjmy się po naszej Ojczyźnie, będziemy wiedzieć, jak było w Irlandii: W sierocińcach prowadzonych przez zakonnice, siostra Bernardetta z koleżankami znęcała się nad wychowankami, pozwalała na gwałty, karała fizycznie i psychicznie- Państwo Polskie nadal posyła dzieci pod opiekę siostrzyczek, w szkołach salezjańskich demaskowani są księża molestatorzy- szkoły nadal funkcjonują, a rodzice pchają swoje pociechy Jezuskowi pod opiekę, abp. Paetz chodzi wolny, nowe pokolenia kleryków znikają za murami seminariów, a Polacy zachowują się jak Irlandczycy przed odnalezieniem nieoznakowanych grobów na terenie byłego klasztoru Magdalenek. Minęło ponad ćwierć wieku od tamtego skandalu, Irlandczycy mają dość, POWIEDZIELI: FUCK OFF!!! Franciszka w Phoenix Park przywitało mniej, niż 130 tysięcy wiernych (tego samego dnia w Irlandii Zachodniej, Knock Shrine, Co. Mayo, papieża witało 45 tysięcy ludzi). W 1979 na początku pontyfikatu Wojtyły, papież był witany przez 2,7 miliona wiernych (w rożnych lokalizacjach). Prawdziwy cud 27 lat władzy Karola Wielkiego!!! Ktoś jeszcze pamięta, jak kościelna propaganda próbowała nadać ten przydomek sławnemu Wadowiczanowi? Ciekawe, dlaczego nie wyszło?!

 

 

Apel Jacka Dehnela.

Kiedy ksiądz przyjdzie po kolędzie, przyjmijcie błogosławieństwo, bo błogosławi Was Bóg, a nie funkcjonariusz; ale potem odważnie powiedzcie funkcjonariuszowi to, co mówicie mnie w prywatnych rozmowach. A kiedy wyciągnie rękę po kopertę, powiedzcie że dopóki Kościół nie rozliczy się z pedofilii, będziecie te pieniądze przekazywali na jej ofiary.”

Jacek Dehnel- polski poeta, tłumacz, prozaik, malarz.

 

Dwa słowa o jawności informacji publicznej i całowaniu w tyłek Hanka.

            Nie potrafię w tej chwili powiedzieć, kto pierwszy zaczął testować odmawianie prawa do informacji publicznej w polskiej polityce po 1989, ale na szeroką skalę wprowadziło ten zwyczaj PiS. Zauważyliście moment, gdy Kaczyński w ogóle przestał odpowiadać na pytania dziennikarzy (chyba że sam je sobie wcześniej ułożył i pozwolił je sobie zadać)? A pamiętacie Macierewicza? Kojarzycie jakąkolwiek merytoryczną odpowiedź w sprawie wypadku swojej limuzyny, Misiewicza i tego drugiego milutkiego chłopczyka, ich zarobków, funkcji…, a może pamiętacie coś na temat źródeł informacji komisji specjalnej troski Macierewicza ds. efektów parówkowych i pijuuu bziuuu… podczas katastrofy smoleńskiej? Pytam, bo dziś już byle PiSowski siurek ignoruje interpelacje poselskie i pytania dziennikarzy, ostatnio wręcz pyskując i lżąc pytających, a społeczeństwo zachowuje się tak, jakby to była taka ciekawostka, bardziej dotycząca ekstrawagancji, niż czegokolwiek innego.

 

            Słyszeliście o czymś takim, jak „USTAWA O DOSTĘPIE DO INFORMACJI PUBLICZNEJ” z dnia 6 września 2001 roku? Jeżeli nie, to zachęcam do zapoznania się z treścią- kliknijcie tu- w ten akapit, by poczytać. Parlamentarzyści, samorządowcy i inne ciała kolegialne wybrane w demokratycznych wyborach, bądź dysponujące majątkiem publicznym, są na mocy tego aktu prawnego zobowiązani do udzielenia informacji i udostępnienia odpowiednich dokumentów. Artykuł zaś 23 stanowi, co następuje:

 

           Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

 

            Żaden polityk, nawet prezes pan, nie ma prawa odmowy, jest od tego jak dupa od srania, żeby się wytłumaczyć, a na żądanie- słowa potwierdzić stosownymi dokumentami. Pyskowanie i lżenie dziennikarzy, czy posłów składających interpelacje poselskie jest przestępstwem podlegającym karze grzywny, ograniczenia, bądź pozbawienia wolności!!!

 

            PiS nie będzie rządzić wiecznie. Przestępcom zaś należy się sprawiedliwy proces nawet, jeżeli działają w zorganizowanej grupie przestępczej pod szyldem Prawo i Sprawiedliwość. To nie jest jakieś tam widzi mi się. Odmowa dostępu do informacji publicznej pozwala na działalność na szkodę spółek skarbu państwa, pozwala na sfingowane śledztwa i procesy kiblowe- jak za Stalina, pozwala na przejmowanie każdej dziedziny życia przez tępych partyjnioków, którzy w zamian za potulne tkwienie między pośladami prezesa pana, otrzymują gwarancje bezkarności. Przykład: Po ostatniej aukcji Pride of Poland, ceny koni były dziesięciokrotnie niższe, niż przed PiSowskim zamachem stanu, a na pytanie dziennikarza o jej wynik, dyrektor stadniny w Michałowie zaczął lżyć pytającego. Hitlerowi przez 5 lat okupacji nie udało się zniszczyć renomy polskich stadnin, Kaczyńskiemu udało się w kilka miesięcy- wystarczyła czystka wśród koniarzy. I nikt o tym nawet się nie dowie, jeśli nie będzie można uzyskać ustawowego dostępu do informacji publicznej. Stadnina, to prestiż i reklama, ale na przykład energetyka, to już bezpieczeństwo i niepodległość, podobnie jak armia, a te zostały zrujnowane i ośmieszone w równym stopniu, jak stadniny koni. Nie zwracam się do sekty żoliborsko- toruńskiej, bo oni raczej spokojnie będą patrzeć, jak ich dzieci zginą pozbawione ochrony armii w jakiejś wojence Macierewicza, niż się przyznają, że to oni konsekwentnie promują antypolskich zbrodniarzy. Zwracam się do tych, którzy uważają, że to czyny i ich owoce świadczą o ludziach.

 

            Nie pamiętam kto z polityków odmówił jako pierwszy informacji publicznej, ale za to wiem, że żaden przedstawiciel kleru- od wikarego po pana papieża nie uznaje za stosowne odpowiadać na pytania dotyczące finansowania Kościoła, nie mówiąc już o takich „słabostkach”, jak pedofilia. Żaden dziennikarz nie odważy się zapytać pana papieża, jak to się stało, że nie znamy efektów śledztwa w sprawie pedofila Wesołowskiego, wyświęconego na księdza, a potem biskupa, przez Karola Wojtyłę- osobiście! Nie wiemy nawet, czy atak serce, który przyspieszył jego kontakt z „Panem” nie nastąpił po zażyciu tak popularnego w kraju nadwiślańskim Pavulonu. Mało tego, gdy bandyci wspierający Radio Maryja zbiorą się w kupę, nie tylko nie udzielają odpowiedzi, ale dokonują jawnych aktów linczu na dziennikarzach- zupełnie bezkarnie. Wiecie, dlaczego tak się dzieje? Wcale nie dlatego, że kler jest wspierany przez sektę żoliborsko- toruńską, zupełnie nie dlatego. Wtedy, miałby poparcie identyczne z poparciem PiS, a ma o wiele większe. Chodzi o to, że opozycja również wspiera kler, bo Polacy są tak zarozumiali i próżni, że raczej zgodzą się na dalsze gwałcenie ich dzieci, niż przyznają że przez całe lata niewolniczo wspierali umoczonych w szambie polityki gwałcicieli i złodziei, a Jezus nie miał z tym nic wspólnego.

 

            Obejrzyjcie dokładnie powyższy film- warto! Uwielbiam tych młodych aktorów. Ten entuzjazm na ich twarzach, gdy proszą o wspólne całowanie w tyłek Hanka, te rozpromienione, niewinne buzie opowiadające o dobrodziejstwach, które spłyną na całujących tyłek i to nagłe ścięcie twarzy, przejście od uprzejmości do wulgarności i agresji, gdy okazuje się, że zaczepiony obywatel nie podziela ich entuzjazmu mitycznym Hankiem, nie podziela nawet ich przekonania, że skoro przykazanie nr … mówi „myj ręce przed posiłkiem” jest bezsprzecznie dobre, to z tego wynika, iż przykazanie nr … „całuj w tyłek Hanka” jest równie dobre i prawdziwe. Czyż to Wam czegoś nie przypomina? Ileż to razy spotykałem ludzi, którzy z radosnym uśmiechem namawiali mnie, bym wespół z nimi całował w tyłek Hanka, a gdy ośmieliłem się podważyć sens tego hołdu, jak i istnienie samego Hanka, ich słodki uśmiech zmieniał się w grymas wściekłości. I tak jak wielbiciele Hanka, przekonywali mnie, że skoro jakieś przykazania są dobre, to inne automatycznie są dobre również.

            W filmie wspomina się także inną, niesłychanie ciekawą postać: To Karol. Nie można osobiście ucałować w odbyt Hanka, ale można to zrobić składając pocałunek na dupie Karola, a on go już potem przekaże. A Wy całujecie w tyłek Hanka, czy Karola? Jesteście tego pewni?!

 

 

Nie ma winnych- wszyscy święci!

            Tytuł felietonu mylnie sugeruje, że będę szukać winnych, a to nie tak. Mnie to na nic. Winnych odnajdzie życie, każdy czyn niesie konsekwencje, jednak to nie mój blog jest narzędziem je wymierzającym- ani nie ma takiej mocy, ani ambicji. Jeżeli opisuję tu jakąś sytuację, to jedynie w nadziei na to, że jakiś czytelnik nie popełni opisywanego błędu, a jeżeli już go popełnił, to następnym razem go rozpozna i uniknie. I tego się trzymajmy podczas lektury.

            Właśnie Gazeta Wyborcza rozpoczęła cykl publikacji dotyczących udziału polityków PiS w aferze podsłuchowej (kliknij tu- w ten akapit, żeby poczytać oryginał). To, że przestępstwo wobec legalnie wybranych, najwyższych władz Polski z lat 2007-2015, ich nielegalne śledzenie i podsłuchy, a w konsekwencji narodowosocjalistyczny przewrót, miały inspiracje u największego beneficjenta- partii Kaczyńskiego, było do przewidzenia. Nasz mądry inaczej Suweren ery internetu, lotów w kosmos oraz miliona samochodów elektrycznych Morawieckiego i 2 tysięcy dronów bojowych Macierewicza, był jednak innego zdania. Tyle, że nie o niego mi chodzi, bo jeśli przedstawisz sekcie dowody jej kłamstw i manipulacji, to przecież tym gorzej dla dowodów! Nie do sekciarzy się zwracam!!!

            Symetryści. Inteligenci spełniający rolę pożytecznych idiotów, po dziś dzień zachowujący się tak, jakby nadużycia poprzedniej władzy były w jakikolwiek sposób porównywalne do skali nadużyć władzy obecnej. To o Was i do Was kieruję dzisiejszy felieton. Gdy dziś czytam na Waszych blogach stwierdzenia typu (cytuję) „byłam zniesmaczona słowami polityków PO” (w odniesieniu do afery podsłuchowej), to ja się pytam: A nie byłaś zniesmaczona tym, że nielegalnie podsłuchano członków najwyższych polskich władz, że ujawniono ich prywatne rozmowy, wyręczając szpiegów i dywersantów Putina w dokonaniu w Polsce antyunijnego przewrotu? Pozwalaliście, by nielegalnie podsłuchane rozmowy przedstawiano, jako dowód na przestępstwo ofiar podsłuchów. Tymczasem rozmowy nie wskazywały na żadne przestępstwo podsłuchiwanych, a jeżeli macie wątpliwości, to powiedzcie mi dlaczego w takim razie prokuratura Ziobry nie skierowała na ich podstawie żadnego aktu oskarżenia do sądu?! Bo nie było w nich niczego noszącego znamiona przestępstwa, ale mieliście to w dupie, bo „nie możemy robić laski Amerykanom” Sikorskiego Wasze wrażliwe serduszka raziło.

 

 

            Dziennikarze. Monisia Olejnik, która napadła na Tuska, gdy na polecenie prokuratora Seremeta nieudolnie próbowano skonfiskować laptop redaktora Latkowskiego z WPROST. Ona i jej koledzy po fachu woleli bronić swojego statusu świętej krowy, niż pomóc złapać zleceniodawców podsłuchów. I nie miałbym pretensji, gdyby publikacje demaskowały przestępstwo władzy. Wtedy sprawa byłaby jasna: Przestępstwo należy zatrzymać, informatorom należy się ochrona. Ale nie!!! Publikacje jedynie pokazywały, że ludzie władzy prywatnie rozmawiają takim językiem, jak i reszta Polaków. Nasi świętojebliwi obywatele, jako organiczni obłudnicy zapałali świętym oburzeniem! Normalnie, lud pracujący miast i wsi używający na co dzień języka, rzecz jasna, mickiewiczowskiego, pełen zalet i cnót, przekleństwem z prywatnej rozmowy się zbulwersował, a entelygencja wzburzenie poparła, ofiarę przestępstwa wystawiając na lincz sekty żoliborsko- toruńskiej. Jak tam, wszyscy zniesmaczeni, macie świadomość swojego udziału w PiSowskim przewrocie? Zrobicie coś z tym fantem, czy dalej będziecie porównywać zegarek Nowaka do posiadłości Szyszki i posadki w radzie nadzorczej PGE dla Jaśki Goss- wierzycielki i przyjaciółki prezesa pana?!

 

            Nie byłbym sobą, gdybym napisał o jeszcze jednaj grupie „niewinnych”. Tu zwrócę się do praktykujących katolików, dobrowolnie wspierających czarną hydrę taca, ofiarami, intencjami, wypominkami i innymi cołaskami. Zupełnie nie widzicie zależności między swoim wspieraniem finansowym największego bastionu, z którego w decydujących momentach wali się ze wszystkich luf do każdego, kto mógłby stanąć PiSowi na drodze, a dojściem do władzy Kaczyńskiego?! To dobrego samopoczucia życzę! Ja szczęśliwie żyję w kraju, który wyrwał się ze szponów kleru, ale Wy pozwalacie, by pieniądze na wykształcenie Waszych dzieci, przekazywane były na ich indoktrynację religijną, Wasi synowie pójdą do armii, która zamiast kupować nowoczesną broń, opłaca kapelanów, którzy będą grzebać ich bezbronne ciała, pieniądze na kulturę przekazujecie cenzorom zakazującym wystawiania sztuk teatralnych i filmów na poważne tematy, zakazujecie wystaw, happeningów, bo Wam się uczucie obraża, wspieracie niszczycieli ginekologii, seksuologii, dręczycieli kobiet i osób o odmiennej orientacji seksualnej. Wy tylko tak dla Jezusa, tak?! Chyba koleś by się zdziwił słysząc, jakie rzeczy można w jego imieniu wyczyniać! Bo sprawa wygląda tak: Pomijając już media i publikacje wydawane przez kler, sieć kościołów jest największą w kraju siecią marketingu bezpośredniego, zajmującego się lobbingiem finansowym i politycznym, wpływającego nawet na system prawny. Jedyną jawnie i bezkarnie łamiącą ordynację wyborczą instytucją w Polsce. Jeden wprawny manipulator z ambony może poszczuć całą wieś na swojego prywatnego wroga, także politycznego. To dalej umywajcie rączki i udawajcie, że chodzicie tam tylko całować w stópki Jezuska. W końcu dorośli jesteście.

 

            Jak już napisałem na początku, nie jestem sędzią i nie mam takich aspiracji. Po prostu: Jeśli uważacie, że tak jest fajnie, to róbcie tak dalej, a jeżeli chcecie coś zmienić, to zacznijcie od swojego postępowania. Irlandia się ocknęła, wcześniej zrobiła to Hiszpania. To od Was zależy, czy Polska będzie następna. I śledźcie do jasnej cholery powiązania PiS z nielegalnym podsłuchiwaniem ich przeciwników politycznych. Ogarnijcie, co się stało, bo inaczej, wyduszą Was po kolei, jak pluskwy!